_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

25.06.2012

Euro 2012 - dzień 17



Złe przeczucia. One mogłyby sponsorować ten wpis. Obawiałem się tego meczu. Anglicy nie mają szczęścia w wielkich imprezach. Ostatni półfinał to 1996. Wszystkich zebrały by się cztery, po dwa w mistrzostwach świata i Europy. Włosi to zupełnie inna liga. Nawet w kryzysie, co pokazali w 2006 wygrywając w Niemczech. Dlatego niczego nie oczekiwałem, na nic nie liczyłem, tylko oglądałem i ściskałem kciuki.


Początek mógł przyprawić o zawał. Słupek Włochów, potem świetna akcja Anglików. No a potem zaczęły się szachy. Gra bez ryzyka, bez nadmiernego odsłaniania się. Z czasem Włosi zaczęli zdobywać przewagę. Patrząc na statystyki pierwszej połowy (posiadanie 37-63, strzały 4-13 via WhoScored.com) oraz słabego Wayne'a Rooneya (to chyba jeden z tych meczów, gdzie on zawodzi), trudno było o optymizm na drugą. Włochom w końcu coś wyjdzie przecież, prawda.

No a w drugiej połowie od początku nerwy. Jak Włosi nie wykorzystali tej sytuacji na jej początku? Nie wiem. Anglia została w tej grze na szczęściu i na niczym innym. Po godzinie gry dwie zmiany Anglików i moim zdaniem dwie bardzo ofensywne zmiany. Danny Welbeck grał słabo, więc za niego Andy Carroll. A za Jamesa Milnera Theo Walcott. Chociaż wyrzuciłbym Ashleya Younga. Cień cienia zawodnika, który błyszczał w Manchesterze United. Następnie Anglia zastosowała obronę Częstochowy. W ofensywie nieporadnie, a w obronie szczęście, konsekwencja, zaangażowanie i wysiłek. Dlatego mieliśmy pierwszy bezbramkowy remis w tym turnieju.

Dogrywka, czyli pytanie kiedy Włosi strzelą bramkę i zakończą te cierpienia wielu angielskich kibiców. Strzały 9-27, posiadanie 35-65. To nie może się dobrze skończyć. Włosi po raz drugi trafiają w słupek. Nie wiem jak mógł być wciąż wynik remisowy. Druga część dogrywki. W 115 minucie pada bramka dla Włochów, ale ... ze spalonego. Zaczął się więc pojedynek Joe Hart vs Gianluigi Buffon. Prawdziwi 'eksperci' w sprawach jedenastek się spotkali. Anglicy wygrali raz na sześć prób, Włosi dwa razy na siedem.

Mario Balotelli trafia, Steven Gerrard też. Riccardo Montolivoooo ... obok. Rooney i trafia. Andrea Pirlo bardzo, bardzo spokojnie na Panenkę. Young w poprzeczkę (crossbar challenge mu się zachciało, no). Antonio Nocerino nie daje szans Hartowi. Ashley Cole i musiał oczywiście obronić Buffon. Alessandro Diamanti i gol. Koniec marzeń.

Widząc podchodzącego do piłki Cole'a mignął mi finał Ligi Mistrzów. Wtedy oglądając karne miałem myśl, że Anglik spudłuje. Wtedy trafił, teraz nie. Young bez komentarza, bo jemu nie wyszedł cały turniej, a nie tylko jeden mecz. Czy zmieniałbym selekcjonera? Nie. Anglia ma bardzo ograniczony potencjał. Potrzebne są zmiany systemowe, a nie zwykła roszada selekcjonera. Kilka decyzji w tym meczu można byłoby rozegrać inaczej. Zostawić na ławce Rooneya, zacząć z Carrollem, wyrzucić Younga, ale wtedy po porażce byłoby bardzo wiele krytyki. Można powiedzieć zabrakło odwagi, ale nie wydaje mi się, że ktokolwiek miałby jej tyle, żeby zagrać inaczej. Wybrać innych graczy. Wynik i tak jest dobry. Wyjście z grupy, a przecież wiele opinii było bardzo negatywnych przed finałami. 120 minut z Włochami i porażka w rzutach karnych dopiero. Nie ma co patrzeć na grę, bo Anglia nie była, nie jest i nigdy nie będzie Hiszpanią. W eliminacjach do MŚ w Brazylii zobaczymy inny zespół, to jest pewne. Z tych finałów zapamiętać można to, że Anglia nie przegrała żadnego z czterech spotkań. Że pokonała Szwecję, jednego ze swoich odwiecznych rywali, z którym nigdy nie wygrywała. Ale przede wszystkim, że dała nadzieję. Dziś się nie udało, ale jutro może być zwycięskie. To jest kapitał, na którym można budować przyszłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz