_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

29.06.2012

EURO 2012 - dzień 21


Ale to był ładny mecz. Lubię takie sytuacje, kiedy ten słabszy bije faworyta i awansuje dalej. Dla Niemców miejsce w finale przed spotkaniem wydawało się pewne. Wszyscy chyba widzieli ich w starciu z Hiszpanią i szykowali się na pojedynki żywiołu hiszpańskiego i niemieckiego. Mnie cieszy, że nie zawodzi mnie intuicja. Wczorajszy wpis kończyłem pytaniem Czyżby Włosi?, no i mamy w finale włoską reprezentację.



Czy mnie ten wynik cieszy? Tak, z kilku powodów. Anglia potrafiła przetrwać 120 minut z włoskim zespołem i nie dała sobie wbić gola. Dotarła do karnych, a co oznaczają karne dla Anglii to wszyscy wiedzą. Niemcy natomiast nie dotrwali do serii jedenastek. Można mówić, że Włosi mieli szczęście, ale już to raz pisałem na blogu. Żeby mieć szczęście, musisz być dobry. Albo szczęście sprzyja lepszym. W tym meczu Włosi byli lepsi. Nie więc dziwnego, że mieli szczęście. Druga sprawa, czytałem ostatnio ten wywiad z Ryszardem Szulem klik. Nigdy bym się nie spodziewał, że to co od pewnego czasu robię bardzo regularnie (na razie jeszcze nie podbiegi, ale to pewnie z czasem), czyli spacer pod górę, ma takie korzystne efekty dla organizmu. Dlatego mnie nie dziwi, że Włosi prezentowali się tak dobrze pod względem fizycznym. Że stać ich było na kontry pod koniec meczu. Szybkie kontry. Swoje dołożył również Mario Balotelli. Jest konsekwentny. We wcześniejszych meczach te jego akcje, kiedy urywał się  obrońcom i nie został złapany na spalonym, kończyły się tak właściwie niczym. W tym meczu udało mu się dwa razy. Raz ze środka, a drugi właśnie po takim niby spalonym, kiedy większość zawodników niemieckiej drużyny była zaskoczona tym, że gra toczy się dalej, a Balotelli szarżuje na ich bramkę. Czy to były błędy niemieckiego selekcjonera? Do pewnego stopnia tak. Starał się zneutralizować Andreę Pirlo, ale Włosi to nie tylko jeden zawodnik. Po tym poznaje się klasowe zespoły. W nich wynik zależy od wielu graczy, każdy praktycznie zawodnik może zaskoczyć rywala. Przy pierwszej bramce zaskoczył Antonio Cassano, przy drugim Riccardo Montolivo do spółki z Balotellim. No a potem mieliśmy Niemców bez argumentów na przełamanie się przez defensywę rywala. Włosi mogli i powinni zakończyć ten mecz wyższym wynikiem, bo te kontry wręcz prosiły się o strzelenia gola.

Niemcy? No cóż, rozczarowanie. Niby to ta złota generacja, ale brakowało detali. Na tym mistrzowskim poziomie one decydują. Przy pierwszej bramce, tak jak patrzę na powtórki, chyba inaczej bym się zachował na miejscu bramkarza. Dośrodkowanie było w pole bramkowe, więc spodziewałbym się jego reakcji. Oczywiście dał się też wyprzedzić środkowy obrońca, ale tego należy zawsze się spodziewać. Przy drugim golu to już gapiostwo defensywy, no ale jakby Balotelli nie trafił, to nie byłoby tego pisania. No ale trafił i tak po meczu cieszył się z rodziną klik. Chociaż wydaje się, że Niemcy z tego turnieju wyciągną wnioski i wrócą silniejsi. Włosi natomiast pokazali nam, że wyniki spotkań towarzyskich znaczą niewiele. Po listopadowym wygranej z Polską przegrali z Urugwajem, Stanami Zjednoczonymi, a potem trzema bramkami z Rosją. Gdzie są oba te zespoły na turnieju wszyscy widzą. Dlatego już można powiedzieć i nie można się pomylić, że w niedzielę w Kijowie spotkają się dwie równe drużyny, a wskazywanie faworyta nie ma najmniejszego sensu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz