_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

17.06.2012

Polska, zawiedzione nadzieje


Podsumowanie występu naszej reprezentacji na finałach ME jest na pewno trudne. Można ograniczyć się do suchych cyferek. Trzy mecze, dwa punkty, dwa remisy i jedna porażka, dwie strzelone bramki i trzy stracone. Tylko że najważniejsze jest to, że nie awansowaliśmy do ćwierćfinału. Teraz musimy wyciągnąć wnioski z tego, co się stało, tak aby w przyszłości nie popełnić tych samych błędów, ale obawiam się, że o to będzie trudno.

Wydawało się, że wszystko nam sprzyja i awansujemy z grupy. Selekcjoner miał i ma szczęście. To nie tylko bardzo udane wyniki losowania, bo dostać grupę z Rosją, Grecją i Czechami to marzenie. Dodatkowo szczęście podczas meczów. Z Grecją rozkojarzony arbiter wyrzucający bardzo pochopnie greckiego zawodnika i na przerwę schodzimy z przewagą jednej bramki i jednego zawodnika. Rosja w drugim meczu była cieniem zespołu, który zdemolował naszych południowych sąsiadów, a Andrij Arszawin miał tyle niecelnych podań, że można było odnieść wrażenie, że gra dla Polski. A to przecież główny rozgrywający Rosjan. No i mecz z Czechami, którzy musieli radzić sobie bez Tomasa Rosicky'ego. Strata porównywalna z nieobecnością Roberta Lewandowskiego u nas. W pierwszej połowie rywale grali bardzo niedokładnie i jeśli miały paść w tym meczu gole, to tylko dla Polski. Wszystko nam sprzyjało, ale nie potrafiliśmy tego wykorzystać.

W całym turnieju stać nas było tylko na romantyczne, krótkie w kontekście całego meczu zrywy, a pozytywistyczny wysiłek przez prawie 100 minut spotkania jakoś nie cieszył się naszym uznaniem. Szczęściu trzeba pomagać, a ono wręcz krzyczało do nas i łapało nas za rękę. Trzeba było zaryzykować, ale nie potrafiliśmy tego zrobić. Brakowało mi na boisku kogoś, kto zmobilizuje swoich kolegów. Kogoś, kto potrafi postawić się nawet selekcjonerowi, ale jednocześnie kogoś, komu zależy na wygranej tak bardzo, że grałby nawet ze złamaną nogą. Nie wiem co się stało, że w drugich połowach reprezentacja gasła. Z Grecją drugą połowę nasza kadra by przegrała, ale mieliśmy szczęście, że Giorgos Karagounis nie wykorzystał karnego. Czesi grali z nami bardzo słaby mecz, ale momentami miałem wrażenie, że im bardziej zależy na wygranej. I to mimo tego, że remis ich premiował awansem. Gdy w przerwie dowiedzieli się, że Grecja prowadzi z Rosją, to wzięli sprawy w swoje ręce i strzelili nam gola. Na odpowiedź się nie doczekali.

Dlatego największe pytania trzeba zadać selekcjonerowi. Franciszek Smuda miał prawie trzy lata pracy przed turniejem, który był organizowany na naszych stadionach, z naszymi kibicami na trybunach. Gdzie dostaliśmy grupę jak marzenie. I okazało się, że przez ten czas nie można było opracować wariantu co robić, jak trzeba strzelić gola, a rywale zneutralizują nasze atuty z Borussi Dortmund. Chyba jedyny plan polegał na tym, że szybko strzelić gola, a potem jak się uda. To zdecydowanie za mało od selekcjonera. Powinien mieć minimum kilka wariantów, przewidzieć co zrobić, jak rywal ograniczy nasze atuty, wreszcie jak mają grać zawodnicy, gdy muszą coś zrobić na boisku. Strzelić gola, tracić czas, bronić się. Zabrakło mi tej pracy selekcjonera. To tak jakby iść do szkoły bez odrobionych zadań domowych. Ileś tam razy się uda, ale jak nauczyciel to sprawdzi? Rywale nas sprawdzili, ale tego można się było spodziewać. Dlatego słowa selekcjonera z tego wywiadu klik, budzą co najwyżej uśmiech politowania. Przestraszył się tego turnieju i nie poradził sobie z odpowiedzialnością. Można było przegrać, zresztą taka jest jakakolwiek rywalizacja. Zawsze ktoś wygrywa, ale też na jednego zwycięzcę przypada wielu przegranych. Tylko najważniejsze wtedy jest dać z siebie wszystko, tak żeby nie mieć do siebie potem pretensji. Nie sądzę, że tak się stało. Można było pewne rzeczy rozegrać inaczej. Od powołań zaczynając, ale przede wszystkim na taktyce meczowej kończąc.

Mam jedynie nadzieję, że to wyjdzie na korzyść polskiej piłce. Nam potrzebne było twarde zderzenie się z rzeczywistością, bo żyliśmy głównie wspomnieniami przeszłości i marzeniami o przyszłości, zaniedbując zupełnie teraźniejszość. Teraz trzeba skupić się na dniu dzisiejszym. Czyli szkolenie (pokonały nas kraje, gdzie żyje niewiele ponad połowa liczby ludności żyjącej w Polsce), oraz edukacja. Piłkarzy (brać przykład z Ryana Giggsa, który ma 38 lat, a potrafi grać na wysokim poziomie), działaczy (takie mam wrażenie, że inne federacje trochę lepiej znają się na swojej pracy), trenerów (można zadać sobie pytanie dlaczego polskich szkoleniowców nie ma w silnych zachodnich ligach; to już nawet piłkarze tam są) na kibicach kończąc (bo to Irlandia wygrałaby kolejne mistrzostwo, jakby rywalizowaliby kibice we wsparciu dla swojej reprezentacji). Tylko niestety obawiam się, że nic się nie zmieni, a zostaną tylko wspomnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz