_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

27.08.2012

2 Gameweek Premier League


Jednej rzeczy nie wiem. Nie znajdę też jej w Google, ani nigdzie o tym nie przeczytam (nie sądzę, że ktoś szczerze to opisze). Jak się czuje menedżer, który przed sezonem obejmuje nowy zespół i ma coś osiągnąć. Nieważne czy walczyć o tytuł, obronić się przed spadkiem, czy po prostu sprawić, że jego piłkarze mają grać lepiej. Albo gdy ma zrobić coś nowego z zespołem. Inaczej ułożyć klocki i zbudować inny budynek. Lepszy zespół. Przed takim wyzwaniem było kilku menedżerów, ale chciałbym skupić się na dwóch nazwiskach. 



Paul Lambert trafił do Aston Villi jako menedżer Norwich. Z tym klubem odnosił sukcesy. Dwa awanse pod rząd i bardzo dobry, jak na beniaminka, pierwszy sezon w Premier League. Nic dziwnego, że zainteresowały się nim inne, mocniejsze zespoły i koniec końców trafił do Aston Villi. Rok temu Alex McLeish, jego poprzednik, zaczynał od czterech punktów na starcie sezonu. Teraz też są cztery. Stracone bramki w dwóch meczach. Dodatkowo ostatnie miejsce w tabeli. Można się zaniepokoić. Oczywiście zwolnienie menedżera już teraz byłoby głupotą, ale myślę, że takie myśli pojawiają się w głowie właściciela zespołu i jest gdzieś już lista potencjalnych następców. W końcu jej brak też byłby głupotą, a każdy szkoleniowiec ma świadomość, że czasami wystarczy tylko jeden mecz. Są dobre usprawiedliwienia. West Ham to beniaminek, więc pierwszy mecz z nimi był trudny. Everton jest w formie od początku sezonu, co nie zdarzało się już bardzo dawno. Tylko że jest zero punktów. Z taką grą trudno też o łatwe mecze, bo każdy rywal może okazać się trudny. Dlatego można przypatrywać się z ciekawością, dokąd podąży klub. 

Drugim menedżerem jest Andre Villas-Boas. Takie mam wrażenie, że Portugalczyk nie ma jednej umiejętności. Bardzo ważnej dla menedżera, ale często też pomijanej. Taktyka to nie wszystko, bo trzeba mieć odpowiednio zmotywowanych piłkarzy, mających chłodne głowy. Jest taki cytat Bolesława Prusa Sądzić powinna tylko chłodna głowa, nigdy gorące serce. No i chyba tej chłodnej głowy brakuje menedżerowi, a bardzo często zastępuje ją serce, czyli emocje. W taki sposób nie uda się porozumieć z żadną szatnią. Udało się w Academice, ale to tak właściwie przedszkole poważnej piłki. Udało się też w Porto, ale nie oszukujmy się, tam można było mieć nad rywalami po prostu przewagę ekonomiczną i lepszych piłkarzy. W Chelsea się nie udało, delikatnie mówiąc, ale można to było zwalić na szatnię. Natomiast w Tottenhamie możemy widzieć początki tego, że się znów nie udaje. Jeśli menedżer nie potrafi rozmawiać z piłkarzami, to obawiam się, że zawsze będzie bliżej porażki, niż sukcesu. Trzy kolejne, zapowiadające się w miarę łatwo, mecze powinny nam coś wyjaśnić, ale działania transferowe jakoś tak nie wyglądają za dobrze. Można było to zrobić wcześniej. No ale zostawmy na razie Londyn. 

Kto by pomyślał, że bohaterem Manchesteru United zostanie David De Gea. Co prawda jak czytam jego ocenę na portalu Sky Sports po meczu z Fulham i widzę tylko piątkę (w skali od 1-10), to się dziwię, ale na szczęście w innych gazetach już to wygląda inaczej. Owszem, można doczepić się do tego drugiego gola dla Fulham, że powinien zachować się inaczej, ale czy obrońca nie ponosi tutaj też odpowiedzialności? Bramkarz swoje zadanie zrobił, napastnik nie doszedł do piłki. Jednak nawet jak uznamy jakoś winę Hiszpana, to zrehabilitował się on przy kilku innych strzałach, które jakoś tak często zmierzały w stronę bramki Manchesteru. Oglądając mecze zespołu zawsze się dziwię, dlaczego nie wzmocniono środka pola i środka obrony. Osobiście nie mam za dużego zaufania do obrońców Manchesteru, bo albo po kontuzji, albo zagrożony kontuzjami, albo już w poprzednim sezonie nie sprawiał takiego wrażenia pewności i solidności. O linii pomocy nie ma co mówić. Brakuje mi defensywnego pomocnika. W końcu w piłce nożnej mecze można wygrać ofensywą, ale tytuły wygrywa się defensywą. Jak na razie dwie z trzech bramek United straciło po stałych fragmentach gry, a trzecią po nieporozumieniu między bramkarzem, a środkowym obrońcą. To gra defensywna wymaga tutaj naprawy, a tego nie naprawi kolejny napastnik. Problemy z umieszczeniem na boisku każdego gracza na razie się rozwiązały, bo Wayne Rooney odpocznie tak myślę 3-4 tygodnie, ale co potem? Rooney na ławce nie przejdzie. Van Persie na ławce też nie. No z tą dwójką na boisku United nie wygląda zbyt pewnie. Oni chyba nie potrafią grać razem i jeden zawsze będzie przesłaniał drugiego. No ale nikt się nie przyzna, że ten zakup się nie sprawdza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz