_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

22.10.2012

8 Gameweek Premier League


Będą zmiany. W grze Fantasy Premier League w moim zespole. Sześć kolejek pod rząd zakończonych na zielono (czyli awansem w generalce) musi się w końcu zakończyć. Co prawda bym tego nie chciał, ale nawet moje złe decyzje nie spowodowały jakieś katastrofy. Źle dobrany kapitan (Luis Suarez, a miałem Juana Matę), zły transfer (Yaya Toure), fatalny wynik defensywy (czterech graczy i średnio dwa punkty), ale awans. Kłopot w tym, że dobrze się z tym czuję. 


Ciekawe jak czuje się menedżer Tottenhamu. Niezależnie od tego, co było mówione przed spotkaniem, ten mecz miał coś udowodnić. Menedżer chciał pokazać swoim byłym podopiecznym, że może i potrafi. Pokazać to też właścicielowi. Zamiast tego widzieliśmy Chelsea grającą tak, jak sobie pewnie marzył AVB. A on dalej podejmuje niezrozumiałe decyzje. Rotacja na pozycji bramkarza nie zakończy się dobrze, bo na tej pozycji ktoś musi wiedzieć, że jest tym numerem jeden. W grze obronnej widziałem błędy. Przy pierwszym golu nikogo na linii pola karnego, potem błędy całej defensywy, którą dało się ograć jednym podaniem, a przy czwartej bramce błąd Kyle’a Walkera. Nieobecność Garetha Bale’a? Raczej trzeba było się na to przygotować. Tak więc egzamin zawalony, ale chyba można było się tego spodziewać. 

Ciekawe czy takiego finału meczu z WBA spodziewali się kibice Manchesteru City? W pierwszej połowie czerwona kartka dla Jamesa Milnera, ale głównie z winy Vincenta Kompany’ego. Gdyby Belg nie próbował odgrywać roli środkowego pomocnika, to tego zdarzenia by nie było. Potem o mały włos Mario Balotelli nie ogląda drugiej czerwieni w tym meczu (tak na marginesie, myślę, że klub przymierza się do jego sprzedaży, oczywiście nie teraz, ale po sezonie chyba tak; talent talentem, ale głowa, ech szkoda słów), a w drugiej połowie Shane Long trafia do siatki. Wydaje się, że goście nie mają pomysłu. Gol straty i zawodnik mniej. A jednak jest on. Edin Dzeko. Nie dziwię się, że chce grać w pierwszym składzie. Jak jest na boisku, to strzela gole. Teraz zdecydował o wygranej, która została odniesiona w stylu sąsiadów z miasta. Kiedy nie szło i kiedy już można było stracić nadzieję. Ten mecz może, po sezonie, zdecydować o tytule. Tak jak rok temu decydowały mecze derbowe, tak teraz ta wygrana może natchnąć zespół do wygranych. 

Do przegranych może się za to natchnąć Arsenal. Porażka z Norwich to przede wszystkim porażka menedżera. Używając uczonego języka można stwierdzić, że zawiodło przygotowanie mentalne. Owszem, bramka padła po błędzie bramkarza, bo mógł przede wszystkim złapać tę piłkę (albo zbić w bok, do linii), ale gdzie byli obrońcy? No i gdzie była linia pomocy i ataku? To są błędy menedżera i sztabu szkoleniowego. Piłkarze Arsenalu nie byli przygotowani na starcie z rywalem, który był przed meczem skazywany na porażkę, ale nie chciał jej przyjąć. Nie jest wytłumaczeniem, że mecz się nie układał. Jak zawodzi plan A, to alfabet ma jeszcze 31 liter (z polskimi ogonkami, angielski ma 26). Arsenal nie był na to gotowy. Dziwi mnie to, bo wydawało mi się, że nijaki początek sezonu jest już za drużyną. Przerwa na mecze reprezentacji nie powinna nikogo tłumaczyć. Praktycznie w każdym klubie ktoś był w rozjazdach. Dlatego to dziwi. Kanonierzy się pewnie pozbierają, ale punktów już im nikt nie zwróci. 

Czy pozbiera się Southampton? Artur Boruc debiutował i nie zebrał pozytywnych ocen, ale o nim później. Drużyna podtrzymała statystykę i straciła cztery gole. Z taką defensywą to wiadomo co się stanie. Problem w tym, że nie pomagają zmiany obrońców, ani bramkarzy. Liczba traconych bramek na wyjazdach wręcz nie daje się zrozumieć. 3-6-3-4. Na nic pięć strzelonych goli. W tym momencie to bardzo mocny kandydat do spadku. Debiut polskiego bramkarza był pewnym zaskoczeniem, ale nie zgodziłbym się z tak słabymi ocenami za ten mecz. Widać było brak ogrania. Poprzedni mecz Boruc zagrał piątego maja, jak dobrze patrzę, a więc prawie pół roku temu. Stąd niepewne piąstkowanie, czy wykop piłki. Przy pierwszej bramce jego winą było nadmierne zaufanie obrońcy. Spodziewał się, że ten wybije piłkę i nie będzie problemu. Kolejne bramki to efekt radosnej twórczości graczy obrony. Drużyna strzela zaskakująco dużo bramek (już 13, tyle samo co Arsenal), ale traci dwa razy tyle tak właściwie (cztery razy więcej niż Kanonierzy trzymając się tego porównania). Muszą się poprawić w grze defensywnej, bo bez tego ich spadek z ligi zostanie przesądzony wczesną wiosną, a może nawet pod koniec zimy. 

W następnej kolejce dwa szlagierowo zapowiadające się mecze. W niedzielę najpierw derby Liverpoolu, a potem Chelsea – Manchester United. Na tym tle inne pojedynki nie zapowiadają się tak smakowicie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz