_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

12.11.2012

11 Gameweek Premier League


Zastanawiając się przed tą kolejką kogo uszczęśliwić opaską kapitana, wybrałem Santiego Cazorlę. Dobrze czułem, że Arsenal strzeli kilka bramek, ale Hiszpan nie miał udziału w żadnej z nich. A mógł nim być Marouane Fellaini … Na szczęście West Ham saved the day ;). 59 punktów i znów awans. No dobrze, o Arsenalu na koniec, a zacznę od meczu niedzielnego. 



Od drugiego meczu niedzielnego, który nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje. Tylko że trudno było przebić mecze sobotnie i te emocje. Remis jest sukcesem Liverpoolu, ale duża w tym zasługa Chelsea. Po strzeleniu jednego gola piłkarze gospodarzy nie dobili rywala. Zemściło się to w drugiej połowie, ale trzeba zadać sobie pytanie, czy Chelsea faktycznie może liczyć się w walce o tytuł. Londyńczycy nie mają za dużo argumentów z przodu. Jest Fernando Torres, ale nie może odnaleźć formy jeszcze z czasów The Reds, a następcy Didiera Drogby nie ma. Widać wyraźnie, że to sezon przejściowy. Jeden Juan Mata (miał na nodze piłkę mogącą dać prowadzenie 2-0 i przestrzelił) to za mało. Liverpool za to nie zachwyca, ale nie można spodziewać się po zespole jakichś wielkich cudów. Oni mają z kolei jednego Luisa Suareza, ale Urugwajczyk jest lepszy niż Torres. W takich meczach potrafi dać punkt zespołowi, a mogły być nawet trzy, bo po wyrównaniu to The Reds dyktowali warunki na murawie. Walka o tytuł jednak nie grozi na pewno. 

Wiem komu grozi. Manchesterowi City i tak myślę, że mecz z Tottenhamem miał pewne znaczenie prestiżowe. Po niepowodzeniu w Lidze Mistrzów (nie oszukujmy się, szanse na awans są tylko matematyczne), zespół musiał jakoś odpowiedzieć w lidze. Spurs już raz zdobyli Manchester i od 21 minuty prowadzili na Etihad Stadium. Patrząc jak zawodnicy gospodarzy muszą przebijać się przez mur defensywy (7-8 graczy za linią piłki), jak są łapani na spalonym, a wreszcie jak się potykają, kiedy już tego spalonego uniknęli (Sergio Aguero potknął się, kiedy przed sobą miał już tylko bramkarza i bramkę), to nie zapowiadało się na gole. Potem jednak magia w środku pola, przepychający się jak przez łan zboża Yaya Toure wykłada przypadkowo piłkę do Aguero, a ten trafia spokojnie do siatki. Mecz rozstrzygnął super-rezerwowy Edin Dzeko i tak się zastanawiam, czy taka rola nie jest najlepsza dla Bośniaka. Wchodzi na podmęczoną linię defensywy i może bardzo boleśnie ją ukarać. Manchester United miał kiedyś Ole Gunnara Solskjaera, teraz ma Javiera Hernandeza, to Citizens mogą mieć Edina. Widać wyraźnie, jak pęka nam tabela. Dwie drużyny z Manchesteru, potem Chelsea, ale nie traktuję ich jak kandydata do walki o tytuł, a potem już pięć punktów straty, a przecież Everton i West Brom nie zagrożą liderom. 

Takich ambicji nie ma też Southampton, ale tego nikt nie oczekiwał. Artur Boruc został oczyszczony przez klub po tej aferze butelkowej (Polak miał rzucić butelką z wodą w stronę kibiców), ale w spotkaniu ze Swansea nie zagrał. Paulo Gazzaniga nie zaliczy jednak tego meczu do udanych. To jego podanie spowodowało tak właściwie stratę gola, więc Boruc chyba wskoczy na miejsce w bramce. Drużyna potrzebuje punktów, a następny mecz, w Londynie z QPR, będzie starciem o sześć oczek. Już teraz będziemy mieć walkę o pozostanie w lidze. 

Zakończę na drużynie, której to nie grozi, ale która staje się zespołem środka tabeli. Nie wiem co się stało w drużynie Arsenalu, ale taka dramatyczna obniżka formy może wskazywać na jakiś konflikt w szatni. Kanonierzy zaczęli od trzech meczów na zero z tyłu, a potem tylko raz udało im się zachować czyste konto. Najgorsze w tym jest to, że bramki z Fulham padły po błędach drużyny. Przy pierwszym golu Vito Mannone mógł się zachować lepiej, ale nie zostawia się w polu bramkowym Dymitara Berbatowa bez krycia. Nie wiem jakie są instrukcje w zespole, czy bramkarz wychodzi do takich piłek, czy nie. Przy drugiej bramce pretensji do bramkarza bym nie miał, bo gdzieś się zagubiła obrona. Alexander Kačaniklić miał tyle miejsca i czasu, że równie dobrze mógł wypić jeszcze kubek herbaty zanim uderzył na bramkę. Obecności obrońców nie stwierdzono. Przy rzucie karnym nie miał nic do powiedzenia bramkarz Kanonierów, ale tutaj nie można mieć pretensji do bramkarza. Można mieć za to pytanie do Arsene’a Wengera. Nie można było ściągnąć bułgarskiego napastnika do Arsenalu? Wtedy gra Kanonierów wyglądałaby inaczej. Zamiast tego jest remis smakujący jak porażka i to nawet nie przez ten rzut karny. Zespół traci makabrycznie wiele bramek, a to nie doprowadzi do niczego dobrego. 

W następnej kolejce derby Londynu, czyli mecz Arsenal – Tottenham. Tym się kolejka zacznie, a West Brom z Chelsea powinien ją ładnie rozpalić. Rozpoczyna się maraton spotkań, bo końca listopada zespoły zagrają po trzy mecze. W grudniu po sześć.

1 komentarz:

  1. Witam, jeśli byłby Pan zainteresowany współpracą z portalem sportowym to proszę o kontakt: kpabis@sporteuro.pl

    OdpowiedzUsuń