_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

21.11.2012

Roberto Di Matteo zwolniony


Są w piłce nożnej rzeczy, których nie rozumiem. Mimo wszystko wiem, że realna piłka nożna nie jest Football Managerem. W tym drugim wgrasz zapisany stan gry po przegranym meczu, pobawisz się programikiem, który usunie kontuzje, brak formy, kondycji u twoich zawodników, dodasz sobie 100 milionów na konto klubu, zmienisz prezesa, sztab szkoleniowy, po prostu zrobisz wszystko. Jednak nawet tam nie wygrasz w ten sposób meczu. Szkoda że tej delikatnej różnicy nie dostrzega właściciel Chelsea.


Nie wnikam, czy Roman Abramowicz kocha klub. Możliwe, że tak, bo trudno ukryć targające nim emocje, gdy londyńczycy rozgrywają mecze i kamera wyłuskuje go na trybunach. Jednak nie każda miłość jest dobra. Nie wiem co właściciel chce osiągnąć tą zmianą, niezależenie od tego, kto będzie następcą. Jedno jest pewne, te zmiany są za częste. Nie chodzi o to, żeby szkoleniowiec pracował prawie 26 lat, jak David Calderhead, bo to było jeszcze przed wojną. Ostatnio jednak zmiany szkoleniowców są bardzo częste. Od września 2007 Chelsea miała sześciu menedżerów. Ktoś powie jego pieniądze, więc może się bawić, ale ta zabawa jest po prostu dziwna. W taki sposób nie uda się zbudować silnego zespołu, a wygranie poprzedniej edycji Ligi Mistrzów jawi się w tym momencie jako przypadek, a nie efekt systematycznej pracy.

Dlatego nie ma większego znaczenia kto zostanie następcą Włocha. Gdybym był szkoleniowcem, musiałbym być bardzo zdesperowany, żeby obejmować w tym momencie Chelsea. Jednocześnie w kontrakt wpisałbym potężne odszkodowanie finansowe, jeśli właściciel uzna, że znudziła mu się zabawka i czas kupić nową. Problemy Chelsea są dużo poważniejsze, niż osoba menedżera. Starzejąca się obrona, linia pomocy, która musi się przede wszystkim zgrać i nauczyć funkcjonować w Anglii, no i linia ataku z zawodzącym gdzie się da Fernando Torresem. Cieszy mnie jedynie, że nie zawiodło mnie przeczucie. Nie widziałem Chelsea jako faworyta do tytułu i to się potwierdza. Dodatkowo nie sądziłem, że pierwszy w tym sezonie wyleci Mark Hughes i proszę. Chodziło mi po głowie nazwisko trenera Chelsea, ale myślałem, że futbol jest jednak racjonalniejszy. No nic, muszę być odważniejszy i bardziej ufać swojemu przeczuciu.

PS Bardzo fajny żarcik z Tweetera. Mark Hughes nie potrafi wygrać nawet sack race ;)

2 komentarze:

  1. W naszej rodzimej ekstraklasie dokładnie widac jaki tacy własciciele maja wpływ na druzyne. Wspomne moze znacznie barwniejszego jozefa wojciechowskiego z polonii warszawa, który tez zmieniał trenerów jak rękawiczki, nakładał na piłkarzy dodoatkowa presje wyników i nic nie wygrał. teraz postawili na młodego trenera dali mu czas i widac efekty. Co do chelsea to po zachowaniu abramowicza widac ze chce tylko jednego trenera Guardiole. Odnosnie przebudowy składu sie zgadzam, choc cech jest w formie przydałoby sie im pomyslec o bramkarzu bo czech juz nie młody.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chelsea rezerwowego bramkarza już ma, Thibaut Courtois ogrywa się na wypożyczeniu w Atletico. Tylko że to nie jest problem klubu, bo one są troszeczkę głębsze i dotyczą innych rejonów boiska, a nawet miejsc poza boiskiem, w lożach dyrektorskich.

    OdpowiedzUsuń