_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

15.01.2013

22 Gameweek Premier League


Czekałem, czekałem i się nie doczekałem. Wszystko z powodu Demby Ba. Został wybrany kapitanem, a drugi mecz dopiero jutro. Dlatego trwało to tak długo i w końcu doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Dlatego rozpocznę od spotkania ze Stoke londyńskiej drużyny.


Mógłbym zacząć od słów jak trafnie przewidziałem na blogu, odwołując się do podsumowania grudnia i fragmentu o Stoke klik, ale nie cierpię na manię potwierdzania swojej racji. Pisząc blog robię to dla siebie i tylko się zastanawiam, czy są piłkarze postępujący tak samo. Grający nie po to, żeby zarabiać więcej i więcej, ale z każdym dniem być lepszym. Frank Lampard jest na pewno blisko takiego miana, ale niestety klub nie chce z nim przedłużyć kontraktu. Dlaczego niestety ktoś może zapytać, a przecież odpowiedź jest prosta. To nie tylko wielki zawodnik, ale też ikona klubu. Wiek pewnie przeszkadza, ale w pewnym momencie to nie powinno decydować. Klub powinien go zatrzymać, ale z jakiegoś powodu nie chce. Potem rola ambasadora, jakaś dyrektorskie stanowisko, ale nie wyrzucenie go z klubu. No, ale jaki właściciel, takie decyzje. O złych decyzjach może też mówić Jon Walters. Nie powinien zaczynać tego setnego spotkania dla klubu, bo nie wyszedł mu ten mecz. Dwa gola, ale samobójcze, wywalczony rzut karny, ale potem zmarnowany przez niego, zabrakło chyba jedynie czerwonej kartki. Chelsea zmazała więc porażkę z QPR i dalej liczy się w walce o miejsce, hmm, chyba trzecie. Wicemistrzostwo raczej nie, a na pewno nie tytuł.

Tego jest bardzo bliski Manchester United, ale patrząc na skład widzę wiele dziur. Bardzo dużo zależy od formy Robina Van Persiego, Michaela Carricka, czy Nemanji Vidicia, a przecież ryzykowne jest myślenie, że dociągną do końca sezonu i nie spotka ich żaden kryzys, czy kontuzja. Zespół jednak wygrywa i zgarnia kolejne punkty. Powiedziałbym, że na razie jest 50% szans na tytuł, a biorąc pod uwagę, gdzie jesteśmy, to bardzo dużo. Tylko że zostaje też 50% szans na niepowodzenie.

Z niepowodzeniami kojarzył się stadion Arsenalu dla Manchesteru City, ale nie teraz. Oczywiście każdy może powiedzieć, że czerwona kartka zmieniła mecz, ale obrońca nie powinien tak się zachowywać. Bawić się w zapasy, jak sędzia patrzy, to zły pomysł. Tym bardziej, jeśli robimy to we własnym polu karnym. Z tego karnego nic nie wyszło, ale po tej czerwonej kartce Kanonierów już nie było. Bardzo niepokojąca jest ta cecha drużyny, że nikt nie może przepchnąć jej przez pierwszą przeszkodę. Czerwona kartka to przecież nie koniec meczu, można grać dalej, można nawet wygrać, ale trzeba chcieć. No i trzeba mieć mężczyzn na boisku, a nie dzieci, a zespół Arsenalu sprawiał wrażenie takiego dość dziecinnego czasami. W tym spotkaniu to było też widoczne. Tak samo widoczny jest dobry wpływ odstawienia Mario Balottelliego od zespołu. Włoch się gdzieś zagubił w swojej karierze, a klub potrzebuje teraz graczy, którzy wiedzą, co chcą osiągnąć.

Na pewno wiedzą to też piłkarze Reading, bo ich mecz był chyba najlepszym spotkaniem w tej kolejce. Do 82 minuty wydawało się, że WBA odniesie kolejne zwycięstwo w sezonie. Romelu Lukaku strzelił dwie bramki, trafił w słupek i poprzeczkę, jednym słowem nic nie wskazywało, że gospodarze się podniosą. Ale jednak. Pierwszy gol dał nadzieję, drugi wyrównanie, a po trzecim stadion oszalał. Obawiam się jedynie, że to niewiele da zespołowi. To dalej jest strefa spadkowa, dalej jest dystans do bezpiecznych miejsc, no i nie widać innych zespołów, które spadną. Wigan stoczy pewnie wiele walk, Aston Villa jest na dobrym kursie, ale do zmiany szkoleniowca, Southampton też się pozbierał, a Newcastle jest za dobre, by spaść. Wygrana jednak cieszy, bo pozwala dalej żyć marzeniami.

W następnej kolejce mecze jak marzenie nas czekają, bo derby Londynu zawsze niosą ze sobą ładunek pozytywnych emocji, a spotkanie Chelsea z Arsenalem to wręcz gwarancja emocji. Tottenham z Manchesterem United też nie powinien być złym meczem. Dlatego spotkanie Newcastle – Reading znów nie przykuje uwagi, a przecież to mecz o sześć punktów.

3 komentarze:

  1. Mnie najbardziej interesuje ile Ba i spółka strzelą bramek Arturowi, bo to, że Soton ma małe szanse w Londynie, po laniu, jakie sprawiło im Chelsea to chyba jasne.

    Zapraszam do zgłoszenia bloga do agregatora blogów sportowych:
    sport as usual
    oraz dołączenie do Grupy Trzymającej Sportowe Blogi.
    Więcej tutaj Grupa Trzymająca Sportowe Blogi

    OdpowiedzUsuń
  2. Małe szanse, tak ;)
    W linki poklikam jutro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piłka jest szalona jak mawia Mancini i pudło, bo Soton nie dał się ograć i zagrał Chelsea na nosie. Artur 2 razy musiał przyjąć piłkę, chociaż jakby drugą obronił, to by akcje jego poszły w górę

      Usuń