_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

10.02.2013

26 Gameweek Premier League


Wypadałoby poczekać na koniec kolejki, ale on będzie miał miejsce 17 lutego. Na razie jest słabiutko, ale to z powodu braku gry kapitana. Podejrzewam, że wiele osób wybrało Luisa Suareza, więc czekają jeszcze emocje. Liga jednak nie czeka, emocje gwarantuje co kolejkę, ale nadszedł czas pożegnań. 


Po tej serii spotkań potwierdziło się to, o czym pisałem wcześniej. Pierwsze miejsce Manchesteru United jest praktycznie pewne. Co prawda czekają mecze z Realem, Puchar Anglii, ale oni już tego nie zmarnują. W poprzednim sezonie zmarnowali dużą przewagę, więc są już zaszczepieni na takie wypadki. Tak więc ich wygrana nad Evertonem nie budzi zdziwienia. Jednak porażka Manchesteru City z Southamptonem dziwi i to bardzo mocno. Mistrz Anglii zagrał po prostu słabiutko. Tak właściwie żaden zawodnik nie może powiedzieć, że rozegrał dobry mecz. Już sam fakt, że Artur Boruc nie musiał się napracować, źle świadczy o zespole gości. Można co prawda wskazywać na błąd arbitra (powinien być rzut karny dla Citizens), dobry plan Świętych na ten mecz, ale myślę, że przyczyna tkwi głębiej, między szatnią, a gabinetami dyrektorskimi na Etihad. Tam chyba jest jakieś przesilenie, oznaczające najprawdopodobniej koniec pracy Roberto Manciniego. Po sezonie do wzięcia będzie przecież Jose Mourinho, a taki klub to wyzwanie, którego chętnie by się podjął. Tak samo kilku graczy mogło usłyszeć, że to już koniec i dlatego zagrali tak słabo. Owszem, gospodarze zagrali dobry mecz, ale to nie powinno przeszkadzać. W końcu to mistrz Anglii, ale zupełnie nie można było tego dostrzec. Szans na obronę tytułu praktycznie nie ma. Pozostaje matematyka, ale to zawsze ryzykowne. 

Tak samo żegna się i może liczyć na matematykę QPR. Dwanaście kolejek do końca, siedem punktów straty do bezpiecznego miejsca i bardzo bolesna porażka ze Swansea. Na początek sezonu przegrali z tym samym rywalem 0-5 u siebie. W rewanżu 1-4. Jak mamy uwierzyć, że teraz zespół wygra minimum siedem spotkań? Tym bardziej, że w poprzednich 26 meczach tylko dwa razy zdołał zdobyć komplet punktów. QPR spadnie, pozostaje pytanie już nie czy, ale kiedy to znajdzie potwierdzenie. Mamy bardzo mocny kurs na Championship. 

Dołączy do nich najprawdopodobniej Reading. Ładna seria wyników skończyła się w Stoke i teraz następne spotkanie, z Wigan za dwa tygodnie wskaże nam następnego/następnych spadkowiczów. Liczba mnoga będzie realna w przypadku remisu. Nie wiem jak Reading zareaguje na porażkę. Zespół dużo zyskiwał grając na takiej poduszce, którą zapewniła wygrana nad WBA, ale to się skończyło. Teraz trzeba wrócić do prozy ligi i wygrać następny mecz. 

Wygrać, bo Aston Villa zrywa się do walki o pozostanie w lidze. Oglądając mecz z West Hamem pomyślałem sobie, że pierwszy gol rozstrzygnie. No i rozstrzygnął. Co prawda z karnego, ale jakie to ma znaczenie, jak zaraz przypomniał o sobie Charles N’Zogbia. Pięknie uderzył z tego rzutu wolnego i tylko zastanawia mnie, dlaczego mur nie podskoczył. Goście potem próbowali, ale chyba nie wiedzieli, jak się zabrać za rywala. Ciągle coś przeszkadzało i piłka wpadła tylko raz, ale to gol samobójczy. Mam wrażenie, że po dołączeniu do zespołu Andy’ego Carrolla stali się za bardzo jednowymiarowi. To znaczy jak Anglik ma dobry dzień, to jest wynik, ale jak jest dobrze pilnowany, to mamy stratę punktów. To niepokojące, bo patrząc w kalendarz widzę trudne mecze. Jedna wygrana do końca sezonu nie jest taka niemożliwa. Oczywiście mogą sprawić jakąś niespodziankę, ale to nie zdarza się co tydzień. 

Zakończę na meczu, który wczoraj przykuwał uwagę, bo spotkanie Tottenhamu z Newcastle mogłoby być pojedynkiem o miejsce w pierwszej czwórce. Nie było, ale goście są trudnym przeciwnikiem. Tym razem do wygranej poprowadził Gareth Bale i od razu pojawiły się pytania, czy latem zostanie w klubie. Pojawiły się również porównania do wielkich piłkarzy, a ten mecz to potwierdził. Czasami jeden zawodnik jest w stanie zmienić wynik i Walijczyk to zrobił. Bez niego remis wydawał się dość oczywisty. Oczywiście pojawiły się pytania o zdrowie, formę, czy zostanie na następny sezon, ale nikt nie zna na razie odpowiedzi. W tym momencie liczy się trzecie miejsce (czwarte też da Ligę Mistrzów najprawdopodobniej, ale po co kusić los) i Spurs są blisko. Tylko że sprawia to wrażenie zespołu, który bazuje na formie poszczególnych graczy. Może się mylę, ale nie dostrzegam siły płynącej ze składu, tak jak w Manchesterze United na przykład. 

Następna kolejka za dwa tygodnie, 23 lutego. Ze spotkań sobotnich najciekawiej zapowiada się wspomniany mecz Reading z Wigan, bo to punktowy sześciopak. W niedzielę Manchester City z Chelsea, co będzie obserwował pewnie cały Londyn. Podobnie jak poniedziałkowe derby West Ham z Tottenhamem. Na razie trzymam kciuki za skromne osiem bramek wiadomo kogo ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz