_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

09.05.2013

36 Gameweek Premier League - suplement


Wiele ważnych meczów rozegrano w tym tygodniu (nie meczy, jakoś za często widzę to w necie klik), mamy jedno wydarzenie, które zdefiniuje nam bardzo poważnie przyszłość w Premier League, dlatego nie można się do tego nie odnieść. To znaczy jesteśmy świadkami, jak dzieje się historia. Co prawda ona się dzieje każdego dnia, ale nie każdy dzień zostanie zapamiętany na długo. Najpierw jednak mecze.


Zaczęło się w poniedziałek, kiedy Sunderland zremisował ze Stoke. Wtedy wydawało się, że to niedobry wynik, bo dla obu zespołów to strata dwóch punktów. Stoke miał ten mecz praktycznie wygrany, po zdobyciu bramki jeszcze zawodnik gospodarzy dostał czerwoną kartkę. Tylko że ta słabość w składzie budzi niepokój. Gdyby sezon potrwał jeszcze dwa-trzy miesiące, to oni chyba by spadli. Coś się zacięło na amen w drużynie.

We wtorek poznaliśmy za to trzeciego spadkowicza. Nie chodzi tylko o wynik meczu Wigan - Swansea. Chodzi o katastrofalną grę w defensywie zespołu gospodarzy. Swansea nie zagrała jakiegoś wielkiego meczu. Po prostu wykorzystała błędy gospodarzy. Tylko tyle i aż tyle. W tym momencie naprawdę trudno wyobrazić mi sobie pozostanie Wigan w lidze. Arsenal może ich bardzo ukarać, bo przecież walczy o miejsce trzecie-czwarte.

A ta walka wzięła się z wyniku meczu Chelsea - Tottenham. W tym momencie mamy trzy zespoły z Londynu w rywalizacji o Ligę Mistrzów i dla jednego zabraknie miejsca. Spurs mnie zaskoczyli, bo nie spodziewałem się urwania punktów Chelsea. The Blues mają dość napięty terminarz, więc nie mogą sobie pozwolić za bardzo na remisy. A tutaj strata punktów była. Aston Villa łatwo punktów raczej nie odda, Everton na koniec zapowiada się na emocjonalne pożegnanie się z menedżerem. Jedna strata punktów może zesłać któryś londyński zespół do Ligi Europy, co będzie rozczarowaniem. Na miejscu Arsenalu zacząłbym się obawiać. Skoro kończy się jedna seria, to może skończyć się też i druga. Wtedy będziemy mieć Ligę Mistrzów bez Arsenalu. Zaskakujące? No a kto mógł się spodziewać, że SAF odejdzie już teraz?

No i właśnie na tym zakończę ten mini-wpis, gdyż chyba już znamy następcę. David Moyes, ale mam wiele wątpliwości. Szukałem w nocy porównania i to o uczniu, który z liceum trafia na studia i ma dokonać dysertacji doktorskiej, chyba nie oddaje do końca powagi sprawy. Może więc porównanie do właściciela sklepiku osiedlowego, który od jutra ma zarządzać siecią wielkich marketów? Albo kombinacja tego i tego. Zdaję sobie sprawę, że ciężko zastąpić kogoś takiego, jak Sir Alex Ferguson. Dlatego poszukałbym kogoś, kto coś wygrał w ostatnich latach. Wszyscy się zachwycają jaką to pracę Moyes wykonał w Evertonie, a nikt nie zwraca uwagi ile wygrał trofeów w tym czasie. Licząc od pierwszego sezonu 2002/2003 Moyes nie wygrał niczego z drużyną (SAF zaczynał pracę w United mając trzy tytuły mistrza Szkocji na koncie, jak również całą masę innych pucharów, nawet europejskich, razem 10). W tym okresie po Puchar Ligi sięgały takie zespoły jak Middlesbrough, czy Birmingham City, no i Swansea w tym sezonie. Po Puchar Anglii sięgnął zespół Portsmouth, a do finału wdrapali się tacy mocarze, jak Millwall czy Cardiff City (finał dla Evertonu, mimo że zaczął się od wyniku 1-0 w pierwszej minucie, skończył się porażką). Próba wdarcia się do Ligi Mistrzów zakończyła się na Villarealu i dwóch porażkach. Mecze z wielką czwórką? Na 43 mecze wyjazdowe nie wygrał ani jednego klik. Dlatego Moyes nie budował planów na lata do przodu, a żył obecną chwilą, obecnym sezonem. Był nastawiony na dziś, a nie na jutro. Dlatego w Evertonie, wśród kibiców, pojawiała się krytyka jego działań. Ona nie przebijała się za bardzo do mediów, ale nie da się ukryć, że jego czas w Evertonie się kończył. Zespół się starzał, nie było widać za bardzo następców, więc jedyną szansą dla niego było otrzymanie właśnie takiej oferty.

Wkroczenie do szatni Manchesteru United jest jednak bardzo dużym ryzykiem. Tam oczekuje się sukcesu instant. SAF mógł sobie pozwolić na słabszy okres (sezony 2002-2006 na przykład, jedno mistrzostwo i jeden FA Cup, czy lata 1986-90, kiedy zwolnienie Fergusona wydawało się być bardzo bliskie). Moyes nie będzie miał takiego komfortu. Drugą sprawą są pieniądze. Wiele osób zachwyca się, jak menedżer Evertonu radził sobie w tym klubie bez większych pieniędzy, ale jednocześnie zapomina, że czym innym jest prowadzenie bardzo solidnego, ale jednak średniaka, a czym innym przejęcie Manchesteru United. Zupełnie inaczej motywuje się piłkarzy, zupełnie inaczej patrzy się na rynek transferowy. Bardzo trafnie ujął to Jose Mourinho mówiąc o jajkach i omletach. Dlatego to będzie bardzo trudne zadanie. To jest zupełnie inna presja. Piąte miejsce Evertonu było uznawane za sukces. Piąte miejsce Manchesteru zostanie uznane za klęskę. Po prostu to co było dotychczas twoim sufitem, nagle staje się podłogą. A trzeba iść w górę.

No i rzecz która mi się nie podoba za bardzo w tym układzie. Osobiście bardzo źle bym się czuł mając poprzednika na fotelu dyrektorskim. W ogóle nigdy bym się nie zdecydował na taki układ. Musiałbym wiedzieć, że mam kontrolę nad szatnią. W takim układzie nie miałbym jej. Prędzej czy później usłyszałbym zarzut, że jestem tylko figurantem w klubie, a rządzi ktoś za moimi plecami.

Nie mówiąc o tym, że wyzwania czekają klub duże. Sąsiedzi z miasta wrócą silniejsi na przyszły sezon, Chelsea może być znów z Mourinho, Liverpool robi systematyczne kroki w dobrym kierunku. Tottenham też wydaje się, że włączy się do walki o pierwszą czwórkę. No a Czerwone Diabły zmagają się z długiem, a następny sezon zapowiada się na bardzo trudny. Szatnia troszeczkę zaczyna się rozłazić, bo Wayne Rooney chce odejść. Podejrzewam, że to konflikt o pozycję w składzie z RVP. Łagodzić ten spór ma David Moyes. Malutka rybka wrzucona w ocean pełen rekinów. Pozostaje życzyć szczęścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz