_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

25.07.2013

Cień Bundesligi nad Anglią


Nie mam zamiaru porzucać angielskiej piłki na rzecz niemieckiej. Ta pierwsza będzie dla mnie zawsze najlepsza, ale obawiam się, że wkrótce straci swoje miejsca na piedestale i będzie mogła tylko spoglądać na niemiecką ekstraklasę. Smutnym, zmęczonym okiem. Z czym dla przeciętnego kibica kojarzy się Bundesliga? Dla polskiego kibica z trójką w Borussi Dortmund, czyli Łukaszem Piszczkiem, Jakubem Błaszczykowskim i Robertem Lewandowskim, ale o nich napisano już chyba wszystko. Dla innych osób ważne są poszczególne kluby, niektórzy zawodnicy, ale zaczynamy odbiegać od tematyki wpisu. 

W ostatnich latach Premier League była najlepszą ligą piłkarską na świecie. Największe emocje, najlepsi trenerzy i piłkarze, wreszcie na przestrzeni ośmiu lat trzy wygrane w Lidze Mistrzów i siedem zespołów w finale. Robi wrażenie, ale to już było. Angielska piłka jest skupiona na dniu dzisiejszym, więc zostaje jej tylko historia. Bundesliga z kolei patrzy w przyszłość, więc to do niej może należeć teraźniejszość. Można zapytać dlaczego, ale odpowiedź mamy przed sobą. 

Przede wszystkim sytuacja z właścicielami klubów. W Niemczech każdy klub sportowy musi być w 51% kontrolowany przez kibiców. W Anglii w silnych klubach czegoś takiego nie ma, a to przecież zabezpiecza przyszłość zespołu na lata. Z tym wiążą się kolejne następstwa. Skoro decydujący głos mają kibice, to zespoły nie będą podejmować ryzykownych decyzji finansowych. Nie będą popadać w zadłużenie przede wszystkim, bo takie rozwiązanie jest zakazane. Dlatego nie ma w Bundeslidze klubu, który jest zadłużony. Tu nie ma w ogóle porównania z Anglią. Tylko że Anglików do tej pory broniły nazwiska graczy, bo kluby kupowały kogo chciały tak właściwie. 

Bundesliga znalazła na to sposób. Wszystko zaczęło się od porażki, a właściwie od niemieckiej klęski na Euro 2000. Ostatnie miejsce w grupie, tylko punkt w trzech meczach. Rok później, we wrześniu 2001, Anglicy wygrywają w kwalifikacjach następnego mundialu aż 5-1 w Monachium. To był szok. Jego efektem było wprowadzenie programu szkoleniowego obejmującego praktycznie każdy zawodowy klub i każdego nastolatka marzącego o karierze piłkarza. Efekt mogliśmy zobaczyć w ostatnim roku. W niemieckich drużynach występuje wielu wychowanków. To jest zamknięte koło. Kibice we władzach klubu widzą efekty wydawanych pieniędzy, a w drużynie gra ktoś, kogo oni mogą znać z własnej ulicy nawet. Nic dziwnego, że łatwiej im identyfikować się z zespołem. To z kolei przekłada się na większe pieniądze, jakie będą mieć kluby. 

Już widzieliśmy pierwszy efekt takiego stanu rzeczy. Josep Guardiola, najbardziej rozchwytywany trener świata, łączony w prasie z wieloma zespołami angielskimi (na szybko pamiętam o Chelsea, dwóch Manchesterach i Arsenalu) wybrał bawarski Bayern. Niemiecki zespół grający w Bundeslidze. Porównałbym to do pierwszego wyboru Jose Mourinho po sukcesie w Porto. On wybrał Anglię, Hiszpan nawet nie był nią za bardzo zainteresowany. Dlaczego wybrał Bundesligę? Może dlatego, że widzi w tej lidze potencjał. No i możliwy sukces w FC Bayern

Oczywiście sam potencjał niczego nie wygra. Do tego potrzebne są osoby, które wiedzą, jak go wykorzystać. Guardiola chyba taki jest. Co to oznacza dla piłki nożnej? Liga włoska prędzej czy później odrobi stracony dystans po aferze Calciopoli, ale raczej nie wróci na taką pozycję, jak wcześniej. Dwa zespoły z Hiszpanii zawsze dadzą sobie radę. No a Anglia? Cóż… Tu zaczynają się problemy. Nie widzę chęci do zmian, a to jest najważniejsze. Dlatego rywalizacja z Bundesligą będzie bardzo trudna. Angielska piłka może się nawet cofnąć do czasów tragedii na Heysel, ale tym razem nie zostanie wykluczona z europejskiej piłki, a po prostu nie będzie w stanie skutecznie w niej rywalizować. Brak sukcesów oznaczać będzie odpływ sponsorów, a to wywoła trzęsienie ziemi. Brak pieniędzy oznacza brak znanych nazwisk. Brak nazwisk, to mniejsze zainteresowanie i sukcesy. Jak w ewolucji: przetrwają najsilniejsi, najlepiej przystosowani. Tylko czy oni odnajdą się w nowym świecie, gdzie rządzi niemiecka piłka. Zobaczymy za jakiś czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz