_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

19.09.2013

Pierwsza kolejka UCL - wrażenia


Pierwsza kolejka za nami i tradycyjnie mieliśmy debiuty, bramki, niespodzianki i pytania, nad którymi łamać sobie będą głowy dziennikarze. Jak co kolejkę w Lidze Mistrzów. W tym zakresie nic się nie zmieniło.


  • Manchester City zaczął ... szukam odpowiedniego słowa, nieprzekonująco. Rozumiem, że piłkarze mogą mieć w głowach wiążącą im nogi presję bycia faworytem, ale koniec końców trzy punkty są na koncie. Tylko że moim zdaniem to nie była wygrana na takim luzie, jak robią to inne zespoły, będące w tej samej sytuacji. Jednak jest ta różnica między City, a czołówką europejską.

  • Debiut Davida Moyesa też był taki, jaki powinien być. To znaczy Manchester United zaczyna od trzech punktów, chociaż tu też nie mam wrażenia, że wszystko funkcjonuje jak powinno. Ten proces wzajemnej nauki (piłkarze muszą nauczyć się menedżera, on musi nauczyć się piłkarzy i piłkarskiego życia na poziomie do tej pory niedostępnym dla niego) zabierze trochę czasu. Na fazę grupową Ligi Mistrzów to wystarczy, problemy mogą pojawić się później, kiedy będzie trzeba dodać to coś ekstra, a to mają nieliczni szkoleniowcy.

  • Reszta wtorkowych meczów w miarę planowo, wygrywali faworyci poza Juventusem. Do tego potrzeba bramkarza rywali w wysokiej formie i źle ustawionych celowników, które mieli napastnicy. Na sytuację w grupie to nie ma wpływu. Drugie miejsce dla włoskiego zespołu jest praktycznie niezagrożone. Tylko mała ciekawostka, to był jedyny remis w fazie grupowej.

  • Środa też planowo, poza Chelsea, ale o tym na koniec. Mnie nie zdziwiła za bardzo porażka Borussii z Napoli. Tam są trzy silne zespoły, a tylko dwa miejsca dające awans. Kogoś na pewno zabraknie wiosną w Lidze Mistrzów, a rywale mają pewną przewagę. Oni przynajmniej wiedzą, co to jest Liga Mistrzów. Na ich tle Borussia nie wygląda jak faworyt.

  • Grupa G ma podobną sytuację, bo też są trzy zespoły z porównywalnym potencjałem. Nie chciałbym jednak wskazywać, kto zakwalifikuje się tylko do Ligi Europy. Mogę się jedynie domyślać, co będzie wyznacznikiem: kto wygra wszystko u siebie i nie straci punków z Austrią Wiedeń, ten pewnie awansuje. Prawie pewne jest, że ktoś się tu potknie.

  • No i Chelsea. No cóż, prosty wniosek: Jose Mourinho nie wrócił jeszcze z Madrytu. Tutaj nie chodzi za bardzo o wynik. W piłce nożnej czasami o nim decydują detale, natomiast Chelsea sprawia wrażenie zespołu, który chyba nie wie, co ma robić. Coś w zespole nie funkcjonuje i nie są przypadkiem takie wyniki, jak z Evertonem, czy teraz z Bazyleą. Nie kupuję za bardzo tego, że Bazylea grała dobrze. Od takiego zespołu jak Chelsea wymaga się, żeby osiągał wyniki i nie przejmował się grą rywala. W 2004 Jose Mourinho zaczynał Ligę Mistrzów od czterech wygranych i remisu, a porażka z Porto na koniec o niczym nie decydowała. W Premier League była tylko jedna porażka przez cały sezon. Można powiedzieć, że w zakresie porażek plan został zrealizowany już w 100%. Problem pozostaje jeden, dość wyraźny. Chelsea musi w końcu wystartować. Tylko czy Jose Mourinho nie zgubił w drodze do Madrytu z Mediolanu swego magicznego dotyku.

Następna kolejka 1-2 października. Arsenal - Napoli, Manchester City - Bayern i Borussia Dortmund - Marsylia zapowiadają się najciekawiej. No i oczywiście Chelsea w Bukareszcie. W końcu jedna strata punktów to przypadek. Drugą można zwalić na szczęście rywala, ale już trzecia robi się przyzwyczajeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz