_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

11.11.2013

11 Gameweek Premier League


Chelsea, tak. Zacznę jednak od podsumowania poprzedniej kolejki, bo nie znam się na Premier League. Żarty żartami, ale nie wyszło mi to za bardzo klik. Tylko 15 punktów, na szczęście uratował się bonus. Ta kolejka była lepsza klik, ale zanim o Chelsea, napiszę o meczu, który moim zdaniem miał dać najwięcej emocji.


Spotkanie Norwich – West Ham było w cieniu innych meczów sobotnich, jednak miało bardzo duże znaczenie dla zespołu gospodarzy. Porażka oznaczałaby, że witamy się ze strefą spadkową. W tym sezonie wiele klubów walczy tam o miejsce, więc to aż wstyd upaść tak nisko. Norwich się to udało. Dlatego ten mecz drużyna musiała wygrać, ale żeby skomplikować sobie sytuację, do przerwy przegrywała 0-1. Przez chwilę wydawało się, że wrócą wspomnienia z poprzedniego spotkania, gdzie Manchester City zdemolował ich siedmioma bramkami. Na szczęście dla nich była przerwa, a po niej zobaczyliśmy inny, lepszy zespół. Co prawda pomógł zespół gości, bo stracić taki rzut karny to aż wstyd, ale potem gospodarze zagrali lepiej i przesądzili losy meczu. Granie bez napastników to zawsze ryzyko, a tak próbował zrobić zespół gości. Na razie nie ma strefy spadkowej, ale dwa – trzy słabsze wyniki mogą przepchnąć tam zespół, więc trzeba zabierać się do roboty.

No i trzeba napisać o Chelsea, bo nie chciałbym mieszać tego z meczami niedzielnymi. Londyński klub nie zagrał dobrze. Wydawało się, że problemem był David Luiz, który nie do końca pasował do pozycji środkowego obrońcy, ale problemy klubu są chyba głębsze. Przede wszystkim gra ofensywna, bo kreowanie sobie szans nie wygląda za dobrze. Pierwszy gol to raczej błąd obrońcy, ale drugi to już błąd sędziego. Nie można za takie zagranie podyktować rzutu karnego. W ten sposób nie mówimy o błędzie bramkarza, bo Petr Cech przepuścił, wydawało się, że łatwy do obrony, strzał. Nie mówimy też o tym, że w tym sezonie Chelsea straszy dziurami w defensywie. W sezonie 2004/05 Chelsea po 11 meczach miała 26 punktów (teraz 21), a stosunek bramek 16-3 wtedy i 18-10 teraz. To jest problem, bo od dobrej gry w obronie zaczynają się sukcesy. Mimo że to piąta defensywa w lidze, to rywalom za łatwo przychodzi zdobywanie goli. W sierpniu zespół tracił 0,33 bramki na mecz, we wrześniu już 0,66, w następnym miesiącu średnio jednego gola na mecz, a teraz to są już dwie bramki. To zły prognostyk przed grudniem, gdzie zespół zagra 7,5 razy w lidze (1 grudnia i 1 stycznia mecze), plus Puchar Ligi i Liga Mistrzów. Może to być budowaniem formy na ten czas, decydujący o wyniku na koniec sezonu, ale jak nie, to nie będzie tak kolorowo.

O meczach niedzielnych napiszę razem, bo oglądając wczorajsze spotkania odniosłem wrażenie, że dostrzegam ten sam problem. Swego czasu dużo grałem w gry, gdzie prowadziło się piłkarski zespół. Ktoś powie że to tylko gra i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale są pewne ogólne zasady, do których można się stosować. Przede wszystkim zawsze miałem jakaś wizję, zawsze rozpisywałem sobie jedenastki na mecz i taktyki, bo jedyną stałą rzeczą przy prowadzeniu klubu, nawet tego wirtualnego, była zmiana. Dlatego trzeba umieć na nie reagować i podejmować dobre decyzje. No i wczoraj widzieliśmy, że trzech menedżerów pobłądziło. Może dla mnie pewne rzeczy są oczywiste, ale nie byłem zdziwiony, jak zagrali rywale. Dlaczego zaskoczeni byli menedżerowie przegranych drużyn? Nie chciałbym pisać, że popełnili błędy, bo nie siedzę w szatni tych drużyn, ale podjąłbym inne decyzje. Inna taktyka, inne nazwiska, może też inne rozmowy z zawodnikami przed meczem. Dlaczego Sir Alex Ferguson odnosił sukcesy? Miał swoją wizję tego, jak ma wyglądać klub i konsekwentnie się tego trzymał. Po prostu się nie bał, bo wierzył, że jego plan jest najlepszy z możliwych. Nie wygrywał zawsze, ale na tyle często, że przeszedł do historii. Dlaczego inni menedżerowie tak nie robią? Każdy z tych zespołów stoi przed pewnym wyzwaniem, który pierwszy go pokona, odniesie sukces. Na razie nawet Manchester City może myśleć o tytule, bo traci tylko sześć punktów, a do końca jest wiele kolejek.

Następne mecze 23 listopada i czekają nas derby Liverpoolu, potem Arsenal – Southampton (polski pojedynek nam się robi), West Ham z Chelsea (jest szansa, że to będzie trudny mecz dla gości, takie mam przeczucie). W niedzielę kolejny hit Manchester City – Tottenham, a zakończymy poniedziałkowymi derbami West Brom – Aston Villa. Jednym słowem będzie się działo. A to miejsca w tabeli wspomnianych drużyn: 6-2, 1-3, 16-4, 8-7 i 10-11.


Plusy i minusy FPL

Plusy: Eden Hazard, Rickie Lambert i decyzja o grze Simona Mignoleta, a nie Artura Boruca.

Minusy: olimpiada obrony, bo pięć zer, kolejka na czerwono i źle wybrany kapitan; przez chwilę był Lambert, ale zrobiłem porównanie (Soton strzelał mało bramek, Hull tracił mało) i został Romelu Lukaku (Crystal Palace miał dziurawą obronę). Jak wyszło to widać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz