_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

25.11.2013

12 Gameweek Premier League


Z uwagi na wiele ciekawych wydarzeń daruję sobie wstęp i od razu przejdę do ich omawiania. Niestety kolejkę tę zdominował błąd Artura Boruca, od którego trzeba zacząć.



Nie mogę zrozumieć dlaczego polski golkiper tak się zachował. To nie był zwykły błąd wynikający ze złej decyzji, niedoboru umiejętności piłkarskich, czy zdecydowanie przewyższającego poziomem gry przeciwnika. Staram się to zrozumieć i nie mogę. Nie wiem co siedziało w tym momencie w głowie polskiego bramkarza. Presja? Od kogoś, kto ma już 33 lata można wymagać, że wie jak sobie z nią radzić. Jedyny pozytyw w tej sytuacji to ten, że wszyscy zapomną bramkę ze Stoke, ale to marne pocieszenie. Nie sądzę, że Soton wygrałby ten mecz. Arsenal był za bardzo zdeterminowany i chciał zgarnąć trzy punkty, a mecz pokazał, jaka różnica dzieli oba zespoły. Dwa słupki przed tym golem są tego najlepszym dowodem. Owszem, im bliżej ostatniej minuty, tym większe nerwy byłby po stronie gospodarzy i wtedy wiele rzeczy mogłoby się wydarzyć, ale ten błąd bramkarza wszystko zniweczył. Rzut karny? Równie dobrze mogłoby go nie być, ale to i tak niewiele zmieniało. To już była końcówka meczu, a goście dalej byli daleko od jakiegokolwiek punktu. W ten sposób Arsenal umocnił się na pozycji lidera, a Soton musi walczyć o czołówkę. Nie dziwią mnie słowa menedżera gości po meczu, bo co innego mu zostało. Nowy bramkarz przyjdzie najwcześniej za kilka tygodni, nie mówiąc już o tym, że zimą pozyskanie fachowca jest praktycznie niemożliwe.

Kolejną rzeczą, której nie mogę zrozumieć, jest spotkanie Manchesteru City z Tottenhamem. Goście wyszli na ten mecz, ale jednocześnie zostali gdzieś między autobusem, a szatnią. Co z tego, że to wygląda ładnie w statystykach, jak one nie grają, a jedyne co mogą zrobić, to sfałszować obraz rzeczywistości. Pierwszy gol nie powinien niczego zmieniać, ani szokować zespołu, bo jadąc na Etihad trzeba się tego spodziewać. Nie wiem o czym myślał menedżer gości, ale przed tym spotkaniem City miało średnią czterech goli na mecz u siebie. Tak więc zespół powinien być na to przygotowany. Miał 90 minut na to, żeby odwrócić losy spotkania, ale piłkarze mentalnie zostali w szatni. Wyglądało to jak mecz mężczyzn z dziećmi. Jeszcze trochę i potwierdzi się opinia, że Andre Villas-Boas nie przegrał z szatnią w Chelsea, a ze sobą. Przed sezonem dostał wielu nowych zawodników, dlatego taki wynik nie miał prawa się zdarzyć. Jak na spotkanie dwóch zespołów, które w teorii walczą o tytuł, to 6-0 nie powinno się zdarzyć. Nie wiem jakie to będzie miało przełożenie na sezon. Manchester City musi zacząć grać lepiej na wyjazdach, bo samą formą na swoim stadionie tytułu nie wygra. Tottenham z kolei doszedł do pewnej ściany. Narzekam na blogu na brak napastnika w Walsall, a tu mamy zespół, który w czterech ostatnich meczach zdobył jednego gola. W poprzednim sezonie po 12 meczach Spurs mieli 20 strzelonych bramek. W tym zaledwie 9, a mniej zdobyli tylko potencjalni spadkowicze z ligi. Nie widzę za bardzo walki o tytuł. Pierwsza czwórka zaczyna robić się wyzwaniem.

Dla Liverpoolu to nie powinno być problemem, ale ich mecz z Evertonem był pięknym widowiskiem. Sześć bramek, błąd arbitra (powinna być czerwień za to wejście w nogę Luisa Suareza, ale jakby była, to prawdopodobnie nie padłoby tyle goli), piękne uderzenia. Tak się dzieje, gdy spotykają się dwa zespoły chcące coś udowodnić. Gospodarze walczą o pierwszą czwórkę, goście o tytuł. Dlatego emocji nie brakowało. Czego zabrakło? Chyba niczego, no może poza tym, że piłkarze tak zapalili się do gry, że myśleli tylko o ataku, pomijając linię pomocy. Reklama Premier League znakomita, a te zespoły sobie poradzą. Co prawda nie jestem do końca przekonany, że Liverpool będzie walczył o pierwsze miejsce, ale duet napastników mają znakomity. No a Everton toczy walkę o pierwszą czwórkę i chyba tej walki nie wygra. Mają za dużo remisów, bo sześć takich wyników na 12 spotkań to delikatnie za dużo. W końcu trzy wygrane i trzy porażki dałyby 9 punktów, a więc o trzy więcej. Biorąc pod uwagę, że czekają ich trudne mecze, to nie widzę za bardzo powodów do optymizmu.

Dzisiaj ważny mecz, bo spotkanie West Bromwich Albion z Aston Villą może wyłonić nam ostatni zespół walczący o utrzymanie się w lidze. Następna kolejka 30 listopada. Aston Villa z Sunderlandem to mecz potencjalnych spadkowiczów, podobnie Norwich – Crystal Palace. W niedzielę hity, bo Tottenham – Manchester United i Chelsea – Southampton, chociaż nie wiem, czy określenie hit będzie pasować.

PS Plusy i minusy FPL
Plusy: Romelu Lukaku kapitanem, Olivier Giroud i Eden Hazard.
Minusy: defensywa, dlatego były zmiany, pytanie czy dobre.

No i gigantyczny minus w IKTS klik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz