_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

17.12.2013

Andre Villas – Boas, menedżer przegrany?


Przyznam się, że decyzja o zwolnieniu menedżera przez Tottenham może powodować zdziwienie. Rozumiem, że zespół przegrał, delikatnie mówiąc, mecz z Liverpoolem, ale jednocześnie ma on dalej szansę na wywalczenie kilku trofeów. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie dlaczego i spróbować zrozumieć myśli właścicieli klubu.


To znaczy odpowiedź na pytanie dlaczego zwolniono menedżera jest bardzo prosta. Nie miał wyników w lidze. Pytaniem pozostaje dlaczego ich nie miał. Dla mnie piłka nożna jest dość prostym sportem, gdzie decyduje tylko jeden czynnik – większa liczba strzelonych bramek. Żeby strzelić gola zespół musi być lepszy od rywala. Dochodzimy tutaj do czynnika różnicującego menedżerów, bo nie każdy potrafi sprawić, że jego zespół będzie lepszy od przeciwnika. O ile poziom umiejętności piłkarzy pozostaje mniej więcej stały przez cały sezon, tak na barki menedżera spada cała otoczka związana z przygotowaniem mentalnym zawodników, tak żeby każdy z nich i jako zespół razem pokazywał 110% normy. Widzieliśmy to na przykładzie Manchesteru United w poprzednich sezonach, dlatego dla mnie zespół można rozpatrywać tylko w całości z menedżerem. Taktyka na mecz jest bardzo zbliżona do tego, gdyż jej celem powinno być maskowanie wad piłkarzy i zespołu oraz uwypuklanie jego i ich zalet. Tutaj dochodzimy do pierwszego poważnego zarzutu pod adresem byłego menedżera. Można mieć swój pomysł na taktykę, ale realne życie jest troszeczkę bardziej skomplikowane niż Football Manager, gdzie można było z uporem maniaka grać jedną taktyką i odnosić sukcesy. W końcu komputer się nie uczył, a raz wymyślone tricki działały cały czas, nawet czasami z wersji na wersję. Taktyka w realnym świecie powinna non stop ewoluować, bo rywale uczą się cały czas tego, jak cię pokonać, dlatego trzeba się starać być ciągle przed nimi. Wracając znów do Manchesteru United, klub wprowadził nawet specjalistę od spania swego czasu, żeby zyskać przewagę nad rywalami. No a Tottenham w tym sezonie sprawiał wrażenie zespołu opornego na wiedzę. O ile z Arsenalem można było przegrać, tak już porażek z West Hamem u siebie, czy z Newcastle wytłumaczyć nie można. Tak samo nie można wytłumaczyć porażek kilkoma bramkami z Manchesterem City i Liverpoolem. Co z tego, że rywale zagrali dobry mecz? Po pierwsze ktoś im na to pozwolił, po drugie nawet jak zagrali świetnie, to nie powinni strzelać hurtem goli.

Drugi zarzut koncentrowałby się na pracy z zawodnikami. Zdaję sobie sprawę, że Tottenham w tym sezonie musiał poradzić sobie z brakiem Garetha Bale’a. Tylko że rok temu klub tylko raz przegrał trzema bramkami i raz dwiema, a przecież Walijczyk nie grał w defensywie. Teraz tych wysokich porażek mamy już trzy, a przecież za nami zaledwie 16 kolejek. Coś się zepsuło w grze defensywnej, a to obciąża niestety menedżera. Nawet jak on nie odpowiadał bezpośrednio za treningi gry defensywnej, to przecież odpowiada za to trener zaakceptowany przez niego. Nie wyobrażałbym sobie innej sytuacji, kiedy nie miałbym zaufania do współpracowników.

Nie można też przeceniać sprzedaży Walijczyka. Co prawda z nim odszedł też zawodnik potrafiący zrobić różnicę na korzyść w danym meczu, ale co rzadko się zdarza, wszystkie zarobione pieniądze wróciły do składu w formie nowych piłkarzy. Wracamy do tego, co już pisałem o taktyce. Trzeba było opracować i wdrożyć coś innego, bez Bale’a, ale z wykorzystaniem tego potencjału, który był w składzie. Trudno uznać, że AVB to zrobił. Najlepszym wyznacznikiem takiego stanu rzeczy jest liczba bramek. 15 goli w 16 meczach, zero spotkań z trzema bramkami w lidze. W poprzednim sezonie takich meczów było osiem, więc mamy duży regres. A jeśli uznamy, że za to bezpośrednio menedżer też nie odpowiadał, to za co niby odpowiadał w klubie? Za utrzymywanie dobrych relacji między piłkarzami? Gdyby tak było, to oni zabijaliby się na boisku za swojego menedżera, a jakoś tego nie widziałem.

To się wiąże z kolejnym problemem, czyli wprowadzaniem nowych graczy do składu. Tak z ręką na sercu, który nowy zawodnik odcisnął swoje piętno na zespole? Widziałem pojedyncze zrywy poszczególnych piłkarzy, nie widziałem nawet cienia tego, co dawał swego czasu Gareth Bale. No ale on miał motywację, żeby wypłynąć na szersze wody. Teraz nie widzę za bardzo zawodnika, który zacząłby błyszczeć w nowym klubie. Można powiedzieć, że menedżer nie chciał takich graczy, ale jego zadanie polegało na tym, żeby wpasował ich do składu. W końcu nie powinien wybrzydzać na te klocki, tylko coś z nich zbudować. Takie mam wrażenie, że w pewnym momencie AVB za bardzo uwierzył, że jest nieomylny. Czym innym jest pewność siebie, czym innym zakładanie, że mój plan jest jedyny i nie ma słabych punktów. Jak już pisałem to nie był FM, gdzie można było naście sezonów wygrywać ligę tą samą taktyką, zmieniając jedynie piłkarzy.

Jaka przyszłość czeka menedżera? Raczej nie wyobrażam go sobie w silnym angielskim klubie przez następne naście lat, bo potknął się już dwa razy. To zostaje w pamięci, więc każdy prezes zastanowi się poważnie przed daniem mu szansy. Nie zdziwię się, jak w ogóle porzuci piłkę i skoncentruje się na rajdach, bo jego ambicją przecież jest udział w Rajdzie Paryż – Dakar. Klub natomiast wciąż ma szansę na wdarcie się do pierwszej czwórki, chociaż nie ukrywam, że małą. Pięć punktów to mimo wszystko dużo, biorąc pod uwagę, że mamy połowę sezonu, a czołówka raczej nie zacznie przegrywać gdzie się da. Zwojowanie czegoś w pucharach może być łatwiejsze, ale tam czekają jednak spore wyzwania. Na razie zespół musi przetrwać okres świąteczny i już to może być trudne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz