_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

13.01.2014

21 Gameweek Premier League


Zaczynamy grę na poważnie, bo w końcu kiedyś trzeba zacząć. Każdy mecz będzie teraz starciem o trzy punkty, każdy remis stratą dwóch oczek, a każda porażka krokiem w stronę braku realizacji założonych celów przedsezonowych. Walka o pozostanie w lidze jest chyba nawet ciekawsza, niż rywalizacja o mistrzostwo, bo w niej uczestniczy pół ligi. Dlatego zacznę od pierwszego z wielu meczu o sześć punktów.



W Londynie starcie Fulham z Sunderlandem było typowym meczem na przełamanie się. Obie drużyny zmieniły już menedżerów, obie mają problemy w lidze, więc ten mecz mógł pokazać, gdzie zespoły będą zmierzać w najbliższym czasie. Zaczęło się co prawda od małego naciągnięcia arbitra na rzut wolny, bo Adam Johnson nie był moim zdaniem faulowany, ale potem ton wydarzeniom na boisku nadawali już tylko goście. Mam wrażenie, że te bramki padały za łatwo, a gospodarze nawet nie postarali się skonfrontować zespołu gości z jakimś poważnym wyzwaniem. Sunderland sprawia wrażenie, że najgorsze już za nimi. Tylko że mają dwa puchary na głowie, a ciągle są w strefie spadkowej. Fulham z kolei ma potężne problemy z defensywą. Oni stracili najwięcej bramek ze wszystkich drużyn. Tylko trzy razy zachowali czyste konto i biorąc pod uwagę ten mecz, to nie widzę za bardzo łatwych rozwiązań. Transfer? Kto będzie chciał spaść z ligi. Poprawa gry defensywnej? Od początku sezonu zespół powinien nad tym pracować, a efektów coś nie widać. Od połowy grudnia zespół stracił 20 bramek, co na sześć rozegranych meczów jest prostą receptą na katastrofę. Zaczyna to źle wyglądać.

Podobnie jak Cardiff, gdzie była porażka w meczu, który miał zakończyć się innym rezultatem. Po pierwsze debiut nowego szkoleniowca, po drugie słaby rywal, bo West Ham po raz ostatni wygrał na koniec listopada. Zamiast tego jest porażka i zaczyna się sytuacja, która zawsze prześladuje spadkowiczów. To znaczy nie wykorzystują oni korzystnych zbiegów okoliczności. Była poprzeczka, a nie gol. Była czerwona kartka dla zawodnika gości w 72 minucie, a nie została ona wykorzystana. Dodatkowo jeden z defensorów zespołu gości miał kontuzję w pierwszych 20 minutach meczu, a bramkarz rywali miał dobre interwencje w czasie spotkania. Jednak najważniejsza statystyka w meczu, gole, jest bezlitosna dla gospodarzy. Tym bardziej, że terminarz mają bardzo trudny i dwa ciężkie wyjazdy przed nimi. Na pewno będą mieli trudno. Podobnie West Ham, bo to był tylko jeden mecz. Widać jednak pewną nadzieję wśród graczy, więc może im się uda. Opuścili strefę spadkową spychając w nią właśnie Cardiff, ale wiele ciężkich meczów przed nimi.

No i mecz niedzielny, który dostarczył emocji, ale nie daje odpowiedzi na pytania, które wciąż są aktualne. Nie wiem, czy Manchester City może grać na wyjazdach tak, żeby wygrywać mecze. Owszem, zagrali inaczej, ale sam mecz mógł wyglądać różnie. Przede wszystkim gospodarze zdobyli w pełni legalnego gola, bo nikt nie przeszkadzał bramkarzowi w interwencji. Zawodnicy Newcastle byli na pozycji spalonej, ale nie na spalonym i żaden z nich nie zasłaniał piłki bramkarzowi. Mam wrażenie, że arbiter liniowy zasugerował się gestem bramkarza i niczym więcej. Rozumiem, że Anglicy mają pewien kłopot, bo z jednej strony liga, a z drugiej Mistrzostwa Świata w Brazylii, więc reprezentanci będą mogli pozwalać sobie na więcej. Tak było przed każdą ważną imprezą. Brak kartek po faulach, korzystne decyzje arbitrów, wreszcie praktycznie zerowa krytyka ze strony mediów. Takie cieplarniane warunki, a potem zawsze przychodziło rozczarowanie w finałach. Wracając do meczu, Manchester City wraca z trzema punktami, ale na tym stadionie tylko Chelsea się potknęła. Do końca sezonu drużynę czekają cztery trudne wyjazdy (derby, Arsenal, Liverpool, Everton), jeden nie do końca trudny wyjazd do Tottenhamu i trzy skórki od banana, na których można się malowniczo poślizgnąć. Muszą wygrać wszystko, a przecież wkrótce wróci Liga Mistrzów, a do tego czasu będą puchary krajowe. Dlatego nie jestem do końca przekonany, że im się uda. Ciągle mam wrażenie, że czegoś tej drużynie brakuje i mam też wrażenie, że nie do końca wie czego nawet jej menedżer.

Dzisiaj jeszcze mecz Aston Villa – Arsenal, a więc rewanż za pierwszą kolejkę. Liga wraca w sobotę, a zaczyna się od meczu Sunderland – Southampton. Od 16 West Ham – Newcastle, a więc kolejne starcie o kilka punktów dla gospodarzy. W niedzielę wielki mecz Chelsea – Manchester United.


Plusy i minusy FPL

Plusy: bardzo dobrze defensywa, dobrze pomocnicy i dzisiaj jeszcze ktoś zagra najprawdopodobniej, a w IKTS jest plus 65 punktów

Minusy: bramkarz, bo nie zagrał, kapitan, bo mogło być lepiej i na czerwono znów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz