_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

30.01.2014

23 Gameweek Premier League


W trakcie okienka transferowego, w cieniu głośnych zakupów, tuż po kolejnej rundzie Pucharu Anglii, w samym środku zimy można dodać, została rozegrana kolejna kolejka ligowa. Wracając do tego, co pisałem po pierwszej kolejce, to jeden mecz stanowi 2,63% całego sezonu. Teoretycznie to mało, ale mamy coś takiego, jak przekonanie zespołu o swojej sile. W końcu psychika ludzka to bardzo skomplikowana rzecz, mająca duże znaczenie dla losów sezonu.


Dlatego rozpocznę od Arsenalu, bo strata punktów na wyjeździe z Southampton to jedno, a trudny kalendarz przed zespołem to drugie. Czego zabrakło w drużynie gości w tym meczu? Planu B. Po stracie gola i nijakiej pierwszej połowie, w drugiej widzieliśmy odrodzenie, ale zabrakło tego ostatniego ciosu. W przypadku boksera można byłoby powiedzieć, że zabrakło uderzenia nokautującego, a w piłce nożnej oznacza to różnicę miedzy wygraną, a remisem. Co prawda to wystarczy spokojnie na miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów, ale może pozostać niedosyt.

Z podobnym uczuciem może się zmagać Everton, bo ostatnio taką defensywę widziałem w Wigan sezon temu. Rozumiem, że to były derby, że obu drużynom zależało, że goście wcale nie byli tacy słabi, ale liczy się tylko wynik. No i może to, że gospodarze za łatwo zdobywali bramki, obnażając przy okazji wszystkie luki w zespole rywala. Takie mam wrażenie po tym meczu o czwarte miejsce, że Liverpool potwierdził to, że skończy nad Evertonem na koniec.

Oczywiście jest jeszcze Manchester United, po transferze Juana Maty faworyt do walki o czwórkę, ale jednocześnie może wkrótce mieć w szatni bombę z opóźnionym zapłonem. Sir Alex Ferguson miał jedną zasadę: nikt nie może być większy, niż klub. Jeśli potwierdzą się doniesienia, że Wayne Rooney podpisał kontrakt z zespołem na swoich warunkach, to od tej pory będzie można mówić, że to jego klub. Po prostu stworzy się pewien precedens i kto wie, czy to nie zaboli Manchesteru. Walka o czwarte miejsce to dalej sześć punktów straty. W kalendarzu są trudne mecze, a problemy w defensywie zostały. Liga Mistrzów dla tego klubu to konieczność, bo bez niej wyschnie źródełko z pieniędzmi, a nie sądzę, że dołożą się właściciele.

W środę mieliśmy za to małą pomyłkę Chelsea. Rozumiem nerwy i emocje menedżera, bo strata dwóch punktów może mieć znaczenie na koniec. To są takie mecze, które pokazują słabość bądź siłę drużyny. W strzałach było 39-1, w celnych 9-1, ale nie padły żadne bramki. Była za to kontrowersja pod koniec, bo Samuel Eto’o zdobył bramkę, ale był odgwizdany rzut wolny. Był, gdyż nie sądzę, że bramkarz rywali zachowałby się inaczej. Właśnie dlatego potrzebny jest ktoś, kto strzeli gola w takim meczu, żeby odnosić sukcesy. Jeśli szukamy analogii do lat poprzednich, to Chelsea ostatnio u siebie zremisowała z West Hamem w 2008 roku. Goście się wtedy utrzymali, Chelsea skończyła trzecia. W tym sezonie to się może powtórzyć.

Tym bardziej, że Manchester City jest bardzo rozpędzony. Można powiedzieć, że drużyna się dotarła, bo od 10 listopada tylko raz zremisowała, co daje nam bilans 11-1-0. Niby Tottenham był w formie, ale pod względem taktyki menedżer zasługuje tylko na jedynkę. Z czego wzięły się problemy defensywy gospodarzy w tym meczu? Ze zbyt statycznej linii pomocy, którą można było ominąć jednym podaniem tylko. Widziałem w tym meczu za dużo sytuacji, że piłka przechodziła między środkowymi pomocnikami Tottenhamu i trafiała pod pole karne. Za łatwo nawet nie oddaje tego, co było w meczu. No ale jak ktoś decyduje się na grę dwójką środkowych pomocników, to nie może potem liczyć na sukcesy w takim meczu. Decyzje arbitra? Moim zdaniem zbilansowały się na zero, bo w pierwszej połowie goście powinni mieć rzut karny (zawodnik Tottenhamu przez chwilę grał w siatkówkę we własnym polu karnym), potem Danny Rose nie był faulowany na rzut wolny, po którym padł gol nieuznany z powodu spalonego (no i trudno zinterpretować, czy Emmanuel Adebayor dotknął piłkę, czy nie), a rzut karny to po prostu siła wyższa. My wiemy po iluś tam powtórkach, że Rose trafił w piłkę. Sędzia nie może tego wiedzieć. Jeśli komuś się wydaje, że to prosta praca, to łatwo można się sprawdzić. Stojąc przy ruchliwej drodze trzeba zanotować, czy w 10 samochodzie siedział ktoś za kierowcą, czy nie. Potem możemy podbić poziom trudności, dodając jakieś ćwiczenia fizyczne, czy coś, co rozproszy naszą uwagę choćby w minimalnym stopniu. Wtedy będziemy mogli zrozumieć z czym wiąże się praca arbitrów. Jednak nawet to nie zmieni faktu, że goście w tym meczu byli lepsi. W strzałach na bramkę rywala mamy 4-24. Czyli na jeden strzał gospodarzy mieliśmy sześć strzałów gości. Jak mówiłem, z taktyki jedynka, bo to ona zdecydowała.

Następna kolejka już w sobotę pierwszego lutego. Zacznie się od meczu Newcastle – Sunderland (goście w końcu opuścili strefę spadkową), potem Cardiff – Norwich (gospodarze już muszą wygrać, bo się zaczyna robić niebezpieczny dystans), w niedzielę Arsenal – Crystal Palace (ostatni łatwy mecz dla Kanonierów, potem do końca miesiąca same trudne), a w poniedziałek hit. Manchester City – Chelsea i myślę, że skończy się to osobną notką wkrótce.


Plusy i minusy FPL

Odpuściłem sobie zabawę na ten sezon, ale przynajmniej dobrze trafiłem w kapitana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz