_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.02.2014

24 Gameweek Premier League


Pierwsza kolejka po zakończeniu okienka transferowego. Większość piłkarzy zadebiutowała w nowych klubach, część próbuje skierować sezon we właściwą stronę, chyba już można wyczuć emocje związane ze zbliżającym się końcem rozgrywek. W tle jest Brazylia z wielką imprezą, jednym zdaniem zapowiada się emocjonujące kilka miesięcy.


Na pewno z innego poziomu patrzy na ligę zespół Sunderlandu. Sezon temu mecz z Newcastle był szczególny. Derby i ostatnia wielka wygrana Paolo Di Canio. Potem zespół wpadł w dołek, z którego nie mógł się otrząsnąć. Właśnie dlatego to spotkanie ma szansę zapisać się jako początek nowej ery. Pomógł obrońca gospodarzy, bo taki faul we własnym polu karnym, a potem zespół Newcastle po prostu oklapł. Były zrywy, były momenty, jest nawet przewaga w statystykach, ale na końcu liczą się tylko bramki. Takie mam wrażenie, że drużynie gospodarzy brakuje celu do gry w tym sezonie. Na Ligę Mistrzów są za słabi, na spadek z ligi za silni. Dlatego muszą po prostu dograć ten sezon i nic więcej. No a Czarne Koty, czyli zespół Sunderlandu, zaczyna wielką ucieczkę. Dwa punkty przewagi nad strefą spadkową mogą wyparować w jednym meczu, ale drużyna już chyba wierzy, że uda się jej osiągnąć coś dużego.

No właśnie, skoro pojawiła się kwestia wiary, nie można uciec od meczu Stoke – Manchester United. Na razie David Moyes bije rekordy, skrupulatnie wyliczane przez prasę. Stoke po raz pierwszy od 1984 pokonał zespół United. Porównując składy bez trudu można zauważyć, że zdecydowana większość piłkarzy United znalazłaby pewne miejsce w Stoke, a w drugą stronę to nie zadziała. Dlaczego więc zespół przegrał, mimo wystawienia trzech armat od pierwszej minuty (Wayne Rooney, Robin van Persie i Juan Mata)? Wracamy do kwestii tego, co robi, albo czego nie robi, bądź robi źle menedżer. Bardzo niepokojąca była wypowiedź Davida Moyesa po meczu, kiedy powiedział, że nie wie co zrobić, żeby drużyna wygrała. Nie mogę wyobrazić sobie poprzednika mówiącego takie słowa, bo to podkopuje autorytet menedżera w szatni. Nawet jeśli to był żart, to zostanie on podchwycony i wykorzystany od razu na wszelkie sposoby. Różnica jest bardzo prosta do zrozumienia. Poprzednio piłkarze dawali z siebie wszystko, a taktyka maskowała ich wady i uwypuklała zalety. Teraz wszystko sprawia wrażenie, że jest odwrotne. Dodatkowo kontuzje środkowych obrońców i nagle okazuje się, że na nic cały ten potencjał ofensywny. Wiadomo, że okres przejściowy niesie ze sobą pewne wyzwania, ale na razie David Moyes nie sprawia wrażenia menedżera, który wie jak rywalizować na tym poziomie. Po prostu za duże wyzwanie.

Czy podobnym wyzwaniem będzie pozostanie w lidze dla zespołu Cardiff? Zdaję sobie sprawę, że wygrali z Norwich, ale to chyba najłatwiejszy rywal w tym miesiącu. Mimo wszystko potrzebny był bramkarz dokonujący niemal cudów i słupki, w które celowali gracze gości. Dobrze że menedżer dokonał odważnych zmian, ze zespół wrócił z niebytu, ale obawiam się, że w następnych spotkaniach będzie trudniej. Defensywa jak była dziurawa, tak i jest. To na pewno nie pomoże, a nie sądzę, że nowe nabytki zagwarantują kilka bramek w każdym meczu. Dlatego na razie nie cieszyłbym się za bardzo.

Czy powody do radości ma Arsenal? Ten najłatwiejszy sprawdzian na razie został zdany bez poprawek i na dobrą ocenę. Wystarczyła do tego mała zmiana taktyczna, Alex Oxlade-Chamberlain zagrał w środku pola, a nie na skrzydle. Na Crystal Palace to było za dużo, chociaż musiał się też napracować Wojciech Szczęsny. No i fakt, że dwóch obrońców dostało punkty bonusowe za ten mecz w FPL, mówi za siebie. Nie chciałbym się powtarzać, ale o szansach Arsenalu na tytuł będzie można mówić znów po piątym kwietnia. Do tej daty Kanonierzy zagrają ze wszystkimi drużynami z miejsc 2-7, a dodatkowo mają Puchar Anglii i Ligę Mistrzów. Potem już będzie łatwiej, ale nie wiadomo, o co będzie walczył klub. Niżej czwartego miejsca nie powinni spaść, ale piłka nożna jest nieprzewidywalna.

W poniedziałek potencjalny mecz sezonu, czyli starcie Manchester City – Chelsea. Następna kolejka ósmego lutego i zacznie się od meczu Liverpool – Arsenal. Starcie Norwich – Manchester City też powinno być ciekawe, bo zobaczymy, czy dalej jest klątwa na wyjazdach. Swansea – Cardiff na zakończenie soboty to kolejny mecz o sześć punktów dla gości. W niedzielę mecz o miejsce pretendenta, który może zagrozić Liverpoolowi. Tottenham – Everton wskaże nam, kto będzie rywalizował o to czwarte miejsce. A 11 lutego kolejna kolejka się zacznie …

O FPL ani słowa, bo jutro mecz i trzech zawodników ma szansę w nim zagrać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz