_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

10.03.2014

29 Gameweek Premier League


Niewiele meczów w tej kolejce, wszystko z powodu Pucharu Anglii. Tylko pięć spotkań, ale coraz mniej pytań nam zostało. Zwłaszcza że Puchar Anglii pozwolił na wyciągnięcie pewnych wniosków. Ta pierwsza dekada marca ma szansę zapisać się jako moment przełomowy dla wielu zespołów.


Zaczynamy od sześciopaku, czyli spotkania Cardiff – Fulham. Ten mecz miał kolosalne znaczenie dla losów obu zespołów, bo porażka praktycznie oznacza spadek z ligi. Oczywiście jest matematyka i dziewięć spotkań do końca, ale coraz trudniej dostrzec te wygrane. Fulham potrzebuje sześciu wygranych, a od Nowego Roku dopisali tylko dwa punkty w 9 meczach. Menedżer nie ma magicznej różdżki, którą wyczaruje punkty. Nie ma znaczenia, że Felix Magath nigdy nie spadł, bo zawsze jest ten pierwszy raz. Nie widzę za bardzo w składzie tej jakości, która pozwoliłaby zdobywać punkty. Szanse na pozostanie w lidze zmalały do promili zaledwie. Cardiff, mimo wygranej, też nie jest w dużo lepszej sytuacji. Pokonali najsłabszy zespół w lidze, ale wiele zespołów broni się przed spadkiem. Następny sześciopak będzie pod koniec marca, kiedy będzie trzeba zdobyć stadion West Bromu. Im dalej zagraża spadek z ligi i nie można przeceniać tej jednej wygranej. Może się okazać, że na koniec sezonu obie te drużyny zakończą na podium i ‘awansują’ do Championship.

Bohaterom derbów Londynu to nie grozi, ale jednemu z menedżerów już prędzej. Oczywiście można mówić o błędach obrońców, ale to trener odpowiada za rozładowanie presji i przekłucie balonika oczekiwań. Lepsza gra? Za to punktów nie dają, liczy się tylko ile razy piłka wpadła do siatki. Obserwując mecz miałem wrażenie, że Chelsea jest pewna siebie, że te gole padną. Tottenham za to nie dał dowodów, żeby uwierzyć, że im się uda. Rozumiem, że misja znaleźć zastępcą Garetha Bale’a się nie udała za bardzo, ale zespół gra słabiej, niż można byłoby przypuszczać. Sądzę, że z innym szkoleniowcem, na przykład z Jose Mourinho na ławce, zespół byłby w tym momencie na podium i nie musiałby się martwić o bilet na Ligę Mistrzów. Teraz musi i nie ma znaczenia, że to tylko kilka punktów. Piłkarze już chyba nie wierzą w to, że uda im się awansować. Skończy się marzec, skończą się trudne mecze, ale jeszcze trzy przed nimi. I nie ma co pisać o czerwonej kartce przy rzucie karnym. Takie są przepisy, nie doszukiwałbym się złych intencji ze strony sędziego.

Na koniec, bo skoro kolejka miała mniej meczów, to wypadałoby mniej napisać, udowodnię, że nie znam się na angielskiej piłce ;). W poprzedniej kolejce napisałem o Manchesterze City, że (i tu wkleję cytat klik)

Prawdopodobnie skończy się tylko na Pucharze Ligi i awansie do Ligi Mistrzów, co będzie można uznać za małe rozczarowanie.

Nie wspomniałem o Pucharze Anglii, a przecież mecz z Wigan zapowiadał się jak spacer po parku. Motywacja po poprzednim sezonie powinna być wysoka (rewanż za porażkę w finale), różnica siły składu olbrzymia, a presja? Menedżer powinien ją rozładować. W tym spotkaniu największe znaczenie miało kto zdobędzie drugą bramkę. No i zespół nie zapobiegł, żeby goście z Wigan wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Nie ma co wskazywać pojedynczych osób odpowiedzialnych za ten wynik, bo skoro w strzałach celnych było 3-3, to coś poszło nie tak i zawiódł cały zespół z menedżerem. Dlatego bardzo trudno mi sobie wyobrazić, żeby Manchester City wdrapał się po tytuł mistrzowski. Cztery trudne wyjazdy do końca sezonu w lidze przed nimi, z czego dwa jeszcze w marcu. No a Chelsea jest rozpędzona i tylko sama sobie może zaszkodzić. Dlatego walka o tytuł przypomina pomału walkę Fulham o pozostanie w Premier League. Obie te rzeczy są równie prawdopodobne, chociaż Fulham mimo wszystko ma więcej szans.

Następna kolejka w sobotę. Przystawka to mecz Hull City z Manchesterem City, po nim Sunderland – Crystal Palace, a w niedzielę danie główne: Manchester United – Liverpool i Tottenham – Arsenal. Czyżby dwie dwójki? Zobaczymy.

A w FPL całkiem, całkiem, jedynie kapitana nie trafiłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz