_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

27.03.2014

31 Gameweek Premier League - suplement


Skoro liga grała w środku tygodnia, to wypadałoby to skomentować. W końcu pewne wyniki pozwalają wyciągać ostateczne wnioski. Do końca sezonu zostało nam siedem kolejek, ale nie wszystkie zespoły rozegrały tę samą liczbę meczów. Dlatego tabela nie mówi całej prawdy, ale spokojnie, po 38 kolejce będzie.


Arsenal może delikatnie zdenerwować, bo przewidywałem przed sezonem, że coś wygrają w tym roku klik. Zamiast tego jest pożegnanie się z ligą krajową, bo sześciu punków do Chelsea nie odrobią, ale zostaje Puchar Anglii. Swansea walczy o życie, bo jak źle ułożą się wyniki, to znajdą się w strefie spadkowej, dlatego walczyli do końca. Nie rozumiem jedynie tej całej kanonady zarzutów pod adresem menedżera gospodarzy. Owszem, ostatnie lata to raczej porażki, zostały popełnione pewne błędy, ale klub jest w dobrej sytuacji. Inną sprawą jest za duże zaufanie i wiara w niektórych piłkarzy, ale z tego można się wyleczyć. Podejrzewam, że kilkanaście klubów, nawet z Premier League, zamieniłoby się z Arsenalem, jakby miało taką możliwość.

Z Manchesterem United byłoby trudniej, chociaż wynik derbów jest bardzo mylący. Z jednej strony szybko stracony gol ustawił nam przebieg wydarzeń na boisku, z drugiej gdyby zespół City miał optymalny skład (Sergio Aguero na przykład), to skończyłoby się drugim Arsenalem w meczu z Chelsea. Kibice piłkarscy to z jednej strony konserwatyści, którzy nie wyobrażają sobie zmian w hierarchii klubów, bo ta obecna jest najlepsza z możliwych, a z drugiej liberałowie, którzy tę hierarchię chcą zburzyć i zastąpić ją nową. Dlatego tak łatwo o krytykę. Po zmianie menedżera klub jest w zawieszeniu, ale to wcale nie oznacza, że David Moyes nie osiągnie sukcesu. Jakie są jego składniki? Stosunkowo proste: wiedza (jak ma ten sukces wyglądać, jak go osiągnąć), organizacja (szczegółowe rozpisanie jak ten proces osiągnięcia sukcesu ma wyglądać i kolejne stopnie realizacji), czas (bo nie ma sukcesu w wersji instant, zapakowanego jak zupa w torebkę), środki (bardzo często sprowadzane tylko do pieniędzy) i wysiłek (w końcu nie wystarczy wiedzieć co i jak, trzeba to jeszcze wcielić w życie). Jak więc widać to jest dość proste. Problem pojawia się w momencie, gdy porównamy dwie mądrości ludowe. Z jednej strony nigdy nie jesteś zbyt stary, żeby się czegoś nauczyć, ale z drugiej starego psa nie nauczysz nowych sztuczek. Pewnie dlatego widziałem w necie inne przysłowie: niezależnie od tego, ile poświęcimy czasu i wysiłku, osioł nigdy nie będzie rumakiem. Dlatego wstrzymuję się z daleko idącymi wnioskami co do dalszych losów menedżer United. Zawiódł w tym sezonie? Moim zdaniem nie, ale wyzwanie będzie w następnym. Nie wiem, na ile lat bez Ligi Mistrzów jest przygotowany klub i nie wiem, czy Moyes jest dobrym uczniem. To dopiero pokaże nam czas. Można co prawda powiedzieć, że teraz została już tylko Liga Mistrzów do wygrania i pewnie gdyby następnego rywala Moyes pokonał, to krytyka wyparowałaby jak śnieg na Saharze w upalne popołudnie, no ale tam czeka Bayern. Oni też mogą nie przejmować się ligą krajową ;)

Czy Liverpool powinien się nią przejmować? Rysuje się szansa na mistrzostwo, chociaż mam wrażenie, że prędzej czy później potkną się i tyle będzie z marzeń. Mimo wszystko, patrząc w terminarz, to jest chyba główny faworyt. Dwaj najgroźniejsi rywale zagrają na Anfield, ale ta dziurawa defensywa może straszyć po nocach. Prędzej czy później ktoś znajdzie sposób na zatrzymanie duetu napastników, a to będzie oznaczać porażkę. Przynajmniej pierwszej czwórki nikt nie odbierze. Za rok powinny byś emocje. Chelsea, Liverpool, Manchester City i Arsenal w walce o tytuł.

Emocje powinny też być w następnej kolejce, ostatniej marcowej. Swansea - Norwich to mecz o sześć punktów. Arsenal - Manchester City główne danie soboty. W niedzielę Liverpool - Tottenham, a w poniedziałek kolejny sześciopak, czyli Sunderland - West Ham. Gospodarze muszą wygrać, bo pięć ostatnich meczów to tylko punkt i dwie strzelone bramki.

4 komentarze:

  1. Boss Arsenalu od kilku ładnych lat(konkretnie dziewięciu!!!)odkłada wygrywanie na lepsze jutro.Wszystkie najwazniejsze mecze w tym czasie,czy to na arenie międzynarodowej(brak awansu do 1/4 Ligi Mistrzów)czy tez krajowej(ciągłe okupywanie 3-4 miejsca)przegrywa juz w tunelu.Dokładnie obejrzałem sobie dzisiaj powtórkę Chelsea-Arsenal.Pilkarze wyglądali na totalnie nieprzystosowanych do twardej walki w środku pola.Torres wyglądał na tle defensywy kanonierów tak pewnie,że natychmiast przypomniałem sobie jego popisy w pierwszym sezonie w Liverpoolu.A przecież wiemy,że rzeczywistość Hiszpana wyglada mniej różowo. Wenger po przegranych lubi zwracać uwagę, ile jego klub zarabia, jak z powodzeniem inwestuje w eksportowaną potem młodzież.Oglosił nawet kilka dni temu,że czwarte miejce należy traktować na poziomie zdobycia trofeum.Oczywiście z finansowego punktu widzenia to ma sens,ale gdzie tutaj duch prawdziwej sportowej rywalizacji...

    P.S.Grosicki jak na razie man of the match w ćwierćfinale Pucharu Francji Rennes-Lille.Bramka jak się patrzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz był finał i raz półfinał Ligi Mistrzów, dwa razy finał i raz półfinał Pucharu Ligi oraz raz półfinał Pucharu Anglii. Do tego po raz ostatni niżej czwartego miejsca w lidze byli w sezonie 95/96. Powiedziałbym całkiem nieźle, na miejscu prezesa nie miałbym większych pretensji. No i stadion, kosztował ponad 400 milionów funtów. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, są wysokie pensje zbyt wielu graczy. Ponad siedem milionów na rok można byłoby rozdysponować efektywniej. Tylko że za to odpowiada też przecież jakiś dyrektor finansowy. Duch sportowej rywalizacji? A jak spojrzymy na to jak na produkt, który kupuje się w kinie, czy w teatrze, to wygląda to zupełnie inaczej ;)

      Usuń
  2. Naprawdę gra Arsenalu niesie dla Ciebie wrażenia artystyczne w tym sezonie...?Tutaj mam wrażenie,że podobnie jak z wynikami dawny piękny Arsenak traci systematycznie swój dawny-era Piresa ,Henryego-blask.Osobiście wolę Everton pod wodzą Martineza
    W dziewięciu ostatnich latach obserwujemy stagnację w lidze angielskiej,katastrofę w krajowych pucharach(finał Pucharu Ligi jako osiągnięcie?!!!wtf) oraz ciągłe obsuwanie się w hierarchii europejskiej.Wenger długo zaklinał rzeczywistość bazując tylko i wyłącznie na młodych,niepierzonych.Ostatnio zmienił optykę patrzenia na zawodników-Podolski,Cazorla,Arteta-jednak mentalności zwycięzców im nie potrafił wpoić.Stadion?Tutaj pelna zgoda.W oderwaniu od realiów ekonomicznych nie da się rozmawiać o sporcie na najwyższym poziomie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie liczy się tylko wynik i nic innego. Oczywiście cieszy, gdy zespół któremu się kibicuje wygrywa w ładnym stylu, ale jak zdefiniujemy słowo ładny? Dla kogoś wynik 1-0 będzie ładny, gdyż pokaże siłę defensywy, a dla kogoś innego 5-4, bo wtedy wygra ofensywna piłka. Z jednej strony piłka nożna jest produktem, jakich jest wiele na świecie. Dlatego zwraca się uwagę na wszystkie walory artystyczne. Z drugiej liczą się przecież tylko wyniki. Pamięta ktoś jak wyglądała gra w finale MŚ 2010? No ale kto wygrał to chyba wiedzą wszyscy.
      Arsenal jest wdzięcznym tematem dla prasy. Era Invincibles odeszła bardzo szybko, ale z kim wtedy walczyli Kanonierzy? Chelsea dopiero zaczynała, Manchester United miał kryzys, a Liverpool wchodził w okres wielkiej smuty. O szejkach w Man City nikt nawet nie śnił. Teraz poziom ligi poszedł znacznie w górę, a Arsenal nigdy nie spadł poniżej czwartej pozycji. Dla mnie to jest sukces, chociaż zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób nie. Tylko że to jest tęsknota za tamtymi czasami i pomijanie tego, jak zmienił się piłkarski świat w ostatnich latach. Wiele klubów nie wygrało niczego w ostatnich latach, ale one nie mają bagażu oczekiwań i wspomnień na głowie. Po prostu oczekiwania w stosunku do Kanonierów są bardzo wysokie.

      Usuń