_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

15.09.2014

4 Gameweek Premier League


Pierwsza kolejka po zamknięciu się okienka transferowego. Co więc należało zrobić? Zmienić skład w FPL, bo to dobry moment, żeby od nowa rozdać karty przy stole. Ewentualnie wywrócić stolik i zacząć nową grę. Kluby Premier League nie mogą jednak tak zrobić i dalej muszą grać praktycznie tymi samymi kartami.


W Manchesterze United zmieniło się jednak wiele po ostatnim sezonie i dopiero w czwartej kolejce była pierwsza wygrana. Tylko że nie przeceniałbym tego pogromu, jaki zgotowano QPR. Po pierwsze nowi zawodnicy United i ekscytacja z tym się wiążąca. Po drugie bardzo słaby zespół gości, który tak właściwie chyba nie wysiadł z autobusu pod stadionem. Na miejscu menedżera gości miałbym spore pretensje do swojego bramkarza, bo jednak ktoś inny w bramce zachowałby się inaczej, czytaj lepiej. Bo to nie Manchester był taki świetny, tylko jego rywal tak fatalny. QPR brakuje napastnika, jakim byłby Loic Remy. Co prawda ten mecz i tak zostałby przegrany, ale może nie aż tak wyraźnie. Prawdopodobnie defensywa United miałaby jakieś problemy i nie mogłaby tak angażować się w akcje ofensywne. Na pewno był powrót do ustawienie z czwórką z tyłu, ale jeszcze za wcześnie, by wskazywać zespół do walki o tytuł. W końcu Tottenham też wygrał 4-0 z tym rywalem, a jakoś nikt nie woła w Londynie, że Spurs idą po tytuł.

Już prędzej takich słów można użyć w kontekście Arsenalu, chociaż mecz z Manchesterem City pokazał chyba największą słabość zespołu. W ofensywie nie ma się do czego doczepić, a taka linia pomocy wygra zespołowi kilka meczów, zwłaszcza z tymi słabszymi drużynami. Natomiast w defensywie jest problem, bo tym bramkom można było zapobiec. Pierwszy gol to po prostu mistrzowska klasa Sergio Aguero, ale przed tym można się zabezpieczyć. Inaczej Argentyńczyk strzelałby +40 goli w sezonie. No a druga bramka to po prostu dośrodkowanie z rzutu rożnego, więc pretensje można mieć tylko do własnych obrońców. Mimo wszystko mam wrażenie, że Arsenal skończy nad Manchesterem City na koniec, bo ma po prostu więcej atutów. Dziwi mnie, że mistrz Anglii nie dokupił kogoś, kto partnerowałby Argentyńczykowi w ataku. Wiem, że wisi gdzieś nad głową FFP, ale to można w pewien sposób obejść. W końcu jak dobrze rozumiem te wszystkie zapisy, nie można jedynie wydawać za dużo, ale też UEFA jest gotowa pomóc klubom. Dlatego dziwi mnie, że tej najpoważniejszej luki w składzie nie załatano. W trakcie sezonu to się zemści, to jest praktycznie pewne.

Podobnie pewny jest tytuł dla Chelsea. Wiem, że takie sądy w połowie września to przesada, ale na razie zespół jest tak silny, że bierze każdą przeszkodę bez patrzenia nawet co to było. Ktoś powie defensywa, ale mając taki atak nie trzeba grać na zero z tyłu. Diego Costa ma co prawda swoje problemy z kontuzjami, ale nie uwierzę, że Jose Mourinho na to nie jest przygotowany. Nie zdziwię się, jak Hiszpan w Lidze Mistrzów zacznie grać dopiero wiosną. Wcześniej będzie tylko masakrował kolejne defensywy w lidze krajowej. No a to potrafi robić znakomicie. Ma niesamowity dar, żeby być w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, żeby zdobyć gola. Urodzony lis pola karnego i napastnik, którego Chelsea tak bardzo brakowało. Właśnie dlatego można pomału przymierzać się do wręczania Chelsea pucharu za wygranie ligi. W końcu to nie tylko Costa w razie czego.

Zakończę na meczu, który chyba wyłonił nam też kandydata do spadku. Drużyna Newcastle, bo o niej mowa, zmierza pewnie w stronę spadku z ligi. Porażka z Sotonem, to jeszcze jest zrozumiałe, ale nie czterema bramkami. Mam wrażenie, że za dużo kluczowych zawodników odeszło z drużyny i nie zostali oni zastąpieni. Papiss Demba Cisse miał wejście smoka do Premier League, ale o tym trzeba już zapomnieć, bo przez dwa ostatnie sezony strzelił 10 bramek. Tylko dziesięć. Przed sezonem klub wydał prawie 40 milionów funtów, ale na razie tego nie widać w wynikach. Nie ma kto strzelać bramek, a to prosty przepis na kłopoty w lidze. Pamiętajmy, że David Moyes jest bez pracy, więc zawsze jest ryzyko, że dojdzie do zmiany szkoleniowca.

Następna kolejka za tydzień. Aston Villa – Arsenal, bo dość niespodziewanie to mecz czołówki. Potem West Ham – Liverpool (pierwsze starcie po LM dla gości). W niedzielę będę bardzo ciekawy, jak Leicester wypadnie z Manchesterem United, a po nim pierwszy poważny test Chelsea, czyli wyjazd na Etihad Stadium. Tylko że to jeden mecz zaledwie i nie mam przeczucia, że zmieni on narrację sezonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz