_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

20.10.2014

8 Gameweek Premier League


Pierwsza kolejka po maratonie reprezentacyjnym, który ma jedną ciekawą właściwość – zaburza formę większości zespołów. Dlatego wyniki tej kolejki i może 2-3 następnych, odbiegają trochę od wyobrażeń. Kto by jednak pomyślał, że ten wirus reprezentacyjny dotknie też arbitrów. No ale na początek o zespole, który miał się przełamać, a się połamał.

Sunderland, bo to o nim mowa, miał zacząć iść drogą w stronę środka tabeli. No i ruszył tak szybko, że dostał ósemkę od Sotonu, co stawia wiele znaków zapytania. W końcu takie porażki nie zdarzają się co kilka spotkań, bo z reguły są one poprzedzone jakimiś zawirowaniami w szatni. Z czasem pewnie się dowiemy o co poszło, ale w tym spotkaniu nic nie funkcjonowało. Tak jakby piłkarze zagłosowali przeciwko swojemu menedżerowi. Piękny gol samobójczy (naprawdę, rzadko widzi się taką bramkę), kompletny brak formy bramkarza i ogólnie mówiąc trudno o zawodnika, który zagrałby poprawnie. Nie mówiąc już o dobrej grze. Southampton nie był wcale taki dobry, po prostu tylko wykorzystał słabość rywala i nic więcej. Tylko to wystarczyło do chyba największego zwycięstwa w tym sezonie w lidze. Nie sądzę, że znajdzie się drugi zespół grający tak słabo. Co dalej z Sunderlandem? Na pewno poszli w górę tabelki zespołów walczących o utrzymanie się, co przy dwóch niemal pewnych faworytach jest pewnego rodzaju osiągnięciem. Zespół musi zagrać lepiej następny mecz, tylko jak się ma Arsenal, to za dobrze to nie wygląda. Porażki mają to do siebie, że potrafią mnożyć się jak króliki.

Podobnie rozmnożyły się nam pomyłki arbitra w meczu Manchester City – Tottenham. Zespół gości nie był tak słaby, jak wskazuje wynik, ale niestety dla niego te kluczowe decyzje nie poszły po jego myśli. Jak dodamy do tego świetny mecz Sergio Agüero , to nic dziwnego, że tak się to skończyło. Sam mecz był ciekawy, była czerwona kartka, wykorzystane i niewykorzystane jedenastki, możliwe zwroty akcji (które nie zmaterializowały się na boisku), ale na końcu przypraw, czyli pomyłek arbitra, było za dużo i danie wyszło trochę niesmaczne. Pierwszy karny naciągany, niezależnie z której strony patrzymy, bo jakby każdy kontakt między piłkarzami odgwizdywać jako faul, to równie dobrze moglibyśmy grać w bierki. Karny dla Tottenhamu miał miejsce przed polem karnym, od tego trzeba zacząć. Dodatkowo można znów przepisać listę uwag do Spurs, która przewija się od jakiegoś czasu. Brak środkowego obrońcy na poziomie ligi, bo jego nieobecność kosztowała zespół 2-3 bramki i napastnika, bo Roberto Soldado nie pociągnie zespołu strzelając gole. On nie jest ofensywnym pomocnikiem, żeby rozliczać go za asysty, ale napastnikiem, a tutaj Hiszpan ma problemy. To chyba nie jest liga dla niego, taki wniosek można byłoby wybronić patrząc na jego statystyki. Tylko że tych problemów nie da się rozwiązać przy zamkniętym okienku transferowym. Manchester City z kolei staje się mocno zależny od dobrej formy Agüero . Strach pomyśleć, co się stanie, jak dozna on kontuzji. Czy zamarzy mu się gra w Hiszpanii. Już kiedyś tam grał, ale nie w tych największych klubach. Tylko że walka o tytuł krajowy w tym sezonie i tak już jest przegrana, zostaje więc Liga Mistrzów.

Na koniec spotkanie dwóch zespołów, które od Ligi Mistrzów są bardzo daleko. Liverpool co prawda tam gra w tym sezonie, ale to na 95% będzie przygoda jednosezonowa, bo nie udało się załatać dziury po Luisie Suarezie. Przeczytałem żartobliwy komentarz, że ten OG to dobry gracz, bo strzelił dwie bramki dla Liverpoolu, a Mario Balotelli tylko jedną od początku sezonu i to jeszcze w Lidze Mistrzów. QPR z kolei ma prawo czuć się źle po tym meczu, bo z przebiegu gry punkt dla nich to było absolutne minimum. Jednak jak się strzela dwie bramki samobójcze, to wynik jest taki. Oba zespoły sprawiają wrażenie, że są bardzo daleko od wyznaczonych sobie celów. QPR chyba jednak prędzej czy później odpali, te cztery punkty to jeszcze nie jest krytyczna sytuacja. Trudna tak, ale nie krytyczna. Poważniejsze problemy ma moim zdaniem Liverpool, bo okazało się, że to był zespół jednego zawodnika i jak go brakuje, to nie ma komu dźwignąć odpowiedzialności. Po meczu czyta się, że końcówka była świetna, a przecież do przerwy mogło być 4-0 i The Reds by już nie wrócili. Nie chciałbym mówić, że to wina menedżera, ale jego decyzje nie do końca były dobre, skoro drużyna się męczy grając. W końcu łatwo zepsuć sobie szatnię, zwłaszcza jak się kupuje hurtowo nowych zawodników. Niby jest piąta pozycja, ale trzy punkty mniej dałoby miejsce 11, więc nie do końca wszystko jest dobre. Zobaczymy, jakie decyzje podejmie teraz menedżer.

Następna kolejka za tydzień, a dziś jeszcze starcie West Brom – Manchester United. W sobotę chyba najciekawiej będzie w meczu Sunderland – Arsenal, bo obie drużyny mają coś do udowodnienia. Potem Swansea – Leicester, gdzie obu zespołom sezon zaczyna przeciekać przez palce. W niedzielę hit Manchester United – Chelsea, chociaż to nie będzie najprawdopodobniej miało znaczenia na koniec sezonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz