_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

03.11.2014

10 Gameweek Premier League


10 kolejek za nami. Pamiętam, jak kiedyś robiłem podsumowanie po dziesięciu kolejkach, ale to nie miało większego sensu. Trudno było wychwycić zmiany formy zespołu. W końcu jest różnica, czy np. 12 punktów zespół zdobył w pierwszych meczach, czy w ostatnich. No ale to już zmieniłem. Nie zmieniła się za to gra Liverpoolu.


Coraz wyraźniej widać, że nie zastąpiono Luisa Suareza. W końcu to zawsze jest trudne. W grach można wstawić po prostu innego zawodnika, w życiu natomiast trzeba zastąpić wpływ, jaki miał dany gracz na mecz. No i The Reds są daleko w lesie, jeśli chodzi o tę zmianę. Po pierwsze Mario Balotelli to nie Suarez, ale to było wiadome. Problem polega na tym, że nie udało się klubowi znaleźć odpowiedniej pozycji dla niego. On się najlepiej sprawdza jako drugi napastnik. Jako ten jedyny nie do końca. No a drugi problem to starzejący się Steven Gerrard. On byłby znakomitym rezerwowym, którego wejścia w 60-70 minucie mogłyby zmienić losy meczu. Ale na grę od początku zaczyna brakować mu sił. W wieku 34 lat to zrozumiałe. SAF w Manchesterze potrafił dużo lepiej zagospodarować zawodników w takim wieku. Ryana Giggsa na przykład. Brendan Rodgers tego nie potrafi. Wychodzi tutaj brak doświadczenia menedżera. Wcześniej nie miał takiego problemu w klubach, które prowadził. Tutaj ma i chyba nie umie sobie z tym poradzić. Jeśli dodamy do tego nietrafione zakupy, ale to też brak doświadczenia. Poprzednio problemem było jak kupić kogoś mając mało, a teraz problem jest inny – jak kupić kogoś dobrego, mając na to pieniądze. Jak zsumujemy te wszystkie problemy mamy coś takiego, jak mecz z Newcastle. Drużyną, która niedawno była w strefie spadkowej i poważnie myślała o zmianie szkoleniowca. Jeśli z nimi się przegrywa, to strach się bać. W końcu to nie przypadek, że jest sześć punktów mniej, niż w analogicznym okresie rok temu. To musi wymóc zmiany, tylko nie wiadomo na kim.

Podobny problem ma menedżer Manchesteru United, bo mecz derbowy wcale nie pokazał, że z drużyną jest lepiej. Manchester City był mocno osłabiony, bo nieobecność Davida Silvy to dla tego klubu poważny ubytek. Co z tego, skoro od początku widać było wyraźnie, kto ma przewagę. Szkoda tylko, że arbiter meczu, Michael Oliver, lekko się pogubił. Za nim ciągnie się historia ze spotkania Stoke – Swansea, kiedy gwizdnął jedenastkę, której nie powinien i pewnie dlatego te wszystkie faule w polu karnym United nie zostały odgwizdane. Do przerwy mogło być 3-0 i mecz zostałby rozstrzygnięty na dobre. Zamiast tego mieliśmy czerwoną kartkę dla Chrisa Smallinga, która definiuje obraz tego meczu. Czy bez niej gospodarze by nie wygrali? Tego się nie dowiemy, ale podejrzewam, że końcówka mogłaby być bardziej emocjonująca. Z drugiej strony gdyby arbiter podjął dobre decyzje, to nie byłoby mowy o żadnej końcówce. Sama kartka nie była niesłuszna, bardziej zastanawia mnie zachowanie zawodnika. Pierwsza żółta kartka bardzo mnie zaskoczyła, bo starałem się znaleźć odpowiedź na pytanie po co i jakoś mi się nie udało. Druga to już kombinacja braku myślenia (powinien dzwonić dzwonek mam żółtą kartkę, więc nie jadę po murawie) i chyba też braku umiejętności. W końcu co zrobiłby James Milner w tym miejscu boiska? Niewiele. Dlatego nie trzeba było faulować, od tego zacznijmy. Ten zryw w końcówce gości wynikał głównie z tego, że City z czasem oklapło, bo z jakiegoś powodu zespół sprawia wrażenie, że się wypalił. Tylko to problem na później do rozwiązania. Podobnie jak problem United. Sezon temu David Moyes miał cztery punkty więcej, a przecież nie wpompowano w skład milionów. Dlatego to powinno budzić niepokój, bo to nie zmierza w dobrym kierunku.

Tak samo jak w Aston Villi, bo pojedynek z Tottenhamem był dla obu drużyn meczem na przełamanie się. Goście mieli jedną wygraną w siedmiu ostatnich meczach, gospodarze mieli pięć porażek na koncie. No i dopisali sobie szóstą, ale na własne życzenie. Przede wszystkim dał się sprowokować Christian Benteke, ale powinien zapamiętać, że nie unosi się rąk do twarzy przeciwnika. Rywal chciał zmienić przebieg wydarzeń na boisku, bo do tej kartki nic nie wskazywało, że goście są w stanie wrócić do gry. No i wrócili, jednak doszły kolejne problemy na głowę menedżera. Przede wszystkim jak zestawić atak, bo teoretycznie ci najlepsi zawodzą. Bez tego na pewno nie da się awansować do LM, ale to i tak jest trudne. O to jedyne wolne miejsce (umówmy się, Chelsea, Man City i Arsenal nie spadną na piąte miejsce) walczy jeszcze kilka drużyn. Widać po menedżerze, że tam jest presja na wyniki. Niby te słabsze zespoły są pokonywane, ale nie wydaje się, że to działa tak jak powinno.

Następna kolejka za tydzień. Jednak jeszcze dzisiaj sześciopak w strefie spadkowej, czyli Crystal Palace – Sunderland. No a w następną sobotę ten hattrick wiadomo kogo w meczu Liverpool – Chelsea. Mówiąc poważniej, jeśli Mario Balotelli strzeli trzy bramki Chelsea, to wszystko zostanie mu wybaczone. Potem West Ham – Aston Villa i w niedzielę Sunderland – Everton oraz Swansea – Arsenal.

1 komentarz:

  1. Super blog! Gorąco zapraszam do mnie! :)
    http://viscaelbarcavivacatalunya.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń