_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.01.2015

20 Gameweek Premier League


Oficjalnie można powiedzieć, że maraton świąteczno-noworoczny właśnie się zakończył. Żeby uczcić to wydarzenia, liga oddała salwę honorową, strzelają bramki jak oszalała. Można powiedzieć też w reakcji na decyzję Stevena Gerrarda, który po sezonie odejdzie najprawdopodobniej do MLS. Tylko że to niczego tak właściwie w sytuacji The Reds nie zmienia. Zacznijmy od spotkania, które gdzieś na uboczu skończyło się bez bramek, jako jedyne w tej kolejce.


Mecz Aston Villi z Crystal Palace zrobił się sześciopakiem, więc remis można uznać za stratę dwóch punktów. Goście są w okresie zmiany szkoleniowca, więc chyba nie było lepszej okazji do ich pokonania. Tylko że to było, nie bójmy się tego powiedzieć, nudne spotkanie. Może to zmęczenie tym maratonem sprawiło, że ten mecz tak wyglądał. Ewentualnie wpływ nowego szkoleniowca gości, bo chyba Alan Pardew miał pewien wpływ na ustawienie/taktykę. No i to właśnie oni mogli wygrać, bo piłka po strzale Yannicka Bolasie trafiła w poprzeczkę. Swoją drogą co robiła defensywa gospodarzy w tym momencie? To kiedyś może zgubić Aston Villę. Pięć punktów przewagi nad strefą spadkową to niewiele jak na środek sezonu. Trudne mecze będą przed zespołem, więc na koniec może się okazać, że czegoś zabraknie. Tym bardziej, że drużyny z dołu zagrały kartą zmiana menedżera. Kolejny okres bez wygranej może źle się zakończyć.

Podobnie może zakończyć się sytuacja w Arsenalu. Nie będę tego ukrywał, ale nie podoba mi się to, co stało się w trakcie meczu. Jeden z kibiców klubu wdarł się do strefy technicznej, która powinna być sterylna i nie powinno być tam kibiców. Zawaliły zdecydowanie służby porządkowe, bo nie wiadomo przecież, co ktoś może mieć ze sobą. Rozumiem emocje związane z meczem, no ale bez przesady. Nie wiadomo gdzie to się zakończy. No a sam mecz, no cóż. Na pewno Wojciech Szczęsny nie zaliczy go do udanych. Pierwszy gol to bolesna lekcja, że nie każdy może być Manuelem Neuerem. Dlatego bramkarze trzymają się linii jak przyklejeni. W końcu co może zrobić napastnik w takim miejscu, gdy bramkarz jest w bramce? Niewiele. No i drugi gol, gdzie najbardziej niepokoi reakcja na to, co się stało. Złe wybicie piłki, gol dla przeciwnika, to co robimy? Musimy się napić. Jakoś to wszystko źle wygląda. Nie wiadomo, czy obrońcy źle grają, bo nie czują spokoju w bramce, czy odwrotnie. Bramkarz źle gra, bo nie czuje spokoju w defensywie. Przecież miesiąc temu, z Emiliano Martinezem w bramce, Kanonierzy wygrali z tym rywalem 1-0. Chyba będą jakieś zakupy zimą, bo Arsenal mimo tej porażki, jeszcze niczego nie przegrał. Tylko musi i to jest priorytet, uszczelnić defensywę.

Ciekawe, czy podobnych myśli nie ma Jose Mourinho. Derby z Tottenhamem przeszły do historii i podejrzewam, że przez wiele lat kibice będą wspominać wygraną nad Chelsea. Czy będzie przesadą, jak powiem, że w Londynie urodził się nowy Thierry Henry? To Harry Kane, który w pojedynkę rozmontował defensywę rywala. Nawet jak zakończy jutro karierę, to i tak przeszedł do historii tym meczem. To goście strzelili pierwsi bramkę, mieli szanse na drugą, ale potem Kane zaczął grać i defensywa Chelsea chyba jeszcze do teraz próbuje się odnaleźć. Gdy przed spotkaniem zobaczyłem grafikę, gdzie podsumowano dotychczasowe pojedynki trenerów, to poczułem, że to może się zmienić. Taktycznie lepiej rozpracował rywala Mauricio Pochettino, o czym najlepiej świadczy to, że pogubił się Nemanja Matić. W tym sezonie tego nie było. To są tylko trzy punkty i to prawda, ale przekonania, że możemy, nic już chyba nie zmieni. Podobnie tego, że pierwszy raz Chelsea Portugalczyka straciła tyle bramek. Ten moment kryzysowy przyszedł w niedobrym czasie i zasłanianie się tym niepodyktowanym rzutem karnym źle wygląda. Osobiście nie dyktowałbym jedenastki za takie zagranie. Tylko ktoś musi odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego. Dlaczego klub będący niekwestionowanym suwerenem jeszcze miesiąc temu, teraz zrównał się punktami z Manchesterem City. Gdy pod koniec listopada menedżer City twierdził, że może nastąpić zmiana lidera, mało osób w to wierzyło. Po Nowym Roku to stało się faktem. Prawie, bo tylko alfabet decyduje, kto jest wyżej. No ale przecież sezon się nie kończy.

Następna kolejka 10 stycznia. Burnley – QPR to sześciopak, który ktoś musi wygrać. Podobnie Leicester – Aston Villa. Korci mnie, żeby wspomnieć o meczach Chelsea – Newcastle i Everton – Man City, bo one grożą trzema punktami różnicy na szczycie. No i w niedzielę Manchester United – Southampton. Niezależnie z której strony patrzymy, mecz o trzecie miejsce. No i trzeba pamiętać, że otworzyło się okienko, trzeba więc uważać, żeby nie złapać przeziębienia. A mówiąc poważniej, całkiem możliwe, że już 10 stycznia w składach zobaczymy nowe twarze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz