_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

19.01.2015

22 Gameweek Premier League


Kolejna kolejka i chyba największa sensacja tego sezonu, czyli wygrana Arsenalu na boisku mistrza Anglii. Tylko że o tym później, a najpierw sześciopaki w strefie spadkowej.


Spotkanie Burnley z Crystal Palace to taki typowy mecz, po którym można bawić się we wskazywanie kto będzie bliżej strefy spadkowej, a kto nie. Gospodarza zaczęli znakomicie, po kilkunastu minutach mieli dwie bramki przewagi. Czego zabrakło, że skończyło się porażką? Chyba koncentracji, bo w tej lidze takie braki są niemal natychmiast karane. Właściwie pierwsza groźna akcja gości zakończyła się zdobyciem bramki. Potem zaczynamy drugą połowę i znów rywal trafia do siatki. Czyli nie ma już przewagi i trzeba znów walczyć. No i tutaj goście już zdecydowanie odjechali i nie dali się dogonić. Trzecia bramka to już było pytanie kiedy, a nie czy. Podejrzewam, że to zaboli. Żeby zostać w lidze trzeba szukać trzech słabszych od siebie i wygrać z nimi mecze. Tutaj się nie udało, mimo dwóch bramek przewagi.

No to wracamy do szukania słabszych i może będzie nim zespół Aston Villi. Ze spotkania z Liverpoolem nie ma co wyciągać daleko idących wniosków, ale z tego fatalnego bilansu bramkowego już można. Średnio pół strzelonej bramki na mecz. To wskaźnik spadkowicza. Ostatni gol zdobyty miesiąc temu. Gdyby nie dobre pierwsze cztery mecze (10 punktów), to zespół witałby się ze strefą spadkową, może nawet z ostatnim miejscem. Dobrzy zawodnicy w składzie są, możliwości też, ale jednak nie ma bramek. Nic więc dziwnego, że jest coraz większa presja na menedżerze klubu. Ktoś musi w końcu odpowiadać za coraz słabszą ofensywę i to chyba będzie Paul Lambert. Na chwilę obecną Aston Villa jest bardzo mocnym kandydatem do spadku. Do niemocy na murawie dochodzą przecież zawirowania pozaboiskowe. Randy Lerner, właściciel, chyba się znudził zabawką i najchętniej przekazałby ją komuś innemu. Tylko że za opłatą, a z tym jest problem. Coraz bardziej zbliżamy się do kategorii cudu, jak rozpatrujemy pozostanie klubu w ekstraklasie. 22 punkty to zdecydowanie za mało, żeby być pewnym utrzymania się w lidze. Szansa na kolejne niby jest, ale to trudne, jak nie strzela się goli.

Teraz zmienię rejony tabeli i przejdę do największej sensacji tego sezonu. Arsenal wygrał na boisku aktualnego mistrza kraju. Drużyny, która miała rzucić poważne wyzwanie Chelsea, a zamiast tego po następnej kolejce może być osiem punktów od lidera. Mecz z Manchesterem miał też być pierwszym poważnym testem bramkarza po tym, jak David Ospina wskoczył do składu. Tylko że nie był, bo Kanonierzy zagrali po mistrzowsku w defensywie. Można mówić o tym, że rzut karny był dość naciągany, ale to nie zmienia faktu, że gospodarze w tym meczu niczego tak właściwie nie zrobili. Mając taki potencjał ofensywny, to wręcz nie do uwierzenia. Ten mecz miał dwóch bohaterów grających w środkowej strefie boiska. Santiego Cazorlę, który rozegrał fantastyczne zawody i Francisa Coquelina. Pod adresem menedżera wylało się wiadro pomyj za brak defensywnego pomocnika, ale Francuz po prostu czekał, aż dojrzeje zawodnik z jego składu. Może i potrzeba pojawiła się dość niespodziewanie, ale zawodnik z niej skorzystał, przynajmniej na razie. Teraz Kanonierzy mają kłopot bogactwa, bo ławka rezerwowych w końcu wyglądała tak, że mogła przestraszyć rywali. A czy Polak wróci do bramki? Nie chciałbym być złym prorokiem, ale to wydaje się bardzo odległe. Ta sama defensywa z Polakiem w bramce najprawdopodobniej zostałby zmasakrowana. Z Kolumbijczykiem nie straciła bramki, nawet nie była tego bliska. Polak trzy razy zachował czyste konto na 17 meczów, które zaczynał. Kolumbijczyk dwa na dwa, a przecież Man City to drugi zespół pod względem liczby strzelonych goli. Do Ligi Mistrzów jeszcze daleka droga, ale przed Kanonierami korzystny terminarz. Do kwietnia tylko jeden mecz zapowiadający się na trudny, więc pewnie będzie awans w tabeli. W końcu w grze piłkarzy było widać, że presja przestała pętać im nogi. A jak mają swój dzień, to są w stanie zdemolować każdego.

Następna kolejka 31 stycznia, no i hit, czyli pojedynek lidera z wiceliderem. Wcześniej starcie Liverpool – West Ham, czyli kto może powalczyć o miejsce czwarte. O dwóch sześciopakach dla gości (Crystal Palace – Everton oraz Stoke – QPR) nawet nie ma co wspominać. Podobnie jak o sześciopaku dzisiaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz