_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.03.2015

27 Gameweek Premier League


Od razu czuć, że zaczęła się wiosna. Ta piłkarska też, bo nareszcie pojawiły się poważniejsze różnice w tabeli. No i był pierwszy finał. Zacznę jednak od meczu, który chyba dał odpowiedzi na kilka pytań.


Mówię o spotkaniu Newcastle - Aston Villa. Teoretycznie obie drużyny pogubiły się gdzieś w sezonie, z różnych powodów, więc to był mecz na przełamanie się. Kto wygra, ten może myśleć spokojniej o przyszłości. Tylko jeden gol, ale biorąc pod uwagę niemoc gości, to wystarczyło. Newcastle tak na 95% procent nie spadnie w tym sezonie. Co prawda tam jest kilka znaków zapytania, o które można się zaczepić, ale jeszcze nie teraz. Natomiast Aston Villa, cóż. Jak pisałem przed sezonem, że są kandydatem do spadku, to nie do końca w to wierzyłem. Myślałem, że to to będzie raczej zespół na miejsca 13-15 bardziej, bo nie sądziłem, że aż tak dużo rzeczy może pójść nie tak. Problem w tym, że piłkarze uwierzyli w spadek. Marzec będzie absolutnie kluczowy, bo w kwietniu i maju całkiem możliwe, że będzie tylko kilka punktów. Niezależnie jak liczymy, wydaje się, że może czegoś zabraknąć na koniec.

Podobnie jak Manchester City, ale tutaj tylko walka o mistrzostwo tak właściwie pozostaje. Wydawało mi się, że ta drużyna zdominuje ligę na lata, mając takie wsparcie finansowe. Tylko że coś nie idzie do końca dobrze. Zespół jest chyba za bardzo zależny od dobrej formy Sergio Aguero. Albo inaczej, skoro zespół zagrał w podobnym ustawieniu, jak przeciwko Barcelonie i znów przegrał, to czy nie jest to wina menedżera? Suchy wynik nie oddaje za bardzo przewagi, jaką mieli gospodarze. Dwie bramki ze spalonego, dwie bramki uznane to strzały zza pola karnego. Jedno trafienie w słupek Aguero nijak tego nie rekompensuje. Miałem wrażenie, że menedżer gości ustawił skład tak, jak w grach menedżerskich. Tam można było wystawić pomoc w takim składzie i nie mieć za bardzo negatywnych konsekwencji. Realne życie jest odrobinę inne. Brakowało mi zawodnika, który nie będzie tylko ładnie grał, ale też walczył. Cofał się, pomagał defensywie, ogólniej mówiąc włoży więcej wysiłku. To jeden z powodów, dla których gospodarze za bardzo nie byli narażeni na ataki rywala. Jeden strzał w światło bramki i ten jeden słupek to chyba najlepsze dowody. Zamiast zredukowania straty do Chelsea, kontakt zaczyna łapać Arsenal. A przecież na głowę menedżera Kanonierów wylało się całe morze pretensji, które najkrócej można podsumować słowami stary człowiek już nie może. Czyli albo Arsenal jest na podobnym poziomie, jak Manchester City, albo obie te drużyny są słabe. Tylko że to drugi i trzeci zespół w tabeli. Jak one są słabe, to co powiedzieć o reszcie zespołów.

Bo to, że jest Chelsea i 19 innych drużyn, to chyba nie ma co się powtarzać. Ten wygrany finał Pucharu Ligi z Tottenhamem to przede wszystkim zwycięstwo menedżera. Widać było, jak mu zależy na tym wyniku i jak od razu zeszła presja. Jose Mourinho był rozluźniony i spokojny, Mauricio Pochettino spięty i zdenerwowany. Czy miało to wpływ na grę zawodników? Nigdy się tego nie dowiemy, ale już na decyzje przedmeczowe mogło mieć. Pewnie dlatego ani Christian Eriksen nie miał miejsca i czasu na grę, ani HurriKane się nie rozpędził. To gdybologia, ale myślę, że nawet trafienie po 10 minutach, zamiast w poprzeczkę, niewiele by zmieniło. Prędzej czy później Chelsea wyszłaby na prowadzenie. W końcu jak się tak błądzi w defensywie, to nie mogło stać się coś innego. Pierwszy gol to pogubione krycie we własnym polu karnym. John Terry miał hektary wolnego miejsca. Drugi to błąd Kyle’a Walkera. Nie chodzi o to, czy to on trafił do siatki, czy Diego Costa, ale o to, że złamał linię spalonego i pozwolił, żeby Costa urwał się z piłką. Cała reszta to tylko skutki tego spalonego, którego nie mogło być. Po tym Tottenham musiał sforsować defensywę Chelsea, a to wcale nie jest takie proste. Można się jedynie zastanawiać, czy czwartkowa porażka we Florencji nie zabrała za dużo sił. W końcu przy takim pressingu to musiało jakoś wyjść. Tylko że to nic nie zmienia. Tottenham będzie dalej walczył o czwarte miejsce, jak co sezon. Chelsea natomiast spokojnie dowiezie pierwsze miejsce w lidze. Nie widzę za bardzo rywala, który mógłby jej to odebrać.

Następna kolejka jutro. Aston Villa – West Brom to sześciopak, nie ma co do tego wątpliwości. Podobnie Hull – Sunderland. Chociaż ciągle się upieram, że goście nie spadną. Tylko że byłem przekonany, że będzie lepiej. Środa nie zapowiada się jakoś emocjonująco, może być jedynie jakiś niespodziewany wynik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz