_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

16.03.2015

29 Gameweek Premier League


Pomału już widać, że zapowiadanych walk o czwarte miejsca może nie być. To znaczy zostaje matematyka dla niektórych, ale wiele zespołów już wie, że raczej nie przeskoczy pewnego poziomu. No chyba, że zmieni się menedżer.


Takie coś chyba będzie miało miejsce w Sunderlandzie (w chwili pisania tego tekstu mają zacząć się rozmowy menedżera z władzami klubu). Spotkanie z Aston Villą było po prostu fatalne. Tak jakby piłkarze zagrali przeciwko swojemu menedżerowi. Wszystkie bramki tak właściwie bez wywarcia presji na zawodnikach gości. Zero wysiłku ze strony gospodarzy, zero chęci do zmiany stylu gry. Po przerwie niby było lepiej, ale umówmy się, przegrywając 0-4 trudno zagrać gorzej. Tylko że pojawiła się scena z Sebem Larssonem. Co zrobił? Po prostu spóźnił się kilka minut na drugą połowę. Wiem, że chyba oglądam za dużo meczów, ale czegoś takiego po prostu nie pamiętam. Dodatkowo fani zespołu tłumnie opuścili trybuny w trakcie meczu, część z nich chciała coś wytłumaczyć menedżerowi i musiała powstrzymać ich ochrona. Bardzo niedobrze to wyglądało i chyba zespół stoi przed wyborem zwalniamy menedżera, albo lecimy z ligi. Dalej po prostu tego nie da się ciągnąć w taki sposób, coś się wypaliło w klubie.

Podobnie wypaliły się szanse Leicester na pozostanie w lidze. Maksymalnie dawałbym im 12-13 punktów do końca (z dużą łyżką optymizmu), a z 32 się po prostu spada. W trzech ostatnich meczach zaszkodziło drużynie nie strzelanie bramek. Z Evertonem i Hull powinni wygrać, zamiast tego są dwa punkty. Nawet fakt, że goście kończyli w 10 w spotkaniu tej kolejki, jakoś nie znalazł potwierdzenia w wyniku. Przecież bliższy gola był Abel Hernandez. Jakby ktoś nie wiedział, gracz gości. Mówiąc krótko, zespół na 99% spada z ligi, a została już mu tylko wiara w matematykę. To bardzo rzadko przynosi dobre efekty.

Ciekawe jakie efekty przyniesie wypowiedź menedżera Chelsea, bo czasami przedwczesne nagradzanie się może rozbić zespół. Mecz z Sotonem mógł się różnie zakończyć, bo rywal wcale nie przyjechał po porażkę. Krótka drzemka w defensywie dała co prawda prowadzenie Chelsea, ale ostatnio zespół jakoś specjalizuje się w remisach. Tylko że ten raczej nie zaszkodzi, bo tego tytułu nie ma z kim za bardzo przegrać. City? Arsenal? Nie żartujmy. Sam mecz, niby były kontrowersje, ale nie przełożyły się one za bardzo na wynik. Karny dla gości? Pół na pół, bo widziałem różne decyzje sędziów takich wypadkach. Karny dla Chelsea? Zbyt teatralny upadek faulowanego defensora, żeby arbiter wskazał jedenastkę. Tylko że ten wynik będzie miał duże znaczenie dla gości na koniec. Sześć punktów straty do czwartego miejsca oznacza, że coraz bardziej matematyka wchodzi w grę. Było blisko tego cudownego rozstrzygnięcia, ale drużynie zabrakło tych decydujących elementów czasami.

Podobnie jak Tottenhamowi, ale spotkanie z Manchesterem United zostało przegrane głównie w głowach. Zaczęło się dobrze dla gości, bo złe podanie do tyłu defensora United mogło nawet znaleźć się w siatce, ale potem przygalopowały wielbłądy defensywy Spurs. Tak sobie zapisałem na brudno, oglądając mecz. Pierwszy gol zgubione krycie, nikt się nie cofnął, drugi tak samo, hektary wolnego miejsca przy zawodniku United przy kornerze. No a trzeci gol został wbity praktycznie samemu. Złe podanie, nikt nie zdążył za napastnikiem gospodarzy i z marzeń o podboju pierwszej czwórki trzeba się szybko wyleczyć. Rozumiem, że Manchester United ma trudny terminarz przed sobą (cztery mecze gdzie trudno będzie o punkty), ale jest jeszcze Liverpool. Przed którym dość niespodziewanie otwiera się szansa na finisz w pierwszej czwórce. Dlatego coraz bardziej sytuacja przypomina tę, jak co roku. Rozbudzone nadzieje, bolesna ich weryfikacja, ciekawe tylko czy menedżer wyleci po sezonie z pracy.

O Man City nie ma co pisać, bo prześladuje ich litera B. Najpierw Barcelona, teraz Burnley. Wiem tylko, że jedna porażka może zepchnąć ich czwarte miejsce. Dość szokujące przy tej klasie zawodników. Następna kolejka zacznie się w sobotę, dziś jeszcze Swansea – Liverpool (goście muszą, co nie). West Ham – Sunderland to chyba najciekawsze starcie, bo zobaczymy, jak zareaguje zespół gości. Możliwe że już z nowym menedżerem. W niedzielę Liverpool – Man Utd, obie drużyny muszą wygrać. Powinno być ciekawie. Potem QPR – Everton. Jak gospodarze chcą się utrzymać, to muszą zacząć wygrywać. Chociaż po mowie ciała ze spotkania z CP, to jakoś bym się o to nie zakładał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz