_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2018/2019

Nie będę ukrywał, że chciałem zacząć inaczej, słowami ‘czeka nas kolejny sezon w lidze Mistrzów Świata’. No dobrze, reprezentacja tak wy...

06.04.2015

31 Gameweek Premier League


Gorączka świąteczna dopadła też Premier League. Pewnie dlatego tak wiele wyników odbiegało od pewnej normy, wyznaczonej przez wcześniejsze rezultaty. Zostaje nam rywalizacja o pozostanie w lidze, bo na za duże zmiany w pierwszej czwórce bym nie liczył. Te drużyny nie złapią kryzysu i nie przegrają wszystkiego do końca. Co prawda cztery mecze będą między tymi zespołami, ale poniżej czwartej pozycji nikt już nie spadnie na 95%.


Idealnie oddał to mecz w Londynie, w którym Arsenal pokazał wyraźnie Liverpoolowi, że nie ma czego szukać w tej rywalizacji. Na początku spotkania pomyślałem, że albo gospodarze zmasakrują gości kilkoma bramkami, albo padnie jakaś bramka dla Liverpoolu i zacznie się wielki mecz. Zamiast tego Raheem Sterling nie trafił w piłkę i nadzieje na dobry wynik ulotniły się szybko. Rozumiem, że gospodarze zawiesili poprzeczkę wysoko, ale goście nawet nie spróbowali jej sforsować. Bardzo wyraźnie widać było słabość drużyny i brak umiejętności, żeby coś zmienić. W takich meczach decyduje po prostu jakość, a tej gospodarze mieli bardzo dużo. Goście niekoniecznie. Po prostu szanse na zakończenie sezonu w pierwszej czwórce przerosły Liverpool. Dobra rzecz, że nie spadną z ligi.

Tego nie może powiedzieć za bardzo zespół QPR, bo mimo wysokiej wygranej z West Brom dalej jest strefa spadkowa. Gdyby takiego gola, jakiego strzelił Bobby Zamora, strzelił Leo Messi, media rozpłynęłyby się w zachwytach. Tutaj był tylko gol w meczu o pozostanie w lidze, ale podejrzewam, że ta wygrana może dać zespołowi coś bardzo ważnego. Przekonanie, że możemy. To bardzo ważna rzecz, czasami decydująca o ostatecznym kształcie tabeli. Rozumiem, że to jeszcze daleka droga, ale jak rozpisywałem sobie wyniki do końca sezonu, to wychodzi mi, że może zespół zostanie. Co prawda spotkań między drużynami walczącymi o pozostanie jest od groma (naliczyłem sześć), ale wszystko może zacząć się wyjaśniać już we wtorek, kiedy Aston Villa podejmie QPR. Tak czuję, że jedna z tych drużyn spadnie. Mogą też spaść dwie, ale dwie się raczej nie uratują. To rozstrzygający moment sezonu, a ponieważ decydują wyniki jednego spotkania czasami, to wiele może się wydarzyć. Na przykład można zacząć mecz lewą nogą i trafiając na zdeterminowanego rywala, przegrać go boleśnie.

Bardzo trudną sytuację ma zespół Hull. Do końca siedem meczów, z czego 5 bardzo trudnych, 1 trudny i tylko jeden zapowiadający się na łatwy, ale to z zespołem też będącym w trudnej sytuacji. Niezależnie jak liczę, wychodzi mi, że spadną. Oczywiście mogą zrobić Sunderland z poprzedniego sezonu, ale na to są małe szanse tak właściwie. Na chwilę obecną wydają się być drużyna, która spadnie z ligi. Obok Leicester, bo oni mają za dużo punktów do odrobienia i za mało meczów do rozegrania. Po pierwszej kolejce zespół Hull był trzeci. Na koniec też może być trzeci, ale od końca.

Chyba uratuje się Sunderland, ale po tym meczu z Newcastle miałem wrażenie, że walczyli dwaj spadkowicze. Po zespole gości widać wyraźnie, że jakości jaką dawał Alan Pardew nie ma i chyba nie ma też pomysłu, jak ją przywrócić. Jak na derby wiele walki, wślizgów typowych dla takich spotkań, wiele pracy, ale jakości niewiele. Gospodarze mają jednak asa w rękawie. Nie chodzi mi o Jermaine’a Defoe, który dał z siebie chyba 110% normy, ale o mecz z Leicester na swoim stadionie. Wygrana powinna zapewnić im pozostanie w lidze, a wyzwania wrócą latem. Tylko że taka sytuacja jest co roku w klubie, więc chyba się przyzwyczaili.

Podobnie jak Tottenham przyzwyczaił się do kończenie ligi poza miejscami w pierwszej czwórce. Im zaszkodziła porażka z Manchesterem United i w spotkaniu z Burnley było to widać. Czego zabrakło? Chłodnej głowy, która kontrolowałaby wydarzenia na boisku i sprawiłaby, że defensywa rywala miałaby więcej pracy. Można się zastanawiać, czy opaska kapitana dla Harry’ego Kane’a nie zaszkodziła za bardzo. Widać było wyraźnie, że jest nią trochę przytłoczony, a to nie pomogło drużynie. Dodając do tego chyba zmęczenie, to wyszedł bezbramkowy remis, po takim dość topornym meczu. W kolejce, gdzie padło tak wiele pięknych bramek, to na pewno nie jest dobra reklama ligi. Tottenham moim zdaniem powinien skoncentrować się, żeby zrobić krok w tył i nie zakwalifikować się do Ligi Europy. W tym sezonie piłkarze zagrali 10 meczów w Europie, plus finał Pucharu Ligi. To czyste zgadywanie, ale podejrzewam, że bez tego byłoby lepiej w lidze. Czasami trzeba zrobić krok w tył, żeby później dwa do przodu.

Dzisiaj jeszcze mecz Crystal Palace – Man City (ciekawe, czy goście skończą na podium), jutro wspomniany już Aston Villa – QPR, a następna kolejka w sobotę. Chyba każdy mecz jest ważny z jakiegoś powodu, ale wybrałbym Tottenham – Aston Villa i Sunderland – CP. W niedzielę derby Manchesteru i chyba gospodarze wygrają. Z naciskiem na słowo chyba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz