_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

13.04.2015

32 Gameweek Premier League


Im bliżej końca sezonu, tym bardziej ścieśnia się tabela na dole. To zrozumiałe. Nikt nie chce spaść z ligi, bo to mniejsze pieniądze przede wszystkim, ale na koniec pożegnamy trzy zespoły. Wciąż jest szansa, że będzie to trójka beniaminków, a przecież liga potrzebuje nowości. Bez tego będzie po prostu nudno.


No i efekt nowości wprowadza Tottenham, bo porażka z Aston Villą to pewna nowość, ale to chyba za mało, żeby jednak nie zakwalifikować się do Ligi Europejskiej. W końcu UEFA pozmieniała trochę zasady i nie ma już miejsca dla przegranego finalisty pucharu. Z ligi trudno będzie spaść na miejsce ósme, chociaż zespół może spróbować. Zastanawiam się, czy ten mecz z Villą nie był pewnym przetarciem. Rozumiem, że wrócił Tim Sherwood i pewnie chciał się zrewanżować w jakimś stopniu za zwolnienie. Tylko że Spurs tak jakby przeszli obok meczu. Nie wiem, czy do czegoś nie doszło w szatni, bo to może rozbić każdą drużynę. Co innego Aston Villa. Menedżer odrodził Christiana Benteke, a to powinno dać potrzebne punkty drużynie. Kto wie, czy nie finał FA Cup też. Wiem, że przewidywanie wyników czasami nie ma większego sensu, ale po drużynie widać było pewność siebie. To bardzo ważna rzecz.

Podobna sytuacja jest chyba w Leicester. Na siedem meczów do końca, aż pięć drużyna zagra u siebie. Trzy są takie miłe dla oka, dwa wyjazdy to sześciopaki, więc kto wie, czy drużyna nie zostanie w lidze. Świadomość tego, że się spada, czasami potrafi dodać skrzydeł zespołowi. Praktycznie cały mecz zespół gości atakował, nic więc dziwnego, że wyjechał z trzema punktami. West Brom chyba za szybko uwierzył, że zostanie. Ich czekają trudne spotkania do końca sezonu, bo aż cztery ze ścisła czołówką, dlatego to jeszcze nic pewnego. Dlatego nie ma co ukrywać, że jak kwiecień zaczyna się od porażek z QPR i Leicester, to powinien zacząć dzwonić alarm. W tym sezonie chyba będzie wielka ucieczka, a jej skutkiem będzie awans kogoś bezpiecznego dziś do Championship. Tylko że na razie to jeszcze kilku zespołom grozi spadek z ligi przy słabej formie.

Jeden z nich można dość łatwo wskazać - Sunderland. Mówiłem, że nowy menedżer przypomina mi zatrudnienie Felixa Magatha przez Fulham i niepokojąco dla kibiców Czarnych Kotów zaczyna się to sprawdzać. Miałem wrażenie, że widziałem już ten mecz i było to starcie Sunderlandu z Aston Villą. Po nim została zagrana karta zmiana menedżera, ciekawe więc, co będzie teraz. Na pewno dwa tygodnie przerwy, ale czy to może mieć znaczenie w trakcie sezonu? Defensywa zagrała fatalnie, bo stracić cztery bramki w czternaście minut to wręcz kryminał na tym poziomie. Zespół Crystal Palace nie zagrał wielkich zawodów. Był po prostu lepszy, a to wcale nie było trudne. Jeszcze do przerwy jakoś to wyglądało, ale po niej? Można zadać sobie pytanie, czy w ogóle piłkarze gospodarzy wyszli potem na murawę. Te bramki padły za łatwo, a to nie zwiastuje czegoś dobrego. Drużynie grozi, że spadnie z ligi. To stało się bardzo realne.

Podobnie jak czwarte miejsce dla Manchesteru City (jakoś nie wierzę w renesans Liverpoolu). Zespół na szczęście nie spadnie z ligi, ale przebijanie się przez eliminacje Ligi Mistrzów może zwiastować kłopoty. Razi po oczach bezformie drużyny, bo od meczu z Barceloną było sześć porażek i tylko dwie wygrane, ale z kim. Trochę trudno uznać, że Leicester i West Brom to równorzędni przeciwnicy. Sezon temu po 32 meczach było 70 punktów. Teraz 61. Moim zdaniem to jest pewien kryzys, a po menedżerze nie widać za bardzo, że zna odpowiedzi. Mi było szkoda, jak zbliżenia podczas meczu dość bezlitośnie obnażały pewną pustkę w oczach. Zamiast niej powinna być jakaś reakcja, a nie rezygnacja, a mam wrażenie, że widzieliśmy raczej to drugie. Tak czuję w kościach, że prawdopodobnie zapadły już jakieś decyzje w gabinetach prezesów i szkoleniowiec o tym wie, albo się domyśla. Podobno warunkiem pozostania w pracy było wygranie czegoś w sezonie. Już wiemy, że nic takiego nie nastąpi. Ten mecz całkiem dobrze podsumował dotychczasowy sezon. Zaczęło się od bramki dla City, która powinna uspokoić nerwy w drużynie. Zamiast tego szybko padło wyrównanie, a po nim … trudno było dostrzec zespół gości na murawie. Jak mam być szczery, to oni chyba ten sezon już oddają, jedynie spróbują zostać w pierwszej czwórce. Bo jak nie, to będzie trzęsienie ziemi. Tylko że trudno wtedy zbudować silny zespół, liczący się zarówno w Anglii, jak i w Europie. Tak zakładam, że prezesów bardziej boli fiasko w Lidze Mistrzów, niż fiasko krajowe. Trudno mówić, że coś zmienia się na lepsze, bo co prawda porażka była mniejsza o jedną bramkę (1-3, a nie 1-4), ale w rewanżu Barcelona już się nie zabijała za bardzo na boisku.

Dzisiaj jeszcze mecz Liverpool – Newcastle, a następna kolejka zacznie się w sobotę, ale będzie ona okrojona z uwagi na FA Cup. Z meczów o 16:00 trudno mi wybrać ten naj, bo w każdym zespoły będą o coś walczyć (górna połówka tabeli, bądź pozostanie w lidze). Potem Chelsea – Manchester United. Zakładałbym, że Jose Mourinho szykował szczyt formy na mecze w Lidze Mistrzów, ale skoro się odpadło, zostaje więc liga krajowa. No ale goście złapali wiatr w żagle. Powinno być ciekawie. W niedzielę Newcastle – Tottenham, bo ten mecz powinien pokazać, czy zespół gości o coś walczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz