_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

04.05.2015

35 Gameweek Premier League


Można się bać. Takie myśli podejrzewam, że przebiegły przez głowy ludzi w klubach, które nie wygrały w tej magicznej kolejce. Dlaczego magicznej? Wiele drużyn z dołu tabeli wygrało swoje mecze, dlatego kto przegrał, może stracić pierwszoligowy status.

Przede wszystkim zespół Newcastle może jakimś cudem wylądować w drugiej lidze, bo tam sytuacja jest fatalna. Kibice są w konflikcie z prezesem, trener z zawodnikami, a zawodnicy? Można zadać sobie pytanie, czy im w ogóle zależy. W meczu z Leicester były co prawda momenty dobrej gry, ale to za mało na jakiekolwiek punkty. Dwie czerwone kartki (pierwsza po prostu głupia, bo faul miał miejsce poza boiskiem, druga, no, można ją zrozumieć), ostre słowa trenera po spotkaniu, tak właściwie chyba nie ma już niczego, na czym można zbudować jakąś przyszłość i nadzieję. Trzy stracone gole, wszystkie po stałych fragmentach gry. Teoretycznie jeszcze nawet spadek z ligi im może zagrażać, bo niestety nie mają większych szans na punkty, a rywale mogą skończyć z lepszym dorobkiem punktowym na koniec. To bez wątpienia będzie spory upadek.

Dwa kluby są już praktycznie pewne, że awansują do Championship. Nie sądzę, że Burnley i QPR wygrają trzy mecze do końca. Dwa z nich to wyjazdy z zespołami, które o coś walczą, więc to wydaje się niemożliwie. Oczywiście póki piłka w grze, ale to zaklinanie rzeczywistości. Magiczne myślenie, że jeszcze możemy. QPR przegrał z Liverpoolem w tej kolejce, ale raczej nie mógł tego wygrać. Innego dnia gospodarze prowadziliby kilkoma bramkami do przerwy i skończyłyby się jakiekolwiek emocje. Burnley podobnie. Co prawda ja nie pokazałbym czerwonej kartki, ale jakie to ma znaczenie, skoro nie strzelasz bramek? Dziewięć meczów, jeden gol. To typowe osiągnięcie praktycznie każdego spadkowicza. Za dużo błędów w trakcie sezonu, żeby nadrobić to w miesiąc.

Błędów nie popełniał mistrz Anglii, bo tylko jeden miesiąc miał słabszy. Grudzień, chociaż zaliczam do niego również to styczniowe lanie od Tottenhamu. Jak nie, to będzie wtedy styczeń. Wciąż mówimy o jednym tylko miesiącu, a reszta była dobra albo bardzo dobra. Może ta końcówka troszeczkę rozczarowuje, ale drużyna musi sobie poradzić z nieobecnością najlepszego napastnika. Dlatego te mecze obecnie są takie, brakuje mi słowa po polsku, po angielsku to chyba będzie industrial. One nie są piękne, nie pada wiele bramek, ale na końcu wygrywa Chelsea. Drużyna, której każdy zawodnik wie co ma robić i jak. Po prostu działają jak maszyna, która ma jedno zadanie. Wygrać. Dlatego nie można być zaskoczonym, że oni są na pierwszym miejscu.

Tak samo jak nie można być zaskoczonym, że dwie drużyny walczące ze sobą w niedzielę, skończą sezon z małym rozczarowaniem. Zarówno Tottenham, jak i Manchester City sprawiają wrażenie, że przebudowa latem może być głęboka. Nie odniosłem wrażenia, że któraś drużyna kontrolowała przebieg tego meczu. Silne drużyny starają się kontrolować wydarzenia na boisku. Pozostawiają mało miejsca na te zdarzenia, które mogą skończyć się różnie i zasadniczo wpłynąć na wynik. Chelsea mistrzowsko to pokazuje. W tym spotkaniu jakoś tego nie dostrzegłem. Innego dnia Tottenham strzeliłby 2-3 bramki, bo defensywa City nie powstrzymałaby chyba nikogo. Ale jak się ma takiego napastnika, to można mieć margines na błędy. Sergio Aguero chyba lubi takie spotkania. Był faulowany w polu karnym, ale arbiter nie dostrzegł tego przewinienia. Tam były potrzebne powtórki, tylko że Argentyńczyk nie słynie z tego, że nurkuje w polu karnym. On jest po prostu pazerny na gole. Pokazał to wykańczając świetną akcję City. Bramkarz miał prawie asystę, ale bardzo inteligentnie zagrali zawodnicy gości. Oni tym wyprowadzili w pole defensywę Spurs. Tylko że to był mecz dwóch defensyw, które są obarczone pewnymi mankamentami. Ten wynik jednak niczego nie zmienia, a kto wie, czy w następnym sezonie nie zobaczymy dwóch nowych menedżerów, jak spotkają się ponownie ci rywale. Nowy sezon na pewno będzie ciekawy. Jak zawsze.

Następna kolejka w sobotę, a dziś jeszcze Hull City – Arsenal. Everton – Sunderland to mecz, który może decydować. Podobnie Newcastle – West Brom, bo chyba będzie jakaś reakcja. Albo inaczej, powinna być. W niedzielę Chelsea – Liverpool, ale jakoś nie sądzę, że to będzie wielki mecz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz