_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

31.08.2015

4 Gameweek Premier League


Dotarliśmy, a raczej docieramy do końca okienka transferowego. Można powiedzieć nareszcie liga ruszy do boju, a wszystkie niejasności zostaną za nami. To ostatni moment, żeby odpowiedzieć na pewne pytania, stojące przed niektórymi klubami. Z drugiej strony sezon nie skończył się wczoraj, żeby to był kłopot. Przechodząc jednak do kolejki.


Dobrze czułem, że mecz Chelsea – Crystal Palace będzie ciekawy. Z góry mówię, że nie wierzę w magię danej litery alfabetu. Bardziej zastanawia mnie niewytłumaczalna słabość mistrza Anglii. Owszem, może nowy porządek treningowy trochę zaburzył grę zespołu. Widać to chociażby po przykładzie sąsiada z miasta, bo Arsenal też wolno się rozkręca. Tylko od mistrza wymaga się więcej. Nie chcę mówić, że tytuł już został przegrany, ale szanse na jego powtórne zdobycie zmalały. Premier League nie wybacza słabości, jeśli walczysz o coś wielkiego. Gra defensywna jest fatalna, nie ma co się oszukiwać, czy używać innych słów. Sprawia to wrażenie, że Portugalczykowi rozchodzi się szatnia. Problem nie dotyczy jednego, czy dwóch piłkarzy, ale całego zespołu. Nie ma tego samego błysku, zacięcia, które towarzyszyło sezon temu. Może to efekt wypalenia, a Jose Mourinho nie jest dobry w strategii. On może wygrywać bitwy, czyli pojedyncze sezony, ale wojny, czyli kilka sezonów z rzędu, kończyły się jego porażkami. Traktowałem jego pobyt w Chelsea jak lekarstwo po Realu Madryt. Jak to nie zadziała, to historia wkrótce zapomni portugalskiego menedżera.

W końcu świat nie stoi w miejscu i są młodzi menedżerowie, którzy też chcą wejść na szczyt. Na przykład Garry Monk, który zbudował w Swansea silny skład. Nie chcę mówić za darmo, ale jak porównamy to do Manchesteru United, to takie słowa cisną się na usta. Dalej nie wiem, jaki plan na mecz ma Louis van Gaal. Nie lubię słów, że zespół nie miał szczęścia. Szczęściu trzeba pomagać, czyli stwarzać sobie wiele okazji do zdobycia bramki. Jeśli w strzałach celnych był remis, to liczyła się jakość linii ataku obu stron, a tu wygrała Swansea. Szokująco to brzmi, ale zespół United nie poradził sobie z energią rywala. Nigdy bym też nie powiedział, na miejscu menedżera, że rywalowi wystarczyła jedna zmiana taktyczna. W końcu w jakim świetle mnie to stawia. Podejrzewam, że te całe zawirowania transferowe, kto nie przyszedł do klubu, kto ma jeszcze odejść, odcisnęły swój ślad na zespole. To już nie jest ten sam zespół, jak kilka lat temu. Tam wciąż wymagane są wzmocnienia, ale problem polega na tym, że inni gracze sprzątają z rynku smakowitsze kąski. Zostaje więc budowanie od postaw, a tego chyba nikt nie lubi.

Tak samo jak nikt nie lubi pomyłek w defensywie, jakie zafundował sobie Liverpool, ale podejrzewam, że problem jest poważniejszy. Remis z Arsenalem sprawił, że zespół przestał zwracać uwagę na swoje słabości i uwierzył nadmiernie w swoje siły. To problem z motywacją i nie do końca dobrym nastawieniem do meczu. W Premier League trzeba się, za przeproszeniem, naharować o każdy punkt. Nikt tu nie da niczego za darmo. Tym bardziej, że już od początku mecz zaczął źle się układać dla gospodarzy. Tylko że stratę bramki w trzeciej minucie można odrobić. Zabrakło jednak zimnej głowy, bo piłkarze Liverpoolu się zagotowali. Stąd błąd w defensywie, stąd czerwona kartka. Dla mnie ta kartka wpada znakomicie do kategorii ‘głupia’. Zabrakło słowa z ławki, bądź od kapitana, żeby zawodnik się opanował i tyle. Bo już druga czerwona kartka pasuje do kategorii ‘niesłuszna’. Już nawet żółta byłaby przesadą dla zawodnika gości. Nie zmienia to jednak faktu, że coś nie funkcjonowało i pojawią się znaki zapytania nad głową Brendana Rodgersa. To Dean Smith, menedżer trzecioligowego klubu, mógł sobie pozwolić na sezon, czy dwa nauki i porażek. W Liverpoolu to nie przejdzie. Tam się wymaga sukcesów tu i teraz, a nie potencjalnych sukcesów jutro. Tylko nie każdy gracz to Luis Suarez, prawda.

O meczu Tottenhamu z Evertonem nie ma co za bardzo się rozpisywać, bo spotkały się dwa bardzo słabe zespoły. Bezbramkowy remis mniej więcej współgra z tą mizerią w obu drużynach. Angielskie media z uporem maniaka typują, że Harry Kane zbawi tak ze dwa światy, ale widać, że to jeszcze młody gracz i nie można od niego wymagać ciągnięcia zespołu na swoich plecach. Skoro nawet z Evertonem nie strzelił bramki, to nie jest dobrze. W końcu ten zespół zaczyna znów straszyć defensywą z Wigan. Niby cztery bramki w czterech meczach to nie problem, ale statystyka czasami potrafi zaburzyć rzeczywistość. W tabelę nie ma co patrzeć, bo to początek sezonu. O ile straty punktów można do pewnego stopnia nadrobić, tak całego pomysłu na grę się nie zmieni. Końcówka okienka będzie pewnie gorąca, chyba w obu klubach.

Następna kolejka po meczach reprezentacji i przy zamkniętym okienku, czyli 12 września. Everton – Chelsea jako aperitif, Crystal Palace – Manchester City jako pierwsze danie, Manchester United – Liverpool to główne danie kolejki, a następnego dnia Sunderland – Tottenham jako digestif. Wbrew pozorom nie sugeruję, że pierwszego i ostatniego meczu nie da się obejrzeć na trzeźwo ;). Po prostu liga upakowała w ciekawy moment sezonu kilka ciekawych spotkań w jedną kolejkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz