_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

26.10.2015

10 Gameweek Premier League


Szybko leci czas w Premier League i tradycyjnie nowe gwiazdy przyćmiewają stare. To musi być trudne życie starych bohaterów, którzy tracąc blask, wywierają coraz mniejszy wpływ na okoliczny świat. Zmierzch takiej gwiazdy widzimy chyba w Chelsea, bo już są pogłoski, że następny mecz będzie o być albo nie być.


Przyznam się, że nie rozumiem co się dzieje z Chelsea i jej menedżerem. Trudno znaleźć przyczynę, która byłaby w miarę zrozumiała, bo naprawdę trudno wytłumaczyć taki zjazd formy. Kilka miesięcy temu ci sami piłkarze szli po tytuł, demolując kogo się da i nie biorąc jeńców. Teraz sprawiają wrażenie grupy zawodników, która widzi się po raz pierwszy i nie wie, w którą stronę chce iść i czy w ogóle może gdzieś dojść. Starcie z West Hamem było w pewien sposób symboliczne. Piłce zabrakło milimetrów, żeby przekroczyć linię boiska po główce Kurta Zoumy. Niby blisko, ale tak daleko. Trzy czerwone kartki, dwie dla trenerów, jedna dla zawodnika. Każda tak właściwie niewytłumaczalna. No i brak pomysłu na rozstrzygnięcie meczu na swoją korzyść. W tym momencie właściciel dochodzi do ściany. Zwolnienie menedżera będzie kosztownym lekarstwem. Pozostawienie go będzie zgodą na dalszą wegetację i kto wie, czy nie na walkę o pozostanie w lidze. Mi trochę szkoda menedżera. Co prawda on sam rozpętał ten huragan, który może go zmieść, ale też nie sprawia wrażenia człowieka, który wie, jak poradzić sobie z wyzwaniem. Nigdy nie lubiłem menedżerów, którzy czegoś nie wiedzą. To moim zdaniem ostateczna kapitulacja danego szkoleniowca. To już jest etap, gdzie wszystkie karty zostały zagrane, a efektu brak. Chyba nie ma już sensu ciągnąć tego dalej, bo bez gwałtownej zmiany Chelsea nie wystartuje.

Podobne problemy mieli bohaterowie pierwszych niedzielnych derbów. Łączy ich geografia, dzieli ich futbol, ale to nawet to ostatnie zdanie nie do końca odpowiadało prawdzie, bo zarówno Sunderland, jak i Newcastle, są nisko w ligowej tabeli i na razie walczą głównie ze sobą. W pierwszej połowie, zanim kontrowersja z 45 minuty, to Newcastle przegrał walkę ze swoją niemocą. To było właściwie 45 minut gości, ale okraszone niemocą jak pokonać bramkarza rywali. Potem jednak rzut karny, czerwona kartka i co ciekawe dalej goście wyglądali lepiej, ale ubytku sił nie mogli zrekompensować. Stąd kolejne bramki i całkiem ładnie wyglądająca wygrana Sunderlandu. Dlaczego kontrowersja ktoś może zapytać. Dlatego, że moim zdaniem tam nie było faulu. Nie byłoby więc rzutu karnego, czerwonej kartki i ten mecz mógł się zakończyć inaczej. Arbiter jednak popełnił błąd i nie bójmy się tego powiedzieć. Oczywiście z jego punktu widzenia mogło to wyglądać jak faul, ale to było czyste wejście bark w bark. Nie mówiąc o tym, że piłka i tak nie było w zasięgu gracza gospodarzy. Widziałem setki takich sytuacji, kiedy obrońca wysyła napastnika na murawę, ale w pełni legalny sposób, żeby zaakcentować swoją pozycję na przyszłość i wszystko było w porządku. W tym meczu było jednak inaczej, ale to nie zmienia za bardzo sytuacji obu zespołów. To dalej będzie trudny sezon, pełen walki o pozostanie w lidze.

No i derby Manchesteru, ten jakże ciekawie zapowiadający się pojedynek. Nie będę ukrywał, że mi się podobało. Przede wszystkim te banery reklamowe wokół stadionu. Tak, to prawdziwe dzieło sztuki, praktycznie niespotykane na innych obiektach. Podejrzewam, że zasiadający na trybunach widz czuł się trochę tak, jakby siedział przed telewizorem we własnym domu. Dobór reklam też bardzo ładny, ze szczególnym uwzględnieniem azjatyckiej części fanów zespołu gospodarzy. Chińskie, czy japońskie litery są tak różne od europejskich, że mi się podobają. W końcu to coś nowego, innego. Nigdy nie powinniśmy zamykać się na nowe doznania. Kolejną rzeczą, która przykuwała uwagę, było rozcięcie na głowie Wayne’a Rooneya. Czerwień jego krwi idealnie współgrała z kolorem jego koszulki, idealnie uwydatniając głębię koloru. Tego nie ogląda się co mecz, prawda. Z samych wydarzeń piłkarskich, nie dało się nie zauważyć defensywnego nastawienia obu zespołów i gry z myślą przede wszystkim nie stracić. Dwa bardzo podobne ustawienia taktyczne znakomicie niwelowały mocne strony rywala. Mniej więcej to, czego można było się spodziewać. Po ostatnim podsumowaniu pisałem przecież, że to będzie bezbramkowy remis po nudnym meczu. To bardziej wyglądało na pojedynek szachowy, a nie piłkarski. Gospodarzom brakowało jakości z przodu, a może też i odwagi, bo linię ataku można było ułożyć inaczej. Goście, osłabieni przez kontuzje, nie chcieli się za bardzo otwierać i dawać rywalowi czas i miejsce. Dlatego mamy po tym meczu dwóch rannych, ale wciąż zdolnych do walki dalej.

Następna kolejka w sobotę, w środku tygodnia mecze pucharowe. Zaczynamy od Chelsea – Liverpool, podobno o posadę. Następnie Crystal Palace – Manchester United. W niedzielę Southampton – Bournemouth. Gościom ostatnio popsuła się defensywa leciutko.

1 komentarz: