_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

19.10.2015

9 Gameweek Premier League


Przerwa, przerwa i po przerwie. To jeden z nielicznych okresów, kiedy menedżer może poprawić pewne braki i zauważone mankamenty w zespole. Czasami jednak prezes szybciej zwolni szkoleniowca, a jego następca wskoczy na główkę do głębokiej i zimnej wody.


Taką sytuację mieliśmy już w pierwszym spotkaniu tej kolejki, kiedy Tottenham spotkał się z Liverpoolem. Kibice gości nie powinni zapominać, że każdy niemiecki menedżer prowadzący zespół w Premier League spadł z ligi. Co z tego, że był wcześniej tylko jeden taki przypadek, jak statystyki i wynikające z nich prawidłowości są święte, prawda. Rozumiem, że piłkarze The Reds na ekscytacji są w stanie sprostać kryzysowi wywołanemu przez kontuzje, ale to jeszcze daleka droga do regularnego wygrywania. Poza tym nie wiem, jak ten system oparty na pressingu zda egzamin zimą, kiedy zespół gra co kilka dni. Niby bliżsi wygrania byli piłkarze Tottenhamu, ale im brakuje napastnika. Mówiłem to już kilka razy, że Harry Kane trochę za szybko jest uznawany za gwiazdę ligi. On musi potwierdzić to, że umie, a z tym są pewne problemy. Tak myślę, że z lepszym napastnikiem Spurs wygraliby ten mecz, a początek pracy Jurgena Kloppa nie byłby taki różowy.

Różowy nie jest też początek nowego szefa w Sunderlandzie, bo Sam Allardyce zaczął od porażki. Co prawda jeden mecz o niczym nie decyduje, dopiero seria meczów może zdecydować o losach sezonu, ale fakt jest taki, że do bezpiecznych miejsc zespół traci pięć punktów, a szósty z różnicy bramek. Początek jeszcze obiecujący, powalający mieć nadzieję na lepsze rozstrzygnięcie, ale okazało się, że pod bramką rywala brakuje atutów. Jak do tego dołożymy błąd bramkarza, to porażka staje się faktem. Moim zdaniem Costel Pantilimon popełnił błąd. Podjął po prostu złą decyzję. Mógł wypiąstkować piłkę i zażegnać niebezpieczeństwo, a zamiast tego chciał ją złapać, będąc w tłoku zawodników. Nie ma co patrzeć na arbitra, bo nie zawsze zauważy on przewinienie, a jak dostrzeże jakieś zagranie, to niekoniecznie uzna to za faul. Moim zdaniem, a widziałem naście powtórek, to przede wszystkim błąd bramkarza, a potem przegrana walka o piłkę. Rozumiem rozżalenie menedżera, ale niestety punkt przepadł. Problemy w ofensywie jak były, tak i dalej są.

Podobnie jak problemy zespołów z kolejnej bitwy w dole tabeli. Rozumiem, że umieszczanie tu Chelsea może dziwić, ale na razie przynajmniej londyński klub walczy raczej o to, żeby nie spaść z ligi. Po meczu z Aston Villą daleki byłbym od optymizmu. W końcu rywale sami sobie strzelili bramki, bo popełnili takie błędy w defensywie, że naprawdę sztuką byłoby ich nie wykorzystać. Bardziej rywale przegrali ten mecz, niż Chelsea go wygrała. Mam wrażenie, że kończą się też pomysły jak zażegnać kryzys. Tym razem na ławce usiadł Eden Hazard, ale nie sądzę, że to coś zmieni w jego grze. Owszem, odpoczął. Tylko z innymi zawodnikami to nie zadziałało za bardzo, a Chelsea po prostu grała słabo. To na pewno nie była ta jakość, jak sezon temu, kiedy zespół demolował kolejnych rywali w drodze po tytuł. Można zaklinać rzeczywistość, ale coś nie gra. Właściciel ma związane ręce, bo koszt zwolnienia portugalskiego menedżera to prawie 40 milionów funtów. Przynajmniej może nauczy się on gospodarować siłami zespołu w dłuższej perspektywie czasowej, kto wie.

Na koniec niedzielne spotkanie, które jakoś tak na uboczu, a zakończyło się masową strzelaniną. Przed meczem można było zastanawiać się, jak zagra drużyna gospodarzy. Przed przerwą wpadli pod walec o nazwie Manchester City, potem kontuzja Tima Krula, teraz sami odpłacili się w podobny sposób rywalowi z Norwich. Tylko błędy w defensywie były, jak to ująć, olbrzymie chyba nie odda powagi sytuacji. Goście wyglądali jak grupa dzieci na wycieczce, a nie jak zespół piłkarski. W defensywie praktycznie zerowa organizacja. Mam wrażenie, że nawet zespoły z niższych lig potrafią zagrać lepiej. Staranniej w grze obronnej. Newcastle podobnie w defensywie, ale miał lepsze atuty z przodu. No i nie trafił dwa razy w słupek jak rywale. To bardzo ważna wygrana, bo bez niej nie byłoby żadnych szans na pozostanie lidze tak właściwie. Teraz jakieś szanse są, ale nie chciałbym oceniać jak duże.

Następna kolejka zacznie się w sobotę. West Ham – Chelsea to dobry początek, a potem Arsenal – Everton. W niedzielę derby. Sunderland – Newcastle (nie chcę pisać, że to sześciopak, ale waga tego meczu jest olbrzymia) oraz Manchester United – Manchester City. Można się spodziewać bramek w tym drugim spotkaniu, bo do tej pory zespoły zdobyły 39 goli. Czyli pewnie będzie bezbramkowy remis po nudnym meczu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz