_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

14.12.2015

16 Gameweek Premier League


Mam dziwne przeczucie, że w tym sezonie nie będzie żadnych wielkich wydarzeń przez okres świąteczno-noworoczny. Wszyscy przecież mówią, że ten sezon stoi na głowie. Dlaczego więc miałby być inaczej w tym najbardziej gorącym okresie w roku? Wydaje się, że nawet to ostygło.


Gorąca pozostaje walka o pozostanie w lidze i w tej kolejce mieliśmy pojedynek, który śmiało może pretendować do miana meczu o sześć punktów. Wydawało się, że Sunderland wrócił już na dobre tory w tym sezonie. Dwie wygrane w listopadzie dawały nadzieję, mecz przeciwko Arsenalowi został wpisany i tak jako porażka, więc starcie z Watfordem było pewną wygraną. Zamiast tego była niemoc w ofensywie. Tylko dwa celne strzały przez cały mecz. Pierwszy dopiero po 50 minutach. Trudno o lepszy przykład tego, że rywale zaczęli ten mecz z dużo lepszym pomysłem. Pomysłem, którego piłkarze Sunderlandu nie zrozumieli przez 90 minut. Gdyby nie Leicester, to mówiłoby się o Watfordzie, który z gracją rozprawia się z zapowiedziami przedsezonowymi, skazującymi drużynę na spadek z ligi. Nawet stosowanie ustawienia 4-4-2 pokazuje, że taktyka nie daje wyników. To mogą dać piłkarze i nie ma magicznych ustawień sprawdzających się zawsze i wszędzie. Nie może być jednak za słodko, bo drużyna wygrywa też tym, że nie ma za wysoko postawionych celów i musi przykładać się do pracy w każdym meczu. Jak za szybko piłkarze uwierzą, że są za duzi na spadek z ligi, to ich to kopnie w plecy. Wtedy będzie trudno ponownie rozpalić ten niosący zespół do przodu entuzjazm.

Skoro o problemach mowa, to wydaje się, że w chwili obecnej problemem Liverpoolu jest Christian Benteke. Można go porównać do fortepianu. Wiadomo, że nie do każdego domu pasuje jeden. W niektórych się po prostu nie zmieści, w innych przytłoczy przestrzeń swoją obecnością, wreszcie w innych będzie używany tylko jako odpowiednik regału. Przekładając to na piłkę nożną, brakuje mi pewnego pomysłu co drużyna ma zrobić ze swoim napastnikiem. Wydaje mi się, że w Aston Villi lepiej zagospodarowano jego siły. Tam był główną postacią zespołu, w Liverpoolu tej pozycji jeszcze nie ma. Po prostu nie czuje się jeszcze pewnie. To może przyjść z czasem, ale nie musi. Stąd tez takie wyniki, jak w ostatniej kolejce. Mało brakował, a drużyna by przegrała. To rozbicie Manchesteru City wywołało zmiany w podejściu innych zespołów do spotkań. Nikt przecież nie oczekiwał, że West Brom przyjedzie zagrać otwartą piłkę na stadionie Liverpoolu. Ale stałe fragmenty gry to coś innego. Pierwszy gol dla rywala to moment Simona Mignoleta. Nie zapanował on nad polem pięciu metrów, nie był można powiedzieć królem na tym obszarze. Nieuznany gol wypełniał przesłanki, o których pisałem przed sezonem klik. Odgwizduje się pozycję spaloną, jeśli zawodnik spróbuje bądź zagra piłkę, będącą blisko niego i będzie to miało wpływ na rywala (zdobycie bramki jest takim wpływem). Więc decyzja była prawidłowa, jedynie arbiter liniowy podniósł chorągiewkę dopiero po konsultacji z arbitrem głównym. On powinien ją podnieść w momencie, gdy piłka doleciała do zawodników w polu karnym. Dlatego rodzą się niepotrzebne komentarze. Byłoby pewnie więcej uwag, gdyby Liverpool nie zremisował. Długa przerwa po kontuzji gracza The Reds lekko zdemobilizowała zespół gości. Nie da się ukryć, że menedżer Liverpoolu jest bardzo dobrym psychologiem i dociera do dobrych rzeczy w zespole. Tylko że to zajmie trochę czasu, zanim będzie miało to wyraźniejszy ślad w wynikach.

Śladu w wynikach nie ma na razie w Aston Villi, ale jakie podobne wyzwania ma Remi Garde do swojego poprzednika. Tylko Tim Sherwood miał Benteke, a teraz jest Rudy Gestede. Wracając do porównać muzycznych. Fortepian został sprzedany, a w jego miejsce kupiono perkusję. Nie twierdzę, że nie można zagrać na niej czegoś fajnego. Pokazał to przecież Petr Cech niedawno klik. Natomiast nie jest to klasyczny koncert klik, prawda. Nowy napastnik wymaga po prostu innej instrukcji używania, zanim doczekamy się muzyki z jego strony. Czyli goli. W tym meczu zastanawiała mnie, jaka będzie, reakcja to może złe słowo, ale jak zachowają się piłkarze. W końcu Arsenal przyjechał po trudnym meczu w Lidze Mistrzów, dość osłabiony kontuzjami, można było liczyć na jakąś niespodziankę. Momenty były, ale za mało, żeby miało to poważniejszy wpływ na wynik. Można powiedzieć, że bramka na początku ustawiła niejako narrację meczu. Tylko że to mylne. Piłkarze Aston Villi wiedzą, że są w złej sytuacji. Wiele osób już ich pogrzebało, a piłkarzom źle się gra w takich warunkach. Wiedzą, że nawet najmniejszy błąd może mieć poważne konsekwencje. Dlatego są nerwy w grze i w myśleniu o grze. Jak menedżer wygasi te niepokoje i drużyna znów zacznie po prostu grać, to szansa na pozostanie w lidze jest. Jak nie, to czeka spadek do Championship. Tylko jak tu grać spokojnie, jak drużyna jest osiem punktów pod kreską.

Dzisiaj spotkanie pierwszej drużyny z szesnastą, czyli Leicester - Chelsea. Niby wszystko się zgadza, tylko jest inaczej. W następnej kolejce najciekawszy mecz będzie w poniedziałek, kiedy Arsenal podejmie Manchester City. W sobotę Everton - Leicester, a potem sześciopak Newcastle - Aston Villa. W niedzielę Swansea - West Ham, ten pierwszy zespół chyba już z nowym trenerem. O możliwym kolejnym sześciopaku, czyli Chelsea - Sunderland, to nawet nie chcę zaczynać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz