_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

04.01.2016

20 Gameweek Premier League


Pierwsza noworoczna kolejka. Zmienił się numerek w roku, ale nie zmieniła najlepsza liga świata. Jak widać pewne rzeczy są i będą stałe.


No i chyba tym stałym elementem tego świata jest spadek Aston Villi. Nie, źle. Nie chyba, a na pewno. Do meczu z Sunderlandem można było mieć pewne nadzieje. W końcu dopóki matematyka dawała szanse, małe ale jednak, to los zespołu nie był do końca przesądzony. Tylko trzeba było wygrać ten mecz. No i początkowo goście mieli delikatną przewagę. Tylko że nie potrafili jej wykorzystać do strzelenia bramek. Potem gol dla Sunderlandu, samobój moim zdaniem, ale za dużo miejsca pozostawione piłkarzom rywala. Potem jeszcze wyrównanie, ale wymagające fantastycznego rajdu po skrzydle i równie fantastycznego strzału. Tylko że po nim posypały się błędy, a ich ukoronowaniem była trzecia bramka dla gospodarzy. Zły wyrzut z autu, złe odegranie bramkarza, aut dla rywala, zgubione krycie. Defensywa Villi była jak drzewa w lesie, równie statyczna. Podejrzewam, że nawet na podwórku takich błędów się nie popełnia. Można mówić, że jest szansa, że jest tyle punktów do wywalczenia, ale po tym, co widziałem w tym meczu, szans nie ma. Problemem jest gra w defensywie, a tego nie naprawi się w tydzień, czy dwa. W ataku jest brak pewności siebie, a to kolejna rzecz, która będzie przeszkadzać. Zakupy? Kto niby przyjdzie, żeby spaść za kilka miesięcy. Mówiąc w skrócie potrzebny jest cud. Tylko że one nie zdarzają się co tydzień. Wtedy nie byłby to cud.

Skoro mówimy o rzeczach zdarzających się co tydzień, to nie należy do nich szczelna defensywa Liverpoolu. Ostatnie dwa mecze pozwalały mieć pewną nadzieję, że zespół naumiał się grać w obronie*. Spotkanie z West Hamem rozwiało te mrzonki. Nie naumiał się. Dwa gole stracone praktycznie w ten sam sposób. Za dużo miejsca na skrzydle, pozwolenie na dośrodkowanie, pozostawienie napastnika rywala z bocznym obrońcą, a następnie strata gola. Nie wiem, co robiła reszta defensywy. W ogóle gdzie ona była, to pytanie za milion. Zespół i prowadzący go trener powinien reagować natychmiast na to, czego doświadczy. Nie można przygotować się na wszystko, bo to niemożliwe. Można jednak nauczyć się reagować tak, żeby nic nie zaskoczyło nas dwa razy. Liverpool jakoś nie potrafi nauczyć się grać w defensywie. Podobnie jak nie umie zagospodarować swojego napastnika. Wszyscy się zgodzimy, że Christian Benteke nie jest Luisem Suarezem i nigdy nim nie będzie. On ma po prostu inne zalety, które zespół musi nauczyć się wykorzystywać. Jednocześnie on też musi nauczyć się pewnych nowych dla niego rzeczy. To wszystko powinno odbywać się latem, kiedy jest przerwa miedzy sezonami i nie ma presji, żeby zrobić to na teraz. W trakcie sezonu nie ma czasu na naukę, wszystkie nowe rzeczy muszą zostać wprowadzone w locie, natychmiast. Tylko że zagrożone jest miejsce w pierwszej czwórce. Sześć punktów, wbrew pozorom, trudno odrobić przy takich dziurach.

Co sezon Chelsea potrafiła walczyć o wysokie miejsca, teraz chyba wraca do swojej starej normy. Owszem, początek meczu z Crystal Palace był mocno nijaki. Wiadomo, derby i mecz na wyjeździe, ale kontuzje pozostawiły ślad na zespole gospodarzy. Tam po prostu brakowało argumentów na grę do przodu. W innych warunkach byłoby prowadzenie gospodarzy jedną czy dwiema bramkami i mielibyśmy rozstrzygnięty mecz, ale gospodarze zaczęli popełniać błędy. Pozwolili, żeby Chelsea się rozpędziła. Pierwszy gol niby łatwy do zapobieżenia, ale padł. Podobnie drugi i trzeci. Nadmierne oczekiwania, bo w końcu zespoły dzieliło jedenaście punktów, zgubiły gospodarzy. To był ten moment, kiedy drużyna nie mogła, ale musiała. Tak się nie da grać z Chelsea. Nie ma co patrzeć na pozycję w tabeli, bo ona kłamie. Nie pokazuje prawdziwej siły zespołu. Chelsea pójdzie w górę, ale czy załapie się na miejsce w TOP4? Raczej nie. Bardzo optymistycznie skończy się miejscem dającym prawo gry w Lidze Europy, no chyba że zespół wygra Ligę Mistrzów.

Inne problemy ma obecnie Tottenham, bo nie da się ukryć, że spotkanie z Evertonem potwierdziło pewne rzeczy. To dalej nie jest zespół mogący walczyć o tytuł. Na to przyjdzie czas za 1-3 sezony, kiedy młodzi dorosną, a wzmocnienia wyeliminują pewne słabości. Ale miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów już jest możliwe. W tym spotkaniu było blisko, bo został obity słupek i poprzeczka, ale jednocześnie daleko, bo jeden udany rajd gospodarzy mógł dać im komplet punktów. Menedżer gospodarzy całkiem sprawnie potrafi ułożyć klocki w ofensywie. Wykorzystać to, co jest mocną stroną danego gracza. Natomiast problemy w defensywie, gra z ułańską fantazją czasami, sprawia, że nie ma miejsca w czołówce. Fakt, że mecz był bardzo ładny i emocjonujący nie daje żadnych dodatkowych punktów. A przecież to one liczą się na końcu, a nie żadne ozdobniki w czasie meczu. Trzy punkty przewagi Spurs i czwarty z bramek mogą stopnieć w jednej kolejce nawet.

Następna kolejka we wtorek 12 stycznia, bo za tydzień jest FA Cup. Wtorkowy mecz Bournemouth - West Ham powinien potwierdzić, czy odrodzenie gości ma faktycznie miejsce. No a w środę wielki mecz Tottenham - Leicester. Liverpool - Arsenal, z całym szacunkiem, jakoś nie ma tej magii.

* klik

4 komentarze:

  1. W sumie fajny blog.
    Niestety nie działa PPM więc raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Zagadką dla mnie są jednak słowa o PPM. To moim zdaniem nie przeszkadza w czytaniu bloga.

      Usuń
  2. Ciekawiło mnie czy odpowiesz.
    Nie działają gesty myszy. To uciążliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzę, że to nie reklama, to staram się odpisać, w zależności od czasu który mam. Gestów myszy sam nie używam, dlatego nie było to nigdy jakimś priorytetem dla mnie. Po raz ostatni myszy komputerowej używałem kilka lat temu.

      Usuń