_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

29.02.2016

27 Gameweek Premier League


Piłka nożna to nie matematyka, więc nie obowiązują w niej reguły wyniesione z lekcji tego przedmiotu. Przede wszystkim poprzednie sezony i mecze nie mają wpływu na to, co dzieje się teraz. Dlatego Arsenal wciąż może mieć szansę na tytuł, mimo tej szóstej, niby granicznej porażki. Tylko po meczu z Manchesterem United nie byłbym taki przekonany.


Który to już raz widziałem, jak zespół implodował sam z siebie w momencie, kiedy musiał po prostu wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Nie jest problemem wygrywanie, gdy mecz, czy sezon, układa się po naszej myśli. Problem pojawia się w momencie, gdy dane spotkanie, czy dane rozgrywki, zaczynają zmierzać w kierunku, gdzie na końcu czeka tylko porażka. Wtedy potrzebny na boisku jest lider. Piłkarz, który weźmie na siebie odpowiedzialność za mecz i nie schowa się między źdźbłami trawy. Albo menedżer, który odpowiednimi zmianami wpłynie na wydarzenia boiskowe. Mecz z Manchesterem United przegrał Arsene Wenger. Dołożył dużo do porażki swojego zespołu. Ja naprawdę chciałbym zobaczyć innego szkoleniowca, który może zrobiłby coś innego, całkiem możliwe że lepszego, od obecnego menedżera. W końcu na jakiej pozycji grał Theo Walcott? Środek ataku? Przez cały mecz znosiło go na prawą pomoc, czyniąc go nieefektywnym. Prawoskrzydłowy? W razie czego nie mógłby dośrodkować sam do siebie. Inny menedżer przekazałby jasno i klarownie czego oczekuje od piłkarza. Czasami za dużo wolności i swobody pozostawione piłkarzowi sprawia, że będzie on zagubiony jak dziecko w lesie. Do tego zmiany, które moim zdaniem zupełnie nie trafiły w przebieg meczu. Mohamed Elneny? W momencie kiedy zespół strzelił drugą bramkę, wpuszczamy na boisko defensywnego pomocnika, dla którego jest to debiut w lidze. Jak chcesz spalić piłkarza, to robisz to w taki sposób. O mało co, a szybko wyleciałby z boiska z czerwoną kartką. Arsenal zagrał tak, jakby nie chciał wygrać. Tak jakby osiągniecie szczytu było zablokowane przez jakaś niewidzialną barierę. Nie zaryzykował. W końcu gospodarze nie zagrali wielkiego meczu. Wyłączyli z gry Mesuta Özila i to tak właściwie wystarczyło. Dobra forma w debiucie ligowym Marcusa Rashforda nie powinna być zaskoczeniem. W końcu skoro ja oglądałem w telewizji mecz pucharowy, gdzie błysnął, to nie mogli tego zrobić piłkarze Arsenalu, a trenerzy przygotować się na wariant, gdzie ten młody chłopak wychodzi w pierwszym składzie? Naprędce sklecona defensywa gospodarzy nie została nawet porządnie przetestowana. Ja wiem, że ten sezon jest szalony, ale z taką grą trudno myśleć o tytule. Inne zespoły z czołówki są głodne sukcesu i dają z siebie te ekstra 10%. Arsenal sprawia wrażenie, że czeka aż ktoś poda mu tytuł na talerzu. To nie ma prawa się udać.

Ciekawe za to, czy Chelsea uda się dojechać na koniec sezonu do miejsc w pierwszej czwórce. Zakładając, ze co mecz drużyna będzie odrabiać punkt, to nawet jest możliwe. Mecz z Sotonem był w cieniu rekordu, jaki pobił Fraser Forster. Tylko gol, który zakończył serię, był dość komiczny. O ile druga bramka dla Chelsea to już stadiony świata, bo rzadko widuje się uderzenie piłki głową tak silne, tak pierwsza po prostu powinna nie paść. Wcześniej arbiter liniowy pokazywał co prawda faul, ale jakie to ma znaczenie, skoro akcja toczyła się już w innej części boiska. Nie wiem, co chciał zrobić bramkarz. Wybić piłkę nogą? Nie zareagował odpowiednio szybko na strzał? Czy po prostu umysł podjął dwie decyzje, a ciało nie wykonało dobrze żadnej. Można powiedzieć szkoda serii, ale chyba bramkarz nie do końca ją udźwignął. Tylko że to nie zmienia tego, że gospodarze nie potrafili utrzymać wygranej. Chelsea musiała odreagować zwolnienie Jose Mourinho, ale wydaje się, że to znów jest trudny do pokonania zespół, który ma wiele argumentów na grę z przodu. Wydaje się, ze ten entuzjazm znów został obudzony i piłkarzom chce się chcieć. To zły znak dla rywali.

Zakończę meczem, który był pierwszy w tej kolejce, czyli starciem West Ham - Sunderland. Nie będę ukrywał, że sądziłem iż spotkanie zakończy się wynikiem remisowym. Tylko że to był mecz dwóch 45 minutowych okresów. W pierwszej połowie goście, mimo wyjazdu na zgrupowanie w trakcie sezonu do Dubaju, sprawiali wrażenie, że brakuje im tego jarda na boisku. To nie była taka intensywność, jakiej można byłoby się spodziewać po zespole walczącym o pozostanie w lidze. No i też błędy, bo jedyny gol został podarowany rywalom tak właściwie. Co prawda były później poprzeczki, ale to jest strzał niecelny. Po zmianie stron goście się dotarli, ale jednocześnie nie potrafili wykorzystać swoich okazji na strzelenie gola. To może na koniec zgubić zespół, bo ocen za wrażenia artystyczne nie ma. Tylko że to taki moment sezonu, że dobrze jest być w formie. Dlatego ciągle jest światełko w tunelu i to nie jest na razie nadjeżdżający pociąg.

Następna kolejka jutro. We wtorek najciekawiej zapowiada się chyba mecz Sunderland - Crystal Palace. W środę derby Londynu, czyli West Ham - Tottenham, a w tym samym czasie rewanż za finał Pucharu Ligi, czyli Liverpool - Manchester City.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz