_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

21.03.2016

31 Gameweek Premier League


Rzadki moment, kiedy do następnego spotkania w lidze są dwa tygodnie, a menedżer (coraz bardziej kusi napisać trener, bo wzorce z kontynentu przenikają ligę coraz wyraźniej) ma w końcu czas, by opracować jakąś sztuczkę taktyczną.


W meczach z Evertonem już nawet nie trzeba opracowywać sztuczek, bo gra defensywna zespołu zaowocuje w końcu golem. Powiedziałbym, że jest niedojrzała, ze skłonnościami samobójczymi. Jak się uda, to wszystko w porządku. Zespół gola nie traci. Tylko rzadko kiedy się udaje. 28 straconych goli na własnym stadionie. W najsilniejszych ligach Europy tylko francuski Troyes jest "lepszy", ale ich wybatożył niedawno PSG 9-0. Arsenal zagrał po prostu uważnie w defensywie, wystawił do składu dwóch defensywnych pomocników i nie pozwolił na rozwinięcie się atakom Evertonu (Francis Coquelin i Mohamed Elneny). Świadczą o tym tylko dwa celne strzały przez cały mecz. To za mało, żeby uznać, że defensywa Arsenalu została przetestowana w poważniejszy sposób. Trudno było o lepszy moment na ten mecz. Kanonierzy przegrali w Lidze Mistrzów, w Pucharze Anglii, wreszcie w lidze mieli fatalną serię (jeden punkt na dziewięć możliwych). Jak nie teraz, to kiedy można zapytać. Na miejscu menedżera Evertonu bardzo poważnie bym się obawiał o pracę. Dostał duże wsparcie, o jakim David Moyes mógłby tylko pomarzyć. On się jedynie dopominał o takie zakupy. Tylko Roberto Martinez nie potrafi tego wsparcia i potencjału przekuć na wyniki. Można się tłumaczyć, że wypadł Gareth Barry, ale to nie ma sensu. Z nim gra wygląda bardzo podobnie. Problem tkwi niestety w menedżerze, który uparcie trzyma się swoich schematów. Dlatego z drużyny robi się drugie Wigan. Dobry występ w pucharze, gdzie nie ma presji i ktoś inny musi, oraz fatalna gra w lidze, zwłaszcza na swoim stadionie. W ostatnim sezonie Wigan w Premier League drużyna straciła 39 goli na swoim stadionie. No ale w defensywie Evertonu są reprezentanci swoich krajów. Dlatego tylko 28 goli straconych i trzy meczu u siebie do końca sezonu. Tak więc wynik poprzedniego zespołu menedżera nie zostanie pobity. Chyba. Ale w przyszłym sezonie będzie poważnie zagrażał spadek z ligi, jak się nic nie zmieni.

W tym sezonie może on dotknąć bohaterów Tyne-Wear derby, bo po tym spotkaniu oba zespoły wylądowały w strefie spadkowej, a podział punktów jest fatalnym wynikiem (szczególnie po wyjazdowej wygranej Norwich z West Brom). Sam Allardyce zaskoczył rywala. Jan Kirchhoff w roli defensywnego pomocnika skutecznie wyczyścił środek pola z ataków rywala. Dlatego w pierwszej połowie goście mogli i powinni zdobyć kilka bramek. Tylko brakowało tego odpowiedniego wykończenia akcji czasami. Po zmianie stron zrewanżował się Rafa Benitez. Jego piłkarze rozciągnęli zespół rywala, poszukali szerokości i wpływ niemieckiego gracza już był mniejszy. Można powiedzieć, że został on odpowiednio zneutralizowany.. W nagrodę padł gol wyrównujący, wymagający odrobiny magii, ale walka o pozostanie w lidze będzie bardzo trudna. W dalszym ciągu brakuje trochę jakości na boisku, a to ma duże znaczenie.

Problemy z jakością ma Manchester City, który przegrał derby i otworzył rywalizację o czwarte miejsce. Ta porażka ma twarz Martina Demichelisa. Zagrał z konieczności, bo kontuzje wyeliminowały jego kolegów z defensywy, ale widać wyraźnie, że poziom Premier League to już za dużo jak na jego możliwości. Przy golu Marcus Rashford nie dał mu nawet szansy na interwencję. Był po prostu za szybki. Potem Argentyńczyk spowodował swoim zagraniem kontuzję Joe Harta. Jedyne za co nie odpowiada, to słabość linii ataku. Bez momentu magii Sergio Aguero zespół wydaje się kompletnie pozbawiony argumentów na walkę z przodu. Szczerze mówiąc nie chciałbym napastnika, który zdobywa trzy bramki w co piątym meczu. W piłce nożnej lepszym graczem będzie ktoś, kto zrobi coś pozytywnego w każdym meczu, a nie kilka dobrych rzeczy w jednym, a potem zniknie na jakiś czas. Może to jest prawdziwy powód, dlaczego Argentyńczyk ciągle jest w Manchesterze. Zespół jest strasznie jednowymiarowy, zewsząd wychodzą luki i dziury w składzie. Trudno mi sobie wyobrazić udaną rywalizację z PSG w Lidze Mistrzów. A w lidze krajowej trzeba się martwić o zajęcie miejsca pozwalającego zagrać w Lidze Mistrzów. Nie wiem, jak została skonstruowana umowa z Pepem Guardiolą. Może się okazać, że brak Ligi Mistrzów będzie oznaczał automatyczne rozwiązanie kontraktu z Hiszpanem. Czyli Guardiola jest na rynku, bez klubu, a Manchester City bez szkoleniowca, bo niby kto wejdzie posprzątać skład, jak nie będzie bonusu w postaci Ligi Mistrzów. Wiele się może dziać w wakacje. Na razie jednak trzeba dograć ten sezon. Tylko czy ten menedżer, oficjalnie już zwolniony, będzie w stanie z powrotem rozpalić piłkarzy i doprowadzić ich do tych miejsc w pierwszej czwórce. Na to pytanie może odpowiedzieć tylko czas.

Następna kolejka zacznie się w kwietniu. Norwich - Newcastle to spotkanie, które wyłoni jednego ze spadkowiczów. Szkoda, że w tym samym czasie Sunderland - West Brom. Później Liverpool -Tottenham. Jak goście chcą potwierdzić, że walka o tytuł to coś realnego, to muszą wygrać po prostu. W niedzielę za to Leicester - Southampton i Manchester United - Everton. Wbrew pozorom każda drużyna o coś walczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz