_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

18.04.2016

34 Gameweek Premier League


Co prawda ta kolejka rozgrywana jest aż do czwartku, ale suplementu w razie czego nie będzie. Tak właściwie wszystkie ważne sprawy są rozstrzygnięte, może jedynie kwestia tytułu się skomplikowała. Nieznacznie, albo znacznie, zależnie od tego z której strony patrzymy. Za to w strefie spadkowej wszystko jest już jasne, po meczu w tej kolejce.


Z pojedynku Norwich - Sunderland uderzyła mnie jedna rzecz. Alex Neil, szkoleniowiec gospodarzy, dobrał złą taktykę na to spotkanie. I jego, i zespół, zjadły nerwy. Sunderland ma Sama Allardyce’a, człowieka, który doskonale wie jak przygotować zespół do starć o wszystko. Taktyka jego zespołu była prościutka jak budowa cepa. Defensywa, defensywa i jeszcze raz defensywa, a w ataku długie piłki do jedynego napastnika. Jermaine Defoe ma swoje lata, ale wciąż potrafi być groźny. Jak do tego dołożymy błędy, na które pozwolił Sunderland rywalom, to prosty przepis na katastrofę. Przewaga gospodarzy była spora, ale nie zostawiła ona niczego w ostatecznym wyniku. Natomiast goście potrafili wykorzystać te ćwiartki szans, które podarował im przeciwnik. Pierwszy gol i błąd, nie bójmy się tego powiedzieć, Andre Wisdoma. Napastnik Sunderlandu Fabio Borini był sam w polu karnym i miał przeciwko sobie piątkę obrońców. Nawet jak uwagę dwóch czy trzech zajmował wspomniany już Defoe, to zupełnie niepotrzebna była próba odebrania mu piłki. Gola i tak by nie strzelił. Zamiast tego wywalczył rzut karny. Drugi gol podobny, błąd zawodnika Norwich. Sebastien Bassong postanowił sprawdzić, jak to jest być Lionelem Messim. Tylko że on nie ma takiej techniki do dyspozycji. Została odebrana mu piłka, tam było za mało na odgwizdanie faulu moim zdaniem, a z szybką kontrą nie poradziła sobie defensywa zespołu. Trzeci gol podobny, mówię o takich bramkach, że są za łatwe, bo rywale za bardzo się nie napracowali żeby zdobyć gola. Koniec końców prosta taktyka, odrobina błędów rywala i pewna wygrana pozwalająca myśleć o pozostaniu w lidze. Realnie myśleć, bo w terminarzu można znaleźć może nawet i 12 punktów do końca. Po takiej wygranej wszystko jest możliwe.

Podobnie jak w walce o tytuł. Mówiłem, że spotkanie Leicester - West Ham może być ważne dla losów tabeli i teraz trzeba zobaczyć, co ten wynik i mecz zrobił z klubem gospodarzy. Na chwilę obecną chyba wiem, co on zrobi z arbitrem tego meczu, bo pogubił się on strasznie. Tak właściwie każde zagranie piłki w pole karne którejś drużyny prowadziło do walk wręcz między piłkarzami. Zabrakło mi jasnej deklaracji ze strony arbitra, że te zapasy muszą się skończyć, bo inaczej posypią się rzuty karne. Albo innej deklaracji, że nie będzie zwracał uwagi na te przepychanki. W ten sposób nie padłby gol dla West Hamu, wyrównujący wynik meczu. W końcu jeśli za takie zagranie był odgwizdany faul, to można zadać sobie pytanie dlaczego naście poprzednich zagrań nie doczekało się reakcji arbitra. Potem jednak arbiter popełnił największy błąd moim zdaniem, bo zaczął wyrównywać pomyłki kolejnymi pomyłkami. Rzut karny dla Leicester? Nigdy bym go nie odgwizdał. To było czyste wejście bark w bark, może trochę przypadkowe, ale czyste. W innym miejscu boiska nikt by nie narzekał, że sędzia nie zareagował. Piłka nożna to sport kontaktowy, piłkarze grają nie tylko nogami. Czasami używają swojej siły fizycznej i jak robię to zgodnie z przepisami, to nie ma powodu, żeby uznawano to za faul. No a tutaj arbiter postanowił wynagrodzić gospodarzy za wcześniejsze swoje pomyłki. Czy czerwona kartka dla najlepszego napastnika Leicester była pomyłką? Moim zdaniem nie. Arbiter pierwszą kartkę pokazał też w nagrodę za nadmierną agresję piłkarza. No a przy drugiej Vardy nie zostawił za dużo miejsca na ocenę. Chyba zapomniał, że ma już upomnienie na koncie, więc pretensje może mieć tylko do siebie. Podobnie jak zawieszenie zostanie przedłużone za mało parlamenty język, gdy rozmawiał z arbitrem. Tylko losy walki o tytuł zależą teraz od piłkarzy Tottenhamu, ale oni mecz zagrają dzisiaj wieczorem.

Za to w sobotnie wieczór był mecz, który temperaturą przypominał nieco typowe spotkanie o nic w końcówce sezonu, czyli Chelsea - Manchester City. Po gospodarzach widać było wyraźnie, że rozpoczęli przebudowę z myślą o kolejnych rozgrywkach. Dlatego ten skład trochę łatany i nie był za bardzo w stanie poradzić sobie z szybkimi atakami rywala. No a goście myślą już o meczach w Lidze Mistrzów. Dlatego trudno było dostrzec nadmierne zaangażowanie. Po prostu typowy mecz końca sezonu, gdzie jeden zespół wietrzy szatnię i daje szansę zawodnikom, którzy mogą być w składzie za rok. No a drugi szykuje się na dwa ważne spotkania. Co tu dużo ukrywać, od dwumeczu z Realem Madryt zależy bardzo dużo w kontekście, czy ten sezon będzie zaliczony na plus, czy jednak na minus. Dlatego ten mecz, mimo głośnych nazw, nie dorósł do oczekiwać przedsezonowych. W sierpniu zapowiadał się mecz mogący decydować o tytule.

Co prawda do czwartku są mecze, ale następna kolejka w sobotę, zdrowo okrojona przez mecze pucharowe. Liverpool - Newcastle, bo goście muszą, no chyba że nie chcą zostać w lidze. Za to w niedzielę Sunderland - Arsenal (gospodarze muszą, goście są już chyba w nastroju wakacyjnym) no i Leicester - Swansea (jaka będzie reakcja gospodarzy na mecz z niedzieli).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz