_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

03.05.2016

36 Gameweek Premier League


Czekałem z podsumowaniem tej kolejki do momentu, aż wyjaśni się sprawa tytułu. Co prawda szanse na zmianę lidera były minimalne, ale były, a w tym zwariowanym sezonie wszystko mogło się zdarzyć. Zanim jednak przejdę do spotkań rozstrzygających kwestię tytułu, kilka słów o walce w dole tabeli.


W końcu to jedyna walka, gdzie jeszcze nie wiadomo, jak się to wszystko zakończy. Rozumiem, że Newcastle chyba złapało wiatr w żagle, bo wygrana z Crystal Palace i brak wyników bezpośrednich rywali pozwala mieć pewną nadzieję. Tylko nie oszukujmy się, w tym momencie sezon wszedł w okres, kiedy predykcja nie ma już żadnego znaczenia, a jeden wynik zaprzeczający przewidywaniom może zmienić tabelę. Norwich próbował w meczu z Arsenalem. Pewnie innego dnia urwałby jakieś punkty, bo w końcu gra przeciwko zdemoralizowanemu rywalowi powinna zakończyć się jakąś nagrodą. Tylko że Arsenal ma więcej atutów czysto piłkarskich niż Kanarki. Dlatego mimo tej pewnej równowagi na boisku, to gospodarze swoją szansę wykorzystali, a goście nie. Teraz punkty są niezwykle ważne, bo na koniec one decydują. Trzeba wygrywać. A jak nie możesz wygrać, przynajmniej zremisuj, co pokazał Sunderland. Tutaj można też dodać, że błędy arbitra też mają podwójne znaczenie w tej rywalizacji. Nie można ich już w razie czego odrobić. Gol dla Stoke to moim zdaniem błąd sędziego, bo tam był faul na defensorze Sunderlandu przed zagraniem piłki. Nie uwierzę, że Peter Crouch nie wie jak pomóc sobie w walce o pozycję, używając różnych zagrywek nie do końca zgodnych z przepisami gry. Co innego walka o piłkę, gdy dwójka zawodników ma równe szanse, co innego, gdy zachowanie jednego ogranicza szanse drugiego gracza. Tylko podejrzewam, że arbiter tego nie widział, a musi być pewny na sto procent, że faul miał miejsce. Rzut karny to nie rewanż za decyzję, ale po prostu zawodnik Stoke dał się oszukać we własnym polu karnym i faulował napastnika gości. W doliczonym czasie gry mógł po prostu dać szansę rywalowi na popełnienie błędu, nie być przesadnie aktywnym. Wracając do Newcastle, Rafa Benitez osiągnął coś, co wydawało się niemożliwe, czyli zespół ma realną szansę na zostanie w lidze. Wiem, że na dole tabeli jest ciasno, ale oni mają szansę na dwie wygrane. Sunderland ma mecz więcej do rozegrania, ale gdzieś pewnie straci punkty. Norwich podobnie, trudno uwierzyć w komplet wygranych. Tak więc wszystko w nogach piłkarzy Newcastle. Muszą wygrać dwa razy i liczyć na to, że presja przeszkodzi rywalom przynajmniej w jednym meczu.

Presja nie spętała piłkarzy Leicester, którzy co prawda źle zaczęli mecz w Manchesterze, ale uratowali punkt w tym stosunkowo trudnym meczu. Stosunkowo, gdyż gospodarze walczą o miejsce w pierwszej czwórce, chociaż mam wrażenie, że chodzi raczej o powrót do roku 1990, kiedy w finale Pucharu Anglii zespół Manchesteru United zmierzył się z Crystal Palace. Ówczesna wygrana pozwoliła drużynie dołączyć do grona tych najlepszych zespołów. Dlatego teraz przez media przemknęła wiadomość, że będzie wypłacone odszkodowanie za brak umowy z Jose Mourinho, obecny menedżer mówi o sierpniu, chyba nawet miejsce poza pierwszą czwórką zostanie wpisane w koszty, bo tam liczy się po prostu na powtórkę historii. Można powiedzieć, że nawet tytuł Leicester to potwierdza, bo wtedy w tej roli był zespół Blackburn. Oczywiście, że historia nie powtarza się dokładnie tak samo, ale pewne procesy już tak. Dlatego Manchester cierpliwie czeka, bo po Blackburn w 1995, była potrójna korona w 1999. Tylko jak wiadomo, przyszłość czasami meandruje i nie zawsze dzieje się to, co ktoś przewidywał.

Skoro już wspomniałem o tytule, to nie ma co ukrywać, że Tottenham nie ma już szans na wywalczenie pierwszego miejsca. Trochę szkoda, że Leicester nie wygrał tytułu na boisku, a wynik innego spotkania na to pozwolił, ale chyba nikt o to nie dba. No a sam mecz derbowy z Chelsea, cóż, piękne gole, ale też pod koniec wyciekły emocje i to cud, że zespół Tottenhamu dotrwał do końca w komplecie. Do przerwy wydawało się, że goście są w stanie dokonać czegoś niemożliwego, czyli wygrać na Stamford Brigde. Po raz ostatni miało to miejsce w 1990 roku, więc już są nowe generacje kibiców, którzy nigdy nie doświadczyli tego wydarzenia w swoim życiu. Nie padł jednak trzeci gol, mimo dobrych szans, więc Chelsea ukarała rywala i doprowadziła do remisu. Jak w Grze o Tron jednym z bohaterów jest Kingslayer, tak w Premier League mamy Kingmakera. W końcu gol Edena Hazarda już drugi sezon koronuje nam mistrza Anglii. Szkoda jedynie, że ten gol wyzwolił wiele negatywnych emocji z piłkarzy gości. Wiele wślizgów, które mogłyby się skończyć złamaniem nogi. Wiele niepotrzebnych utarczek między piłkarzami. W jednej nawet szkoleniowiec Tottenhamu wziął udział. Do tego brzydkie zachowanie, po którym Mousa Dembele odpocznie sobie od piłki na jakiś czas. Co jak co, próba uszkodzenia oka nie może przejść niezauważona. Wiem, że Diego Costa jest nieprzyjemnym graczem, ale to przesada. Wydawało mi się, że to tylko Dele Alli ma ten gen złośliwości w sobie, kiedy gra sportowa przemienia się w chęć udowodnienia, kto jest twardszy. Okazało się, że jednak to było dość powszechne w zespole. Szkoda trochę, że ten sezon Tottenhamu skończył się w taki sposób. Szanse na tytuł były tylko matematyczne, więc te emocje były niepotrzebne. Menedżer też powinien w przewie wylać wiaderko lodu na głowy piłkarzy, żeby nie zagotowali się oni w trakcie drugiej połowy. Co jak co, szansa na zdobycie stadionu Chelsea była. Prowadzić dwie bramkami do przerwy to bardzo duży kapitał, ale zespół go roztrwonił. Wiem, że jest Liga Mistrzów, ale tam też trzeba mieć chłodną głowę i się nie zagotować.

Następna kolejka w sobotę. Norwich - Manchester United. a potem Sunderland - Chelsea. W niedzielę Manchester City - Arsenal, bo goście mają szansę na drugie miejsce. 

PS Tytuł dla Leicester oznacza też, że Polak Marcin Wasilewski też jest mistrzem Anglii. Co prawda nie rozegrał wymaganej liczby spotkań, ale jest na tyle ważnym członkiem zespołu, że na pewno dostanie medal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz