_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

04.05.2016

Kwiecień 2016 w Premier League


Ostatnie podsumowanie miesiąca (ostatnia kolejka kwietnia trwała do drugiego maja). Ten szalony sezon się kończy, co pewnie niektórzy przyjmują z ulgą, niektórzy ze wściekłością, ale chyba nikt nie może być obojętny. Co jak co, niespodzianek nie zabrakło, niezależnie od tego w które miejsce tabeli patrzymy. Po kolei kluby poniżej, a poprzedni miesiąc klik.


Miejsce 20 ze średnią zero! punktów na mecz

Aston Villa (poprzedni miesiąc 0.00) - powiedzmy to szczerze, są konsekwentni. Do bólu. Co prawda czuję, że jeszcze jeden mecz może im wyjść, ale jakie to już ma znaczenie. Jedynie mogą zaszkodzić rywalowi. Teraz przed nimi trudny sezon w Championship, gdzie mniejsze znaczenie mają ozdobniki taktyczno-techniczne, a większe ciężka fizyczna orka.


Miejsce 19 ze średnia 0.33 punktu na mecz

West Bromwich (poprzedni miesiąc 1.75) - to pierwszy klub, który pewnie myśli o zrobieniu Leicester. Czyli zwolnieniu menedżera, a potem szturmie na pozycje pucharowe. Tylko że to nie jest takie proste. Mieli szansę na walkę o miejsce w górnej dziesiątce, ale ten menedżer nie potrafi za bardzo budować zespołu stworzonego do większych celów.


Miejsce 18 ze średnią 0.40 punktu na mecz

Stoke (poprzedni miesiąc 2.00) - to kolejny klub mający szkoleniowca, którego przerasta walka o coś większego. To chyba presja gubi i piłkarzy i trenerów. Zgoda, że mieli trudnych rywali, ale stracić 12 bramek w trzech meczach to katastrofa. W końcu po czym poznać dobrego menedżera? Potrafi on zorganizować grę defensywną swojego zespołu.


Miejsce 17 ze średnią 0.60 punktu na mecz

Bournemouth (poprzedni miesiąc 2.00) - trochę szkoda, że przegrywają wszystko jak leci, poza meczem z Aston Villą, ale gdy decydującym czynnikiem jest jakość, to od razu wyniki poszły w dół. Zostali teraz, ale to następny sezon będzie trudny.


Miejsce 16 ze średnią 0.75 punktu na mecz

Norwich (poprzedni miesiąc 0.80) - coś nie do końca udały się te sześciopaki, bo zespół jest w strefie spadkowej i może liczyć jedynie na cud. Na chwilę obecną to jest spadkowicz, no chyba że wymyśli coś, czego nie ma w skrypcie na ten sezon. Tylko jakoś trudno w to uwierzyć.


Miejsca 14-15 ze średnią 1.00 punktu na mecz

Crystal Palace (poprzedni miesiąc 0.50) - udało im się nie spaść, bo szanse na to są minimalne, no i zagrają w finale Pucharu Anglii. Zresztą w tym miesiącu wyniki ligowe miały już mniejsze znaczenie. Dla nich liczy się tylko finał, bo on daje więcej korzyści.

Everton (poprzedni miesiąc 1.00) - jak mam być szczery, to tam chyba czeka się na koniec sezonu i rozliczenie obecnego szkoleniowca. Co z tego, że potrafi on dodać blasku grze ofensywnej, skoro defensywa leży i radośnie kwiczy pod płotem. Konsekwencje zostaną wyciągnięte, a czy menedżer się uratuje to pytanie bez jasnej odpowiedzi. Zwolnienie to nie jest jedyny ratunek w razie czego.


Miejsce 13 ze średnią 1.20 punktu na mecz

Sunderland (poprzedni miesiąc 0.75) - poprawili się w defensywie, ale jednocześnie stali się mniej groźni w ataku. Wiem, że można oceniać ich szanse na pozostanie dość wysoko, ale w tym momencie liczą się tylko wyniki, a nie predykcja.


Miejsce 12 ze średnią 1.33 punktu na mecz

Newcastle (poprzedni miesiąc 0.25) - tu również można powiedzieć, że jest wiele znaków pozytywnych, ale czasami jeden błąd potrafi przesądzić wynik meczu. Rywalizacja o pozostanie w lidze będzie zacięta, a skoro mamy jedno wolne miejsce tylko, to ktoś mający znanego menedżera spadnie z ligi. Napiszę tak, Rafa Benitez spadł z ligi, gdy prowadził klub Extremadura, to teraz powiedziałbym, że nie spadnie.


Miejsca 9-11 ze średnią 1.40 punktu na mecz

Chelsea (poprzedni miesiąc 2.00) - można powiedzieć, że ukoronowali Leicester remisując z Tottenhamem, ale sąsiedzi z miasta zaszkodzili sobie wcześniej sami. No a Chelsea już się szykuje do nowego sezonu, który może być trudny. Dlatego to sprawdzanie na kogo można liczyć od sierpnia, bo kilka nazwisk pewnie zniknie ze składu.

Swansea (poprzedni miesiąc 1.80) - walczą już tylko o miejsce w środku tabeli, ale nie oszukujmy się, to nie jest rywalizacja przykuwająca większą uwagę. Pokazali, że stać ich na dobre wyniki, więc przyszły sezon powinien być bez tej nerwówki.

Watford (poprzedni miesiąc 0.25) - mignęły mi gdzieś informacje, że klub myśli o zmianie trenera, ale dlaczego miałby to robić. Byli beniaminkiem w tym sezonie, a mają pewną pozycję w środku tabeli, dotarli do półfinału Pucharu Anglii, czego więc chcieć więcej. Przerost ambicji prezesów też ma negatywne konsekwencje w razie czego.


Miejsca 7-8 ze średnią 1.80 punktu na mecz

Tottenham (poprzedni miesiąc 2.00) - ale te derby z Chelsea mogą zaszkodzić. Zespół pokazał, że nie jest w stanie poradzić sobie z presją, a to nie wróży dobrze na przyszłość. To może mieć konsekwencje nawet w tym sezonie, jak liga uzna, że te zachowania, transmitowane na cały świat, muszą zostać w jakiś sposób napiętnowane, bo szkodzą wizerunkowi ligi. Trochę szkoda, że ten bardzo udany sezon kończy się w taki sposób.

West Ham (poprzedni miesiąc 2.50) - przegrali mecz o finał pucharu, powalczą więc pewnie o miejsce w pierwszej czwórce. Tylko że w tej walce muszą pomóc rywale. Mimo wszystko jest nadzieja, że w przyszłości będą silnym zespołem, regularnie bijącym się nawet o tytuł.


Miejsce 6 ze średnią 1.83 punktu na mecz

Liverpool (poprzedni miesiąc 2.00) - czyli wybrali jednak drogę przez Ligę Europy. Z ligi krajowej nie uda się awansować do Ligi Mistrzów, ale w pewnym momencie oni już przestali dbać o wysokie miejsce. Teraz liczą się dla nich dwie wygrane w pucharach i nic więcej.


Miejsca 3-5 ze średnią 2.00 punktu na mecz

Arsenal (poprzedni miesiąc 1.00) - podejrzewam, że pierwsze miejsce Leicester boli, bo mistrz został odprawiony dwa razy w dość przekonujący sposób. Mam wrażenie, że zawiódł czynnik psychologiczny, a piłkarze nie udźwignęli presji wychodząc na pozostałe mecze. Liga Mistrzów będzie, ale to małe pocieszenie. No ale finansowo wszystko się zgadza i wygląda zielono, więc nie ma powodu do paniki.

Manchester United (poprzedni miesiąc 2.25) - trzeba to powiedzieć jasno, że Manchester potrzebuje pomocy rywali, żeby zagrać w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. To już nie jest zadanie, które może wykonać samodzielnie. Jest szansa na trofeum, ale liczono na więcej.

Southampton (poprzedni miesiąc 1.40) - kolejny klub, któremu ktoś ukradł miano sensacji sezonu. Mieli formę na koniec rozgrywek, ale jednak potracili głupie punkty, więc Ligi Mistrzów nie będzie. No ale będzie chyba Liga Europy, więc jest dobrze.


Miejsce 2 ze średnią 2.17 punktu na mecz

Manchester City (poprzedni miesiąc 1.00) - zastanawiam się, czy menedżer klubu nie chce zrobić sztuczki. Wygrać Ligę Mistrzów, a jednocześnie spaść na piąte miejsce w lidze krajowej. Jak jednocześnie Liverpool wygra Ligę Europy oznacza to, że drużyna z czwartego miejsca w lidze nie zagra w Lidze Mistrzów klik. To byłoby pożegnanie z klubem, które kibice wspominaliby latami, bo to sąsiedzi z miasta zajmą czwarte miejsce. Tylko czy ten plan wypali, to pierwszą część zobaczymy dzisiaj wieczorem. Bo jak nie, to Manchester City zajmie miejsce w pierwszej czwórce. Chyba że ktoś chce, by Pep Guardiola zaczynał od Ligi Europy.


Miejsce 1 ze średnią 2.20 punktu na mecz

Leicester (poprzedni miesiąc 2.60) - wszyscy się pewnie zastanawiają, jak powtórzyć sukces Leicester, więc spróbuję przedstawić jak doszło do tego, że ta drużyna jest mistrzem. Ostrzegam, że to jest skomplikowane. Na koniec poprzedniego sezonu klub wybrał się w Tour po Tajlandii, kraju skąd pochodzi właściciel klubu. Podczas tego wyjazdu syn ówczesnego menedżera i dwóch innych piłkarzy zaczęło imprezować z prostytutkami tajlandzkimi i rasistowsko je obrażać. Filmik wyciekł do netu, wybuchła z tego afera. Zarząd zwolnił trzech futbolistów, po prostu wykopał ich z klubu, co doprowadziło do zepsucia się wzajemnych relacji między menedżerem a zarządem. On też został zwolniony, w jego miejsce zjawił się Claudio Ranieri. Menedżer, który wsławił się porażką z Wyspami Owczymi, prowadząc Grecję. Dziesięć miesięcy później wygrał ligę angielską. Jak widać potrzeba afery z udziałem syna obecnego menedżera, a następca musiał pracować gdzieś, gdzie odniesiono wcześniej jakiś sukces na jaki nikt nie liczył. W końcu to wziął ze sobą Ranieri na pamiątkę, jak prowadził reprezentację Grecji. Czyli to było proste i każdy klub, który zatrudniłby Włocha, obecnie cieszyłby się z tytułu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz