_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

11.07.2016

Refleksje po finale EURO 2016


Wbrew pozorom to nie jest opowieść o Cristiano Ronaldo, który zagrał raptem niecałe 10 minut. Później próbował, walczył ze sobą, a raczej ze swoim zdrowiem, ale kontuzja okazała się zbyt silna. Prawdopodobnie któreś z więzadeł kolanowych, tak to wyglądało w transmisji. To są trudne urazy, wymagające z reguły długiego leczenia i nawet kończące kariery. Tylko że brak swojego kapitana nie za bardzo zaburzył grę Portugalii. Tak jakby piłkarze postanowili dać jeszcze ekstra 10 procent, honorując swojego kapitana. To Francja stanęła, bo nie potrafiła za bardzo odnaleźć się na boisku, gdzie nie było najlepszego gracza rywali. Mało klarownych okazji, kojarzy mi się jedynie główka Antoine’a Griezzmana, jak jeszcze Ronaldo kuśtykał po murawie i to trafienie w słupek w doliczonym czasie. No a reszta to brak umiejętności na rozmontowanie bloku defensywy rywala. Dobra gra bramkarza? Spodziewał się ktoś czegoś innego? No chyba nie. Portugalia przez całe finały pokazywała, że trudno jej strzelić bramki, a jednocześnie sama jest w stanie zawsze boleśnie ukąsić rywala. Tylko ich mecz z Węgrami był wyjątkiem od tej reguły. Przed finałami pisałem, że Francja nie stała jeszcze w tych finałach pod ścianą. Kiedy musiała coś zrobić, a czasu było mało. Portugalia sprowadziła rywala na tereny, które ona znała najlepiej. Dlatego wygrała.

To było też zwycięstwo Ronaldo. Bez niego Portugalii nie byłoby w finałach. Bez niego Portugalia wygrała finał, ale nie można zgadnąć, jak wyglądałaby gra, gdyby został na boisku. Równie dobrze Francja mogła strzelić swoje bramki. Jego kontuzja była czymś, co wywróciło plany taktyczne na mecz dwóch drużyn. Portugalia musiała grać inaczej, Francja też musiała grać inaczej. Ten egzamin zdał celująco selekcjoner mistrzów, Fernando Santos. Po tym poznaje się dobrych szkoleniowców. Nie kiedy mogą kupić galaktycznych piłkarzy, ale wtedy, gdy są zaskakiwani przez jakieś zdarzenia i jak na to zareagują. Nie chciałbym pisać, że Portugalia pobiła kilka rekordów, bo to nie ma znaczenia teraz. Liczy się jedynie to, że Portugalia wygrała i złożyła do grobu turniej z 2004 roku. Wtedy też gospodarz przegrał z zespołem, który może nie grał pięknie, ale skutecznie. Zresztą mnie irytuje, jak czytam, że to był nudny mecz. Równie dobrze można powiedzieć, że masa książek i filmów jest nudna, bo gdy nikt nie ginie co strona, a trzęsienie ziemi zdarza się rzadziej niż raz na każde 15 minut, to nie ma co czytać, lub oglądać. Liczy się to, co jest pomiędzy, a ten mecz pokazał, że to też jest piękne. Nie wiem, kto spodziewał się wielu bramek, bo przy równym poziomie różnice są minimalne. A piłka nożna to nie tylko bramki. Owszem, one są ważne. Na FB portalu BBC widziałem żartobliwy komentarz pod pytaniem kto wygra. Zespół, który strzeli więcej bramek. Tylko liczyło się również to, jak osiągnie się te gole. A że wystarczył jeden? Pamiętam wiele spotkań, które były ładne, a zakończyły się bezbramkowym wynikiem. Widać też wyraźnie, że wygrał zespół. Te finały pokazały, że nieważne jak wielu dobrych piłkarzy masz. Jak nie potrafisz przekuć ich w dobry zespół, to przegrasz. Mam wrażenie, że piłka zmierza w stronę, gdzie nie będzie aż tak wielu wirtuozów, ale będą bardzo silne drużyny. Następne finały za dwa lata, ale już z innymi bohaterami. A następne finały EURO będą na pewno inne. Nie będzie jednego gospodarza, bo zostanie nim cały kontynent. Jak rzecz jasna nie rozsypie się on do tego czasu. Nie ufam za bardzo politykom, którzy ciągle rozgrywają swoje małe gierki. No ale to problemy przyszłości. Zakończone finały były świetne, ale czas wrócić do piłki ligowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz