_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

29.08.2016

3 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Ostatnia kolejka przed zamknięciem okienka transferowego, przy okazji też przerwa na mecze reprezentacji, więc po niej powinniśmy dostać produkt przypominający już bardziej Premier League. Na razie to tylko takie wprawki, bez większego przełożenia na grę, jaką pamięta się z poprzednich lat.


Podejrzewam, że podobny problem jest w Liverpoolu, bo trudno znaleźć klub tak bardzo żyjący przeszłością. Wielcy piłkarze, wielkie zwycięstwa, a teraz? Wielka niewiadoma, gdzie zmierza zespół. Poprzedni sezon zakończył się dwiema porażkami w finałach (lutowy Puchar Ligi, majowa Liga Europy), ale nie dostrzegam na razie jakiegoś wielkiego postępu. Rozumiem początek rozgrywek, może jeszcze nie wszystko jest odpowiednio naoliwione, więc się czasami zaciera, ale po meczu z Arsenalem wydawało się, że drużyna już weszła na ten wysoki poziom. Następne spotkania pokazały, że niekoniecznie. Po porażce z Burnley czekałem na reakcję i one niby była, ale nie zakończyła się wygraną. Powiem tak, nie ma chyba lepszego momentu na grę z Tottenhamem, bo zespół musi odpracować zarwane lato. Wielu graczy występowało w finałach, okres przygotowawczy wyglądał więc dość nijako, ale nawet w tym spotkaniu różnica między drużynami nie została odzwierciedlona w wyniku. Rzut karny? Dość przypadkowy, wynikający raczej z urazu i zmiany wcześniej, a nie z mistrzostwa gry. Wyrównanie też nie powinno się zdarzyć, przy tak wyglądającym meczu, ale jednak się zdarzyło. Patrząc na to spotkanie, mam wrażenie, że na koniec Tottenham skończy nad Liverpoolem, bo tam widać pewien plan. Problemem na razie jest jego realizacja, ale kontuzje i kłopoty z rozpoczęciem sezonu są dość widoczne. Natomiast Liverpool sprawia wrażenie drużyny, która owszem może, ale tylko wtedy, kiedy rywal jej na to pozwoli. Jak z jakiegoś powodu nie pozwoli jej rozbłysnąć, to zdarzają się straty punktów. Dlatego ten remis jest sukcesem gospodarzy, bo wyrwać punkt w momencie, kiedy nie idzie, jest bardzo ważne.

Coś o tym może powiedzieć też Sunderland, bo niemal wszyscy wieścili tej drużynie porażkę w meczu z Southamptonem. Nie oszukujmy się, ten mecz zmierzał do remisu, ale po kolei. Najpierw mały błąd defensywy Sotonu, bo nie można tak kryć w polu karnym Jermaine’a Defoe. To już była 80 minuta, mecz pomału się dopalał do końca i nic nie wskazywało na jakieś zmiany. David Moyes może nie poradził sobie Manchesterem United, ale podejrzewam, że w tamtym czasie każdy szkoleniowiec sparzyłby się na tym wyzwaniu. Co jak co, to trudne zadanie, żeby zastąpić legendę klubu, osobę która już zbudowała pewien mechanizm. Tam nic nie trzeba było poprawiać, tylko nie zepsuć. Natomiast odbudowa klubu, jaką trzeba przeprowadzić w Sunderlandzie, jest chyba tym, co lubi robić szkoleniowiec. Gol wyrównujący to błąd bramkarza gości, ale znów, daleki byłbym od nadmiernej krytyki. Jego problem polega na tym, że błędy popełniane przez golkipera są bardziej widoczne. Błędy popełniane przez zawodników z pola nie mają aż takich konsekwencji, bo rzadziej prowadzą do bramki dla rywala. Błąd bramkarza oznacza z reguły gol dla rywala. Dlatego Jordan Pickford musi wyciągnąć wnioski z tego meczi i tej niefortunnej interwencji, ale nie może pozwolić sobie na to, żeby ta sytuacja położyła się cieniem na jego grze. W kontekście walki o pozostanie w lidze to jestem spokojny, że Sunderland zostanie. Co prawda początek sezonu nie jest rewelacyjny, ale to maraton, a nie sprint.

Tego samego nie mogę powiedzieć o drużynie Hull, bo wydaje mi się, że to będzie spadkowicz. Rozumiem, że drużyna jest piąta po trzech meczach, napędziła dużo strachu Manchesterowi United, ale na końcu zabrakło tej odrobiny jakości. Pytanie tylko dlaczego zespół niemal jednomyślnie skazany na spadek z ligi, tak długo opierał się rywalowi. Pod koniec zabrakło po prostu sił, bo zespół nie przeprowadził nawet trzeciej zmiany. To dość zrozumiałe, jak się ma głównie juniorów na ławce, ale tak długie stawianie oporu utytułowanemu rywalowi musi budzić szacunek. Będzie co wspominać z tego sezonu. Natomiast odpowiedź na pytanie czy Manchester United może walczyć o tytuł, da dopiero kilka spotkań z rywalami mającymi podobną klasę. Czyli można powiedzieć, że za dwa miesiące będziemy wiedzieć więcej. Na razie wszyscy mogą być zadowoleni, bo drużyna jest w pierwszej trójce, ale to się może szybko zmienić.

Następna kolejka zacznie się 10 września, a więc już po zamknięciu się okienka transferowego. Derby Manchesteru na dzień dobry, potem Burnley – Hull i Stoke – Tottenham, ale szkoda, że w jednym czasie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz