_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

19.09.2016

5 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Okienko się zamknęło, nowi zawodnicy nie mogą dołączać do klubów (poza zawodnikami bez umowy, ale trudno o kogoś, kto ma poziom na Premier League, a nie mający kontraktu gdzieś w świecie), a niespodzianki tradycyjnie mają miejsce. Dlatego ten wpis poświęcę zespołom, które może nie rozczarowały (nie lubię tego słowa), ale zaskoczyły negatywnie.


Pierwszym będzie West Ham, który z jakiegoś powodu nie może wystartować tego sezonu. Porażkę w Lidze Europy z Astrą Giurgiu można zrozumieć. Brak awansu, brak konieczności rozgrywania spotkań w pucharach, koncentracja na sukcesie w lidze i tak dalej. Wszystko da się wytłumaczyć. Przegrane z Chelsea i Manchesterem City w lidze krajowej? To też wytłumaczalne. Po prostu różnica potencjału, możliwości, klasy sportowej i tak dalej. Normalnie te zespoły i tak skończyłyby ligę na wyższym miejscu, więc porażka to nie wstyd. Tylko że w tym miesiącu zdarzył się mecz z Watfordem (przegrany) i West Bromem, też przegrany. W tym meczu były chyba wszystkie błędy defensywy. Najpierw zupełnie niepotrzebne zagranie piłki ręką, co zaowocowało rzutem wolnym. Z niego urodziło się dośrodkowanie, które ten sam zawodnik postanowił zatrzymać znów ręką. Tylko że tym razem w polu karnym, więc było 1-0. W żaden sposób nie mogę zrozumieć, dlaczego Arthur Masuaku tak postąpił. Tam nie było za dużej presji, można było zrobić to inaczej. Potem kolejne błędy w obronie, pozostawianie za dużo miejsca i czasu rywalowi zbyt blisko własnej bramki. Nic dziwnego, że zrobiło się 3-0. No a czwarty gol, no, mnie by chyba coś trafiło, jakby moja drużyna straciła takiego gola. Po co w ogóle wysyłać 10 zawodników w pole karne przeciwnika przy rzucie rożnym? Nie rozumiem, dlaczego nikt nie został z tyłu, żeby pilnować i zapobiec szybkiemu atakowi. W ostatnich minutach meczu można tak zagrać, bo różnica między porażką jedną, a dwiema bramkami, jest tak właściwie bez znaczenia. Jak się ma przed sobą ponad 30 minut meczu, to tak nie można zagrać. Drużyna pokazała potem, że jest w stanie zdobyć dwie bramki i ten mecz mógłby się potoczyć inaczej. No ale to już było za późno, bo odrobić cztery bramki to za duże wyzwanie. Rozumiem, że to był ważny dzień dla gospodarzy. Nowi właściciele mogą oznaczać, że zespół postara się osiągnąć coś dużego. Tylko drużyna gości w żaden sposób temu nie przeszkodziła. 70% posiadania, przewaga w oddanych strzałach i tak dalej? Po raz kolejny, liczy się to, ile bramek strzelisz i ile strzeli przeciwnik. Gospodarze w tym meczu byli po prostu o wiele skuteczniejsi, a goście muszą odrobić lekcje, bo z taką grą i z takimi wynikami wiele się nie osiągnie.

Podejrzewam, że podobne myśli przechodzą przez głowę Jose Mourinho (co można powiedzieć jest dobre, bo szkoleniowiec nie myślący o wygranych nie zrobi dużej kariery w tym sporcie) i zarządowi Manchesteru United (co z kolei dobre nie jest, bo może zakończyć się zmianą szkoleniowca). Spodziewałem się reakcji po derbach, bo to ktoś inny miał mieć problemy z aklimatyzacją w Anglii. W końcu Pep Guardiola w Barcelonie miał warunki, jakich nie ma w całym świecie. Z Bayernem może nie wyszło, ale zastępował szkoleniowca, który wygrał Ligę Mistrzów. No i można powiedzieć stworzył zespół, który był najlepszy w historii klubu. Dlatego nie do końca tam się udało. Brakowało detali, ale te detale definiowały sezony. Przechodząc do Anglii rzucił wyzwanie światu, czy jest w stanie powtórzyć sukces. Tutaj Jose Mourinho miał przewagę, on futbol w Anglii znał i nie potrzebuje się go uczyć. Jednak jak spojrzymy w tabelę, to widzimy sześć punktów straty Manchesteru United do sąsiadów z miasta, co nie jest dobrym widokiem. Mistrzostwo można wykreślać z listy, bo nie sądzę, że Manchester City da się dogonić. Owszem, będą kryzysy, ale raczej nie aż tak poważne. Reakcja w Lidze Europy? Nie przywiązywałbym zbyt dużej uwagi do tego spotkania, bo ono nie ma żadnej wartości. Tylko że w lidze krajowej powinna być reakcja, a jej się nie doczekałem. Rozumiem, że były we Włoszech pewnie nieporozumienia między szkoleniowcami, ale to nie ma żadnego znaczenia. Inna liga, inne drużyny, może jedynie potencjał jest ten sam. Nie lubię trenerów mówiących coś o szczęściu, a taki właśnie cytat miał Jose Mourinho po tym meczu klik. Błędy arbitra? One nie odpowiadają za to, że Watford miał lepszy plan taktyczny na ten mecz. Wiedział, jak zneutralizować atuty Manchesteru, a jednocześnie nie pozwolił zneutralizować swoich silnych stron. Mam wrażenie, że zespół Manchesteru nie ma świeżości fizycznej. Piłkarze wolniej myślą, bo więcej czasu i wysiłku zabiera im gra w piłkę. Do tego dochodzi problem z wyborem właściwej jedenastki. Tam za dużo zawodników jest nieusuwanych ze składu, mimo że wnoszą niewiele do gry. Dlatego szkoleniowca czekają trudne decyzje do podjęcia. Możliwe konflikty personalne, wiele żółci wylanej w mediach, tylko że w tym sezonie trzeba się skupić na walce o miejsce w pierwszej czwórce. Manchesteru City już chyba nikt nie wyrzuci z tych pozycji, ale o trzy pozostałe walczą Everton, Liverpool (ich stać na pokonanie każdego, ale też na porażkę z każdym), tercet londyński (Arsenal, Chelsea, Tottenham), Leicester i może jakaś kolejna sensacja sezonu. Miejsca cztery, a zespołów osiem lekko licząc. Dlatego ten sezon będzie taki ciekawy. Któreś z tych zespołów, które wymieniłem, zostaną bez miejsca pozwalającego na grę w pucharach.

Następna kolejka w sobotę. Manchester United – Leicester na dzień dobry, potem Stoke – West Brom, a na koniec Arsenal – Chelsea. W niedzielę West Ham – Southampton, jakby nie patrzeć, sześciopak w okolicach strefy spadkowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz