_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

24.10.2016

9 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Wracam po krótkiej przerwie. Krótkiej, ale w Premier League wydarzyło się kilka rzeczy, które mogą mieć wpływ na końcową tabelę. Ponieważ ostatni wpis o lidze miał miejsce jeszcze we wrześniu na moim blogu, to ten poświęcę walce o tytuł. Pamiętajmy, mistrz może być tylko jeden.


Dalej uważam, że najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa jest Manchester City. Rozumiem, że ostatnie wydarzenia i wyniki nie dają może podstaw do nadmiernego optymizmu, ale to pierwszy kryzys nowego szkoleniowca. Tylko o jakim niby kryzysie mówimy, skoro zespół jest pierwszy w tabeli, ma najlepszy bilans bramkowy w lidze i po prostu musi się poprawić. Jedynie wyniki z października są dość nijakie, bo dwie porażki i dwa remisy pozwalają zadać pytania, czy na pewno Pep Guardiola odnalazł się w Anglii. Zespół sprawia wrażenie, że pierwszy szczyt formy przypadł na mecz derbowy, a po nim przyszła obniżka formy i wyników. Dodatkowo rywale już się nauczyli, jak grać przeciwko drużynie. Stąd słabsze wyniki. Słabsze, bo liczono na więcej. W meczu z Southamptonem drużyna grała zbyt apatycznie, żeby poważnie myśleć o wygranej. Nie mogłem zrozumieć, oglądając mecz w telewizji, dlaczego nie są wykorzystywane aktywniej skrzydła. Tam praktycznie wszystko szło środkiem, gdzie czekała niemal cała drużyna rywala. No a skoro w defensywie przydarzył się błąd, bo jednak takie zagranie, dające rywalowi piłkę na talerzu przed własną bramką, nie powinno się zdarzyć, to był remis. Kto wie, może szkoleniowiec za dużo wymaga od swoich piłkarzy. W końcu nie po raz pierwszy John Stones za dużo myśli. Tylko że to nie był tylko jego błąd. Zawinili również w pewnym stopniu Claudio Bravo i Vincent Kompany, ale na nich odpowiedzialność spadnie mniejsza. Tylko że te błędy można wyeliminować, uparcie ćwicząc na treningach zachowanie w podbramkowych sytuacjach. Trudniej będzie wyeliminować pewną niemoc w grze ofensywnej, bo drużyna była dość bezzębna pod bramką rywala. Tylko trzy celne strzały, trochę mało. Szkoleniowiec za to bierze pieniądze, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego te mecze wyglądały tak, jak wyglądały.

Podobne pytania stoją też przed Jose Mourinho, bo jego drużyna nie sprawia wrażenia, że wie, co robi na murawie. Oczywiście każdy lubi porównania w jednym mieście, ale różnica jest za duża na razie, żeby coś porównywać. Już prędzej można porównywać Portugalczyka do szkoleniowców takich klubów, jak Southampton, czy Watford, które tracą w tym momencie punkt, czy dwa. Nie mówię już o Chelsea, czy Manchesterze City, bo te kluby pomału znikają za horyzontem. Rozumiem, że był gol po 30 sekundach, co wywraca plany na mecz, ale drużyna gości nie była gotowa na to wydarzenie. Nie widziałem żadnej reakcji tak właściwie. Wyglądało to bardziej jak reakcja na szkoleniowca, tak jakby piłkarze pokazali światu, że nie chcą z nim pracować. W końcu oni potrafią grać lepiej w defensywie, a w tym meczu pozwolili, żeby gola zdobył nawet N’Golo Kante. Człowiek, który jest odpowiedzialny za defensywę swojej drużyny. Przynajmniej to była ładna bramka. Nie wiem, czy coś złego zaczyna dziać się w szatni, bo co jak co, to wywali z posady każdego szkoleniowca. Nawet Manchester United nie przebuduje sobie szatni co okienko, wyrzucając kilku graczy. Dlatego źle to zaczyna wyglądać. Rzecz jasna za wcześnie, żeby spisywać ten sezon Manchesteru na straty, ale umówmy się, tytułu nie będzie. Z sześciu zespołów przed nimi wszystkie nie złapią obezwładniającego kryzysu w ciągu sezonu. Ja rozumiem, że ten sezon miał wyglądać inaczej, ale na razie nie widać tej nowej jakości w składzie. Jeśli chodzi o starą jakość, to ona coraz mocniej się zużywa.

Najlepszym obrazem tej starej jakości jest szkoleniowiec Arsenalu, ale ta drużyna też nie zanotowała dobrego wyniku w tej kolejce. Zlekceważenie rywala? Chyba coś takiego tkwiło w głowach piłkarzy Arsenalu, bo rywal nie dostarczał argumentów na obronę innego zdania. A jednak mecz pokazał, że było blisko większej sensacji, bo Kanonierzy mogli przegrać. Dużo zasług za to powinien zebrać szkoleniowiec gości, bo przygotował on bardzo dobry plan na ten mecz. Jego zespół nie położył się na murawie i nie poczekał, aż rozjedzie go przeciwnik. Musiał napracować się Petr Cech, co już pokazuje, że gospodarze nie trafili za dobrze z formą na to spotkanie. Moim zdaniem zabrakło zawodnika, który w tych 2-3 sytuacjach przeważyłby losy meczu, ale o takich graczy trudno. Ciągle brakuje napastnika, bo w tych kilku akcjach brakowało mi zawodnika, który grając z przodu terroryzowałby defensywę rywala. Musiała być jakaś reakcja po tym okazałym zwycięstwie w Lidze Mistrzów i ona właśnie się zdarzyła. Na szczęście dla Arsenalu, nikt jeszcze nie uciekł. Ciekawe, czy taki będzie sezon do końca, kiedy różnica między drużynami na czele będzie ciągle mniejsza niż trzy punkty.

Następna kolejka w sobotę. Sunderland – Arsenal na początek, bo to mecz ważny dla tabeli. Tottenham – Leicester to najciekawiej zapowiadający się pojedynek tej kolejki, a w niedzielę Southampton – Chelsea. Dwie drużyny nie mogą kontynuować wyników z tej kolejki. Ciekawe tylko, jak derbowe mecze w EFL Trophy w tygodniu, zostaną odrobione przez poszczególne drużyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz