_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

04.11.2016

10 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Nie chciałbym pisać, że losy sezonu wyjaśniają nam się po zaledwie 10 kolejkach, ale mam wrażenie, że pewnych rzeczy nie da się już zatrzymać. Albo inaczej, zatrzymanie ich i zmiana kierunku, w jakim toczą się pewne wydarzenia, będzie bardzo trudna.


Weźmy na przykład Manchester United i walkę o miejsce w pierwszej czwórce, która wymyka się z rąk tego zespołu coraz bardziej. Przed sezonem były pytania, czy Jose Mourinho jeszcze potrafi. Czy potrafi odwrócić tę negatywną spiralę, którą rozkręcił jeszcze w Madrycie. Rozumiem, że prasa w tych wszystkich decyzjach Portugalczyka doszukuje się drugiego dna, ale widać, że on szamoce się coraz bardziej w roli szkoleniowca Manchesteru United. Ten mecz z Burnley to przede wszystkim pokaz nieskuteczności jego zespołu. Zamaskowany zamieszaniem po tym niby faulu na zawodniku United. Niby, bo jeśli nawet był kontakt, to Matteo Darmian zdecydowanie za dużo dołożył od siebie. Dlatego to wpłynęło na decyzję arbitra. To dodaje tylko amunicji do stanowiska ja kontra cały świat, ale na razie spojrzenie w tabelę wyraźnie pokazuje, że coś idzie w złym kierunku. Walter Mazzarri objął Watford przed sezonem. Nie pracował wcześniej w Anglii, wielkich graczy też nie pozyskał, a w tabeli Watford i Czerwone Diabły mają tyle samo punktów. Gdyby Manchester United też objął szkoleniowiec, który nie miał większych doświadczeń z angielskim futbolem, to można byłoby to zrozumieć. Tutaj jednak drużyną kieruje szkoleniowiec, który zna bardzo dobrze angielski futbol. Tylko że ta cała znajomość niewiele pomoże, jak dystans do czwartego miejsca wynosi już siedem punktów. Wątpię, że zespół wygra do końca wszystkie mecze. A jeśli forma jest budowana tylko na mecz z Arsenalem w listopadzie, to źle to wróży drużynie. Tam nikogo Arsenal tak właściwie nie interesuje. Ważne mecze to Liverpool i Manchester City, a w nich drużyna grała albo negatywnie do bólu, albo przegrała. Prowadzenie takiego zespołu, jak Manchester United, to wyzwanie innego rodzaju, niż prowadzenie Chelsea przykładowo. Dlatego można szukać coraz bardziej analogii do pracy w Madrycie, gdzie Portugalczyk nie jest za dobrze wspominany. Ciekaw jestem, czy klub też go zwolni, jak zamkną się przed nim wrota Ligi Mistrzów.

Bo na razie się zamykają. O ile Watford i Everton to nie do końca ten rozmiar drużyny, tak pierwsza piątka będzie walczyć o miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów i na ten moment nie widzę za bardzo dwójki kandydatów, którzy oddaliby swoje miejsce w czołówce. Manchester City miał kryzys, ale wciąż prowadzi. Arsenal? Przynajmniej zeszła presja, bo chyba nikt na poważnie nie widzi tej drużyny wygrywającej ligę. Liverpool ma swoje problemy w defensywie, ale one zostaną chyba prędzej czy później wyeliminowane. Chelsea też już odnalazła ten najlepszy skład i ustawienie, więc to kolejny zespół, który będzie walczył o wysokie miejsca. Został jeszcze Tottenham, który co prawda spadł na piąte miejsce, ale nawet mecz z Leicester pokazał, do czego zdolna jest drużyna. W końcu dwa strzały w poprzeczkę nie wzięły się z niczego. Każdy z tych zespołów ma swoje wady, ale wszystkie na chwilę obecną sprawiają wrażenie, że są lepsze. Manchester United nie może odnaleźć swojej najlepszej jedenastki, tego najlepszego ustawienia, więc będzie tracił punkty do momentu, aż to nastąpi. Tylko że nawet mając te wszystkie sprawy za sobą, to wcale nie ma gwarancji, że drużyna zacznie od razu wygrywać zawsze i wszędzie. Coraz wyraźniej widać, że zespół musi, a nie tylko może wygrywać. To może pętać nogi zawodnikom.

Podobny problem ma Sunderland i zaczynam się obawiać, czy w tym sezonie też uda im się uciec przed spadkiem z ligi. Rozumiem, że co sezon ten klub miał problemy, kłopot z pokazaniem tego potencjału, który jest, ale skoro kolejny szkoleniowiec z trudem odnajduje się w zespole i nie może nadać tego szlifu, to jest problem. Tym bardziej, że słabe wyniki podkopują morale graczy, a słabe morale ma negatywny wpływ na wyniki. Arsenal był trudnym przeciwnikiem, ale można było zagrać odrobinę inaczej, nie pozwalać rywalowi na aż tyle we własnym polu, już nawet nie karnym, ale bramkowym. Na chwilę obecną z ligi lecą na pewno dwie drużyny, a jedną z nich jest Sunderland. Czekamy na styczeń i otwarcie okienka, ale kto przyjdzie do zespołu, który będzie kilka, czy kilkanaście punktów od bezpiecznego miejsca w tabeli. Plan minimum na listopad to trzy punkty, bo to powinno dać nadzieję na wygranie sezonu. Jak nie, to zacząłbym się poważnie obawiać, czy pozostanie w lidze nie jest wyzwaniem ponad siły. Rozumiem, że zawsze może być magiczna ucieczka, ale jakby to było takie popularne, to tak by się to nie nazywało. Tak więc te dwie drużyny, mimo że dzieli je wiele rzeczy, mają ten sam cel. Regularnie gromadzić punkty, tak żeby postawione przed sezonem cele zostały zrealizowane. Jak nie, to będą zmiany i z pracą pożegnają się szkoleniowcy. Można powiedzieć, że tak wygląda życie trenera klubu piłkarskiego w tej zaciętej lidze, jaką jest Premier League.

Dzisiaj jeszcze mecz Stoke – Swansea, a następna kolejka w sobotę. West Ham – Stoke to ważne spotkanie dla dołów tabeli, mimo że obie drużyny prawdopodobnie nie będą walczyć o pozostanie w lidze. Potem Chelsea – Everton, a w niedzielę derby Londynu, czyli Arsenal – Tottenham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz