_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

07.11.2016

11 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Zaczyna coś się dziać. Nie chcę mówić decyduje się kwestia tytułu, czy spadku z ligi, ale pewne rozstrzygnięcia z tej kolejki mogą zapowiadać przyszłość. A raczej to, że przewidywanie losów drużyn w tym sezonie jest bezcelowe. Weźmy na przykład taki klub, jak West Brom.


Zdaję sobie sprawę, że ostatnio wybatożył ich Manchester City, ale trudno było oczekiwać takiej reakcji. W końcu gdzie szacunek do mistrza kraju. Przyjeżdżasz na jego stadion i bezceremonialnie rozbijasz się po całym domu. Nikt nie oczekiwał, że Lisy w tym roku też włączą się do walki o pierwsze miejsce. To już nawet walka o miejsce w pierwszej czwórce wydawała się mało prawdopodobna. Rozumiem, że z jednej strony jest nowa presja i nowe obciążenia w trakcie sezonu. Co prawda z Pucharu Ligi zespół już odpadł, ale Liga Mistrzów jest czymś nowym i angażującym wiele sił. Może dlatego Danny Drinkwter popełnił ten skutkujący golem dla przeciwnika błąd. Zresztą to i tak mało ważne, Leicester w tym sezonie może jedynie bić się o coś w Lidze Mistrzów, a ligą krajową może się nie przejmować. A co do drużyny West Brom, to cóż. Z jednej strony przedłużenie umowy przez szkoleniowca, z drugiej wygrana w tej kolejce. Tylko że najważniejsze jest to, czego może nie widać za bardzo w wynikach. Tam jest jakość w składzie, a to powinno dać kilka punktów w sezonie. Powiedziałbym, że normalnie mówiłoby się pewnie o nich w kontekście niespodzianki sezonu, ale w teraz to nie ma znaczenia. W tym sezonie każda niespodzianka skończy maksymalnie na ósmej, może dziewiątej pozycji, bo wyżej będą już silne zespoły.

Czy silnym zespołem jest wciąż Manchester United? Rozumiem, że jest szóste miejsce w tabeli, wygrana w tej kolejce, ale jednocześnie wystarczyło spojrzeć na to, jak wygląda szkoleniowiec, oglądający mecz z trybun za wcześniejsze szarże pozaboiskowe, żeby odnieść wrażenie, że coś jest nie tak. Swansea nie była rywalem, który potrafi zweryfikować poziom drużyny. Nie mam pojęcia, czego oczekiwali piłkarze gospodarzy, ale spodziewałbym się pewnej walki, zaangażowania i powiedziałbym staranności w grze. W końcu to był chyba najlepszy moment na pokonanie Czerwonych Diabłów. Przez dwa miesiące w lidze zespół wygrał tylko raz. Jeśli drużyna nawet nie stara się spróbować, to coś musi być nie tak. W żółtych kartkach rywal wygrał 2-0, więc to pokazuje, komu zależało. Obawiałbym się o Swansea, bo z taką grą niczego wielkiego się nie zrobi w tej lidze. A Manchester United? Przynajmniej po tej przerwie reprezentacyjnej będzie wiadomo, na czym stoi zespół, bo kilka następnych spotkań będzie z trudnymi rywalami. Oni nie poddadzą się tak jak Swansea.

Można się jednak poddać jak Everton, ale tutaj problem klubu nazywał się wyśmienita gra Chelsea. Nie oszukujmy się, rzadko widzi się takie mecze, z taką przewagą jednej drużyny. Zwłaszcza w Premier League. W końcu najgorszy zawodnik Chelsea w tym meczu był i tak lepszy od najlepszego gracza Evertonu. Goście nie trafili zupełnie z planem taktycznym na ten mecz. Niby grali defensywnie i wyczekiwali na kontry, ale po 20 minutach przegrywali już dwiema bramkami i wymagana była pewna reakcja. Zamiast niej Chelsea dobiła po prostu swego rywala. Goście mieli zero celnych strzałów na bramkę, a wydawało się, że Romelu Lukaku będzie chciał coś udowodnić swojemu byłemu klubowi. Zamiast tego Chelsea pokazała mu, że nie pasuje za bardzo do tego zespołu. No i londyński klub może mieć jedynie pretensje, że będzie przerwa, bo oni znaleźli formę i grają rewelacyjnie. Pięć spotkań i zero straconych bramek, to cecha charakterystyczna późniejszego mistrza kraju.

Tym bardziej, że żelazny faworyt do tytułu, Manchester City, dość regularnie traci punkty. Jedna wygrana na pięć spotkań? Nazwałbym to kryzysem, bo jednocześnie zespół nie uporządkował gry defensywnej i traci gole. Oczywiście można wierzyć w atak, ale on wygrywa tylko bitwy, czyli pojedyncze mecze. Natomiast wojny, czyli sezony piłkarskie, wygrywa defensywa. Oczywiście jak jest słabsza liga, gdzie przewaga jednej drużyny jest bardzo duża, to wtedy można nie przejmować się defensywą. Natomiast gdy liga jest wyrównana, a angielska taką jest, to szczelna defensywa jest zawsze atutem. Zdaję sobie sprawę, że spotkanie z Boro miało swoje smaczki. Z jednej strony był przecież Aitor Karanka, człowiek, który doskonale zna Pepa Guardiolę i sposoby jego pracy. Z drugiej Victor Valdes, kolejna osoba doskonale znająca sekrety poprzedniego szefa drużyny. Czy to miało wpływ na wynik? Nie wiem, ale wiem, że im zależało i to było widać na boisku. Dzięki temu Manchester City stracił pierwsze miejsce w tabeli, a to tylko zaostrza walkę o tytuł w tym sezonie.

Następna kolejka po przerwie na mecze reprezentacji, dopiero 19 listopada. Manchester United – Arsenal (tego meczu nawet nie trzeba zapowiadać), potem w jedynym czasie dwa ważne spotkania, czyli Everton – Swansea i Sunderland – Hull, a na koniec dnia kolejne derby stolicy, czyli Tottenham – West Ham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz