_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

21.11.2016

12 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Sezon dojechał do momentu, kiedy zacznie się wykluwać ostateczna klasyfikacja na koniec. Do początku stycznia zespoły zagrają osiem razy w lidze, a następna taka górka będzie dopiero w kwietniu. Tylko że wtedy będą zupełnie inne warunki, bo z reguły tak późno w grę wchodzą tylko magiczne ucieczki, czy inne wydarzenia wymykające się racjonalnej ocenie. Dlatego teoretycznie te mecze do tej kolejki nie miały za dużego znaczenia.


Z drugiej strony trudno tak powiedzieć o meczu Manchester United – Arsenal. Gospodarzę musieli wygrać, bo po pierwsze to ulubiony rywal portugalskiego szkoleniowca, po drugie trzeba gonić pierwszą czwórkę, po trzecie trzeba uśpić demony, które rozpanoszyły się nad Old Trafford. No i ten mecz wyglądał prawie tak, jak chciałby tego szkoleniowiec gospodarzy. To nie był piękny pojedynek, o którym mówiłoby się po latach, raczej orka na ugorze, która na pewno ładna nie była. Próby, próby, próby, bardzo nijaki Arsenal, ale na końcu tylko remis. Mimo że do 89 minuty to wyglądało jak mecz, który można oprawić w ramkę i zawiesić na ścianie w ośrodku treningowym Manchesteru. Tylko że w tej 89 minucie pogubiła się defensywa Manchesteru. Wiadomo, że Olivier Giroud jest wysoki, więc zostawianie mu miejsca we własnym polu karnym jest ryzykowne, a tutaj nie dość, że miał miejsce, to jeszcze nikt nie zablokował dośrodkowania ze skrzydła. Tak więc punkt dla Arsenalu, który smakuje jak wygrana i jednocześnie jak porażka dla rywala. Sześć punktów do czwartego miejsca, niby mało, ale jednak dużo. Umówmy się, Manchester City nie wypadnie z pierwszej czwórki. Arsenal też nie, no chyba że będzie jakaś katastrofa w składzie, czy klubie. Chelsea? Dojrzała, zmężniała i gromadzi regularnie punkty. Zostaje więc walka o czwarte miejsce, ale nie wymieniłem przecież Liverpoolu i Tottenhamu, a to są też zespoły, które chcą zająć miejsce w czołówce. Tak więc ktoś będzie rozczarowany, bo wszyscy nie zmieszczą się na czwartym miejscu. Do tego te zespoły są chyba w lepszej formie, bo więcej punktów i zdrowszy bilans bramkowy. Pod tym względem Manchester United jest tylko średniakiem i niczym więcej. Przynajmniej nie zagraża spadek z ligi.

Tego nie można powiedzieć o bohaterach meczu Sunderland – Hull. Jedna drużyna z tego duetu spadnie na 95%, druga też ma na to szanse. Rozumiem, że wynik 3-0 ładnie wygląda, ale on był trochę za wysoki, bo różnica między zespołami nie była aż tak duża. Innego dnia goście pewnie strzeliliby jednego gola, za nim mógłby się potoczyć następny, gospodarze mogliby paść, ale ten gol na szczęście dla nich nie miał miejsca. Za to na Stadionie Światła zabrakło światła w pewnym momencie, ale to nie miało wpływu na wynik. Tak mi się wydaje, że ani jedna, ani druga drużyna nie ma tego czegoś, co pozwoliłoby z optymizmem spoglądać w przyszłość. Tylko że Sunderland co sezon walczy o pozostanie w lidze, ma dobrego napastnika, dobrego młodego bramkarza, więc to są kolejne punkty na koniec. Czy będzie ich na tyle dużo, żeby się utrzymać nie wiem, ale przynajmniej będzie ciekawa walka na dole tabeli.

W niej jest także zespół Swansea, dlatego ten mecz z Evertonem z tej kolejki jakoś tak podświadomie mi nie leżał. Za dużo wskazywało na to, że gospodarze po prostu przejadą się po rywalach. Nie dość, że lepsza forma, napastnik w formie, podpora defensywy rywala z poprzedniego sezonu we własnej jedenastce i tak można mnożyć. Tylko jak piłkarze wyszli na murawę okazało się, że wszystkie przedmeczowe zapowiedzi można schować głęboko. Goście mieli chyba lepszy plan taktyczny na to spotkanie. Potrafili powstrzymać argumenty gospodarzy, a ci nie byli w stanie wymyślić nowych pomysłów na sforsowanie defensywy rywala. Rzut karny przeciwko Evertonowi? Pewnie innego dnia by go nie było, bo za dużo błędów popełnił zespół. Tylko że gdzieś uleciał ten dobry początek, a czasy, kiedy zespół był drugi, lub trzeci, są zdecydowanie przeszłością. Wydawało się przez moment, że Everton ma szansę włączyć się nawet do walki o pierwszą czwórkę. Teraz, gdy liga zweryfikowała mocarstwowe plany zespołu wydaje się, że miejsce w górnych rejonach środka tabeli tak, ale nic więcej. Przed Swansea za to trudna praca, ale chyba tam rodzi się coś dobrego. Kolejny zespół, który zremisował wygrany mecz, więc też można powiedzieć, że przegrał, ale to z innego zupełnie poziomu, niż Manchester United. Tu nawet nie ma co porównywać. Tylko mam wrażenie, że Swansea sobie poradzi w tym sezonie. Oczywiście mogę się mylić, ale to jedna z zalet pisania o piłce nożnej. Pomyłki tutaj nie mają większego znaczenia dla losów świata.

Następna kolejka w sobotę. Najciekawsze dla mnie będzie spotkanie Liverpool-Sunderland. Potem derby Chelsea – Tottenham, a w niedzielę Manchester United – West Ham (chcę zobaczyć, jaka będzie reakcja na ostatnią kolejkę) i Southampton – Everton.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz