_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

28.11.2016

13 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Pomału wkraczamy w okres, kiedy liga pomału zaczyna poznawać już, o co walczą zespoły. Większych zmian już tu nie będzie, a teraz decyduje się, gdzie będzie walczyć dany zespół. Dlatego te wyniki teraz są tak ważne.


Ze spotkania Liverpool – Sunderland najważniejsza będzie odpowiedź, jak poradzi sobie zespół gospodarzy z nieobecnością chyba swojej największej gwiazdy. Philippe Coutinho to gracz obdarzony rzadką umiejętnością zmiany przebiegu meczu, wtedy kiedy jest ona potrzebna. Dlatego jego nieobecność, nieważne jak długa, będzie najprawdopodobniej miała negatywne konsekwencje. Już w tym spotkaniu piłkarze The Reds się męczyli aż do 75 minuty, żeby zdobyć bramkę. Posiadanie piłki? Jakie to ma znaczenia, jak się nie strzela bramek. Po gościach nie spodziewałbym się niczego innego. Uważna gra w defensywie, od czasu do czasu groźny atak i to wszystko. To Liverpool miał coś pokazać i pokazał, ale okupił to stratą zawodnika. Wiązadło w kostce, nawet jak nie zostało zerwane, a tylko w jakiś sposób nadwyrężone, może skutkować kilkoma tygodniami przerwy. Co jak co, grudzień to chyba najgorszy moment na stratę zawodnika.

Zawodnika nie stracił Manchester United, powiem przeciwnie zyskał, bo wrócił na ławkę Bastian Schweinsteiger, ale znów stracił punkty. Teraz strata do miejsca czwartego wynosi już osiem oczek, a dziewiąty z różnicy bramkowej. Robi się pomału dystans czterech meczów, dużo jak na 13 kolejek za nami. David Moyes tracił po 13 kolejkach tylko dwa punkty, Louis Van Gaal też miał 22 punkty jak Szkot, ale zajmował czwarte miejsce w pierwszym sezonie, a sezon temu zespół miał 27 punktów i był drugi. W grudniu przyszła seria słabych wyników, ale ten miesiąc przed nami, a rywale nie wyglądają zbyt miło. Dlatego można zrozumieć frustrację szkoleniowca, któremu ten sezon zaczyna rozchodzić się z rękach. Tytuł krajowy? Nie żartujmy sobie, bo strata jest za duża. No a samo zachowanie Portugalczyka było chyba kolejnym aktem w sztuce ‘ja przeciwko światu’, ale to nie ma już takiego znaczenia jak wcześniej. Sytuacja, która tak zirytowała Portugalczyka miała miejsce w środku boiska. Paul Pogba zanurkował, a próby usprawiedliwiania tego i mówienie, że została noga zawodnika West Hamu i Pogba nie chciał jej trącić, no przykro mi bardzo. Piłka nożna to kontaktowy sport, a jak zawodnik boi się kontaktu fizycznego w grze, to chyba pomylił dyscypliny sportowe. Zachowanie szkoleniowca też niewytłumaczalne, bo przecież były chyba szkolenia, czego w tym sezonie robić nie można. Próba wstrząśnięcia zespołem? Aż strach pomyśleć, że tylko takie sztuczki zostały do dyspozycji. Nie ma znaczenie, że bramkarz rywali zagrał dobry mecz, bo tego zawsze należy się spodziewać, jak się prowadzi silny zespół. Brakuje tego czynnika strachu, a Old Trafford na razie przynajmniej nie jest już tą fortecą dla gospodarzy. Oczywiście zespół się pewnie poprawi, ale mistrzostwo? Nie, najwyżej to małe.

Taki sam cel stoi chyba przed Tottenhamem, bo tej drużynie ten sezon też nie rozwija się w dobrym kierunku. Tym razem mecz derbowy z Chelsea nie zakończył się totalną bijatyką, jak sezon temu, ale punkty zostały stracone. Wcześniej w tym tygodniu została przegrana Liga Mistrzów, bo nie będzie już awansu do fazy pucharowej. Ten mecz może potwierdzić, że nie będzie też awansu do niej wiosną z ligi krajowej, bo sprawia to wrażenie, że coś się skończyło w zespole. Bardzo szybko on pękł po stracie gola, bo do wyrównującej bramki zdobytej przez graczy Chelsea, nic nie wskazywało za bardzo na odrodzenie się gospodarzy. Tylko moment magii Pedro, bo taki gol to jest magia w szczytowej formie, a po nim przerwa, a po niej kompletna zmiana narracji meczu. Strata piłki w środkowej strefie boiska, stosunkowo szybki atak i jakimś cudem Victor Moses miał hektary wolnego miejsca na boisku. Nic dziwnego, że padł gol. Po nim nie było reakcji, jakiej można byłoby się spodziewać po zespole gości. Można powiedzieć kontuzje. Zgoda, ale one w pewnym stopniu wynikają z hiper-intensywnego pressingu, jakiemu hołdował zespół. No a zmienników to chyba oceniał cały sztab szkoleniowo-dyrektorski, więc nikogo przypadkowego nie kupiono do składu. A może jednak, bo czytając komentarze o tym, że Moussa Sissoko nie zasługuje z automatu na miejsce w pierwszym składzie, można zwątpić w decydującą rolę szkoleniowca w temacie zakupów. To może doprowadzić do ogólnego zepsucia się atmosfery w szatni, a stąd już prosta droga do zmian. Lub zmiany szkoleniowca, bo nie będzie wyników. O ile Chelsea może się martwić o to, czy dojedzie na tym paliwie do końca sezonu, tak Tottenham musi się martwić o zajęcie miejsca w pierwszej czwórce. Na razie są tylko, a może aż cztery punkty do raju, a grudzień pewnie zdecyduje. Tylko co dalej, jak się okaże, że zespół jest szósty przykładowo, a w szatni toczy się nie konflikt, a otwarta wojna podjazdowa między graczami. Ktoś będzie musiał za to zapłacić.

Następna kolejka w sobotę i grudzień zaczynamy najlepszym meczem, jaki można sobie wyobrazić. Manchester City – Chelsea, mecz na szczycie szczytów. Potem West Ham – Arsenal, a w niedzielę Everton – Manchester United. Obie drużyny muszą wygrać, żeby przełamać sezon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz