_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

23.01.2017

22 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Ostatnia kolejka styczniowa przyniosła nam kilka niespodzianek, ale tak to jest, kiedy zaczyna się gra na poważnie i nie ma już miejsca na błędy. Co prawda zawsze można mówić o powrocie, ale pewnych strat już nie można odrobić.


Dlatego wykreślałbym z grona drużyn walczących o tytuł zespół Liverpoolu. Staram się zrozumieć dlaczego zespół, przed którym rysowała się delikatna, ale jednak szansa na walkę o tytuł, potknął się tak boleśnie na Swansea. Drużynie, która cudów w tym sezonie nie zwojuje i dalej jest zagrożona spadkiem z ligi. Presja? No nie wiem, czy na tym poziomie, przy takim zapleczu w każdym zespole, można mówić o tym zjawisku. W końcu ile kosztowałoby zatrudnienie grupy psychologów sportowych? W skali sezonu grosze, ale ich wpływ na wyniki zespołu mógłby być nieoceniony. Wiem, że to trudno oszacować, bo tutaj nie ma wyraźnych i miarodajnych danych, ale po co kusić los. Po co zakładać, że szkoleniowiec to załatwi, bądź załatwi się to samo z siebie. Liverpool w tym meczu zgubiła presja. Piłkarze nie udźwignęli tego, że mogą coś osiągnąć. Piłkarze Swansea wygrali po raz pierwszy na boisku Liverpoolu, ale to dlatego, że pogubiła się znów defensywa. Pisałem to już, ale od szkoleniowca wymaga się tego, żeby defensywa jego zespołu była dobrze naoliwionym mechanizmem. Wbrew pozorom nie ma aż tak wielu początków akcji, które mogą się skończyć golem dla rywala. Elementarz jest ten sam. Zaczynamy za każdym razem od treningów i eliminujemy po kolei błędy, które dostrzegamy. Jak już naprawimy defensywę, to możemy przejść do poprawek ofensywy, ale defensywa pierwsza. Powinno przyświecać hasło uczyńmy defensywę naszego klubu znowu wielką. To rywale mają się jej bać, nie defensywa ma się bać ofensywnych graczy zespołu strojącego po drugiej stronie boiska. Można powiedzieć małe błędy, zbyt późna reakcja, zbyt ospała, ciągle brakowało podstaw, czyli odpowiedniej postawy i zastosowania jej w czasie spotkania. Po raz kolejny, nieważne ile okazji stworzy sobie twój zespół. Może nawet robić dwie groźne akcje na minutę, ale na końcu liczy się to, co wpadnie do bramki. Zawsze musisz zakładać, że atak twojego klubu będzie miał słabszy dzień i będzie się liczyła obrona. Liverpool chyba o tym zapomniał, dlatego musiał zejść z murawy pokonany.

Podobne myśli chyba przechodzą też przez głowę szkoleniowca Manchesteru City, bo mecz z Tottenhamem był tym spotkaniem, które może wskazać kierunek, gdzie podążą oba zespoły. Po meczu wiemy, że taktyka gospodarzy była prawie idealna. Jednak prawie robi wielką różnicę. W pierwszej połowie wiele szans, ale żadna nie zakończyła się golem. Można powiedzieć to zemściło się po przerwie, ale po dwóch błędach bramkarza gości wydawało się, że jest idealnie. Nie doszukiwałbym się zagrania ręką przy pierwszej bramce, bo to była piłka do ręki, nie odwrotnie. Tylko trzeba jakoś przykryć błąd bramkarza. Przy drugiej bramce tak samo, ile procent zasługi spada na Hugo Llorisa. Normalnie tych bramek by nie było, ale Francuz musiał pobłądzić. Nie ten bramkarz miał popełnić błędy w tym spotkaniu, więc skoro golkiper rywala pobłądził, to dlaczego był remis. To nie była wina Claudio Bravo, chociaż media robią z niego kozła ofiarnego przy każdym golu, jaki wpada do bramki klubu. To nadmierne majsterkowanie szkoleniowca wyrwało zęby defensywie klubu, nie zmiana w bramce. Joe Hart też puściłby swoje gole, sytuacji drużyny wiele by to nie zmieniło. W tym spotkaniu te bramki tak czy siak by padły, przy takich błędach obrońców. Za dużo miejsca, za dużo czasu. Bardzo podobne uwagi, jak przy Liverpoolu. Brakuje wciąż odpowiedniego ustawienia, żeby defensywa poczuła się silna. Co prawda ten mecz mógł uratować arbiter dyktując rzut karny i wyrzucając z boiska Kyle’a Walkera, ale Raheem Sterling był za uczciwy i się nie położył. Jak widać uczciwość w futbolu jest do d. Arbiter uznał, że popchnięcie go nie miało aż tak wielkiego znaczenia, a zawodnikowi po prostu nie wyszedł strzał. To się zdarza, nigdy nie możesz zakładać, że arbiter podejmie same dobre decyzje. Takie zawsze powinno być założenie. Może ta taktyka, próba pokonania ognia ogniem, czyli wygranie z Tottenhamem na jego warunkach, zemściła się na szkoleniowcu. Walka o tytuł odjechała za horyzont, bo 12 punktów, a 13 z różnicy bramkowej, to za dużo do odrobienia. Chelsea nie złapie aż takiego kryzysu. Trzeba się martwić o zajęcie miejsca w pierwszej czwórce, bo właściciele klubu wiele mogą znieść, ale gra w Lidze Europy, a nie Mistrzów, to może być za dużo. Zgoda że jesteśmy dopiero za półmetkiem sezonu, ale widać wyraźnie, że to zadanie zaczyna przerastać szkoleniowca. Później też nie będzie lepiej, bo dojdą mecze w Lidze Mistrzów, pucharze krajowym i nagle się okaże, że dystans złośliwie nie chce się zmniejszać, a trudne mecze wyjazdowe w kwietniu czekają. Pisałem przed sezonem, że rywalizacja będzie trudna. Wcześniej zawsze był jeden przeciwnik i reszta. W Anglii jest cała masa silnych drużyn, a w każdym meczu jest szansa na stratę cennych punktów, bo nie ma aż tak dużych różnic na boisku, jakie sugerowałaby ligowa tabela. Można powiedzieć w grze jest większy element chaosu. No ale to wyzwania pokazują, jaki faktycznie jesteś, więc jak się marzyło o bilecie do sławy, to los dał tę szansę w Manchesterze. Jak to było w moim ulubionym serialu (na teraz przynajmniej) o zjawisku chaosu: Chaos to nie otchłań. To drabina … Prawdziwa jest jedynie drabina. Liczy się tylko walka o szczyt.

Następna kolejka, pierwsza lutowa jak dla mnie, zacznie się 31 stycznia. W tym samym dniu, o 23 czasu brytyjskiego, zakończy się zimowe okienko transferowe. Trzeba więc uważać na przeciągi, bo zawsze może nam kogoś wywiać z drużyny, albo przywiać. No ale wracając do kolejki, we wtorek mecz meczów, czyli Liverpool – Chelsea. Co prawda może nie będzie tego żaru, bo Swansea wrzuciła wiadro lodu, ale powinno być ciekawie. No a w środę West Ham – Manchester City. Gdzieś na uboczu mecz Stoke – Everton, drużyn, które w tym sezonie robią za bezpośrednie zaplecze tych silnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz