_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

28.02.2017

26 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Opóźniłem podsumowanie tej kolejki, bo chciałem zobaczyć reakcję graczy Leicester na zwolnienie szkoleniowca, który kilka miesięcy temu doprowadził ich w rejony dla nich nieosiągalne, czyli do tytułu. W życiu liczą się tylko momenty i chciałem to zobaczyć.


Podobnie zobaczyłem, można powiedzieć doświadczyłem oglądając relację w telewizji, pierwszej w historii dogrywki w meczu Super Bowl, nie dotrwałem do wpadki na gali oscarowej (na ile była ona ustawiona, to pytanie bez odpowiedzi), bo szczerze mówiąc znudziła mnie ona trochę, ale mecz musiałem obejrzeć. No i na miejscu fana Leicester czułbym się dziwnie. Rozumiem, że szkoleniowiec rywala nieco pomógł w zwycięstwie, bo można byłoby się poprzyczepiać do taktyki, czy personaliów. Nie wiem, czy to zamieszanie spowodowane pogłoskami o możliwej pracy w Barcelonie lekko rozbroiło szkoleniowca. Nie oszukujmy się, taki klub z reguły nie dzwoni, a jak dzwoni, to tylko raz. Tylko to nie zmienia tego, że Leicester, przynajmniej w tym meczu, zagrał tak, jak w sezonie mistrzowskim. Było praktycznie wszystko to, czego brakowało od początku tych rozgrywek. Tylko nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że problemem klubu był Claudio Ranieri i jego zmiana uzdrowiła sytuację. Rozumiem, że nie mógł on już wykrzesać tego ognia od piłkarzy, ale błędy zostały popełnione po sezonie. Podpisanie nowych kontraktów nieco rozleniwiło zawodników, a szkoleniowiec nie znalazł sposobu, żeby ich zmobilizować. Mi zabrakło uczciwej rozmowy między prezesami, a piłkarzami. Pewnego wskazania, że panowie piłkarze muszą znów chcieć, bo jak nie, to zostaną wyciągnięte konsekwencje. Finansowe, bo chyba inne nie działają. Zespół dalej jest w walce o pozostanie w lidze, a jego prawdziwą siłę pokażą następne spotkania. Nie zawsze jest reakcja na zmianę szkoleniowca, która załatwia mecz. Czasami trzeba mocno się napracować, żeby osiągnąć zamierzone przed sezonem cele. Nikt nie położy się przed zespołem i nie poczeka biernie na porażkę. Dlatego dla mnie Leicester wciąż walczy o pozostanie w lidze.

Z grona drużyn, które zostaną w lidze na przyszły sezon, chyba można pomału wykreślać Sunderland. Miłe, że klub zaangażował się w pomoc dla Bradleya Lowery, który ma pięć lat i miesiące życia przed sobą, ale to nie zmienia za bardzo faktu, że coś zostało zepsute, delikatnie mówiąc. Od początku sezonu minęło prawie siedem miesięcy. Rozumiem, że była zmiana szkoleniowca, pewne zamieszanie jakie zawsze z tego wynika, ale klub powinien już wiedzieć, na czym stoi. Powinien mieć plan, jak sobie poradzić z rywalami. Zamiast tego jest chyba tylko jedna opracowana metoda, jak sobie poradzić z przeciwnikami na boisku. Oddać piłką dla Jermaine’a Defoe i niech on coś zrobi. Problem polega na tym, że to nie jest super bohaterem i coraz częściej defensywa rywala go powstrzymuje. Można wrócić do pytania, czy David Moyes na pewno był dobrym wyborem na pozycję głównego szkoleniowca. On opuszczając Everton wyszedł ze swojej strefy komfortu i przegrał. Z Manchesterem United nie wyszło, ale to było trudne zadanie. Z Realem Sociedad też nie wyszło, a teraz nie wychodzi z Sunderlandem. Zgoda, że to były trudne zadania, każde mające inną specyfikę, ale jakby było łatwo, to niepotrzebny byłby żaden szkoleniowiec. Jak Manchester United prowadzony przez niego przegrał 0-2 na boisku Evertonu, to potem była zmiana szkoleniowca. Teraz niby to nie grozi, ale drużynie potrzebny jest jakiś nowy impuls. Tak szybko, jak to możliwe. Dlatego zacząłby się obawiać, czy taka zmiana wkrótce nie nastąpi. Jak nie dla uratowania sezonu w Premier League, to na poradzenie sobie z sezonem w Championship.

To nie powinno zagrozić Crystal Palace, bo chyba nareszcie magia Sama Allardyce’a odpaliła. Boro, będące przeciwnikiem w ostatnim spotkaniu, może mieć dużo pretensji do siebie. Przede wszystkim drużyna nie potrafiła wykorzystać szans, które sobie stworzyła, a to miałoby znaczenie, bo Crystal Palace grał po prostu lepiej. Tylko jak nie idzie, to nie idzie we wszystkim. Szczęśliwie dla nich arbiter nie podyktował rzutów karnych, bo mam zapisane, że powinien. Tylko to zmieniłoby jedynie rozmiary wygranej. Problem polegał na tym, że goście przegrali głównie ze sobą, a dopiero potem z rywalem. Spadek jeszcze nie zagraża, ale najwyższy czas zabrać się do pracy. Co prawda już od kilku tygodni piszę, że tabela popęka, ale nawet jak ona tego nie zrobi, to na końcu ktoś z tej ligi spadnie. Kończy się luty, nikt jeszcze nie spadł. Nawet ostatnia drużyna traci tylko trzy punkty, ale to długo nie potrwa, a magicznej ucieczki w tym sezonie może nie być. Dlatego czas się zebrać do pracy.

Następna kolejka w sobotę. Leicester – Hull, sześciopak, ktoś z tej dwójki spadnie z ligi najprawdopodobniej. Następnie Liverpool – Arsenal (o małe mistrzostwo Anglii, tak to wygląda), a w niedzielę Tottenham – Everton.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz